61. Ciepło

tak, czuję ciepło koło serca. Jakby ze sceny spłynęła na mnie najlepsza na świecie energia.
Nie wiem co inni powiedzą o tym koncercie, dla mnie było to przeżycie trudne do opisania.
Muzyka Marka Knopflera jest kołysząca i zataczająca kręgi. Może się komuś zdawać, że to taki pop, ale niech was nie zwiodą taneczne momentami rytmy. To nie jest ten pop jakim częstują nas w radio. W zasadzie to w ogóle nie jest pop. Muzyka wymyka się klasyfikacji, bo jest w niej wszystko: jazz, blues, pop, folk, dance no i rock, jakże by inaczej. Gitara a raczej gitary Marka…
(Powiedział wczoraj: gdy byłem młody miałem tylko jedną gitarę, a teraz są wszędzie.)
Gitara Marka to jeden z 41 instrumentów na scenie! Czy to daje wam pojęcie o tym jak bogate i rozległe jest brzmienie jego piosenek? Gitary, perkusja, jakieś klawiszowe, to normalne. Ale poza nimi były saksofon, trąbka, flet, klarnet, skrzypce, wiolonczela, jakieś dudy i naprawdę nie wiem co jeszcze. Autorem wszystkich piosenek – zarówno muzyki jaki i słów jest Mark Knopfler.
I tu kolejna rzecz, którą trzeba powiedzieć. Teksty Marka to nie powtarzane przez trzy i pół minuty dwa wersy. Każdy tekst to opowieść.
Naprawdę – weźcie pierwszą lepszą piosenkę i przeczytajcie tekst.
To jest poezja. Teksty zazwyczaj mówią o prostych sprawach. O dzieciństwie, o zwykłych ludziach, o miłości- jak w Romeo and Juliet.
Porażony miłością Romeo śpiewa uliczną serenadę
urzekając wszystkich miłosną piosenką.
Znajduje latarnię, wychodzi z cienia
i mówi coś w stylu „Ty i ja, kochanie, co ty na to?”
A potem toczy się opowieść o miłości i stracie, upływie czasu…Na koniec Mark Knopfler mówi „Ty i ja, kochanie, co ty na to?” a w głosie ma chrypkę starego człowieka i wiemy, że choć czas był nie ten, on nadal kocha swą Julię.
Ocierałam łzy i musiałam zdjąć okulary. Pan obok zerkał na mnie ukradkowo. Potem pewnie opowie swojej kobiecie, że ta Polka to się poryczała. Ale co mnie to obchodzi?
Romeo and Juliet to dla mnie szczególny utwór. Zresztą -wiele piosenek Knopflera jest w mojej głowie związanych z przeszłością i gdy którąś z nich słyszę widzę miejsca i ludzi, których już nie ma.
Koncert był długi..długaśny! Prawie dwie i półgodziny. Nie było Brothers in Arms, nie było Sultans of Swing, nie było nic z mojej ukochanej płyty Tracker – czyli ani Lights of Taormina ani Basil, ani Wherever you go.
Nie szkodzi. Koncert otworzył energetyczny Why Aye Man – opowieść o emigrantach ekonomicznych i cóż lepszego można było zagrać w Goeteborgu pełnym takich ludzi z całego świata? Na koniec trzy bisy, jednym z nich było Money for Nothing. Ech. A pomiędzy tym wszystkim, pomiędzy balladami – Mark pokazał, że mimo iż ma 70lat! to potrafi dać czadu. I dawał.
…Tylko ta publiczność jakaś taka niemrawa. Nie byłam w Polsce na koncercie od lat, ciekawa jestem, czy Polacy też tak grzecznie siedzą na krzesełkach, pojadają popcorn a w czasie gdy artysta mówi, i jest dość cicho, bez oporów szeleszczą opakowaniem od czipsów? Czy upijają się tak, że przewracają na schodach do toalety? Czy w trakcie koncertu przeglądają fejsa? Po co przychodzą w takim razie na taki koncert? Przecież bilety nie są tanie, nie szkoda im kasy?

Koncert się skończył.
I jest mi smutno. Przez ostatnie kilka miesięcy kopertę z biletami miałam przyklejoną do szafy obok biurka. Zahaczałam i nią wzrokiem kilkanaście razy dziennie i czekałam. Czekałam cierpliwie, tak samo jak przez prawie czterdzieści lat życia.
A teraz koniec. Mark ma 70lat, czy ruszy jeszcze w trasę? Czy dany mi będzie jeszcze jeden taki koncert? Czuję niedosyt. Nie spojrzałam mu w oczy. Nie powiedziałam: Dziękuję za Twoją muzykę.


12 myśli w temacie “61. Ciepło

    1. 11 lipca wieczorem wypływam ze Szwecji.
      Poza tym już i tak nie ma biletów…Tzn są, ale prawie na zapleczu sceny.
      Patrzyłam na Kopenhagę, za dwa dni…teoretycznie bym dała radę…ale też nie ma biletów.
      Francja, Włochy czy nawet Praga …to już poza moimi możliwościami finansowymi i czasowymi.

      Polubienie

    1. Ach, bo głupie radio gra na okrągło trzy piosenki Dire Straits, dwie Queen i jedną Pink Floyd. Skąd potem ludzie mają wiedzieć, że artysta napisał coś więcej i coś lepszego?
      Na widowni średnia wieku była tak 50-60 lat 😀

      Polubienie

  1. Ostatnio byłam na kilku koncertach w nieduzych salach we Wrocławiu i tylko takie toleruję, a i tak miałam wrażenie, że popekaja mi bębenki, zwłaszcza na ostatnim, chyba zle były ustawione albo basy, albo mikrofony. Ja lubie kameralnie muzykę, czyli w samochodzie, w mieszkaniu, gdzie słucham jak chce, najlepiej sama; nawet jak byłam młodsza, tez nie lubiłam inaczej.
    To wynika chyba z tego, że nie lubie ani tłumu, ani w tłumie, nie tesknie tez chyba za artystą na zywo.
    Ale rozumiem, ze dla Ciebie to było przezycie, rozumiem.

    Polubienie

    1. ja lubię słuchać muzyki po swojemu, ale koncerty, to coś innego, tylko trzeba umieć „wyindywidualizować z rozentuzjazmowanego tłumu” :D. Koncerty mają inną moc, to zupełnie inny odbiór, no możliwość ujrzenia artysty na żywo – mimika, podrygiwanie, tych kilka zdań, kontakt z zespołem – to sprawia, że muzyka staje się bliższa, osobistsza.
      Kiedyś nie rozumiałam o co chodzi z tymi koncertami, aż przypadkiem trafiłam na taki gdzie Mark grał z Claptonem. I wtedy zobaczyłam coś niesamowitego: widać było, jak i Eric i Mark cieszą się wspólnym graniem, że to nie jest sztywny, wytrenowany występ tylko coś impulsywnego, co obu sprawia autentyczną frajdę. I dotarła do mnie magia takich właśnie ulotnych chwil…

      Polubienie

  2. Gratuluje doladowania pozytywna energia!

    Na ostatnim duzym koncercie bylam w styczniu… i bardzo zyczylam osobie, ktora siedziala dwa rzedy dalej by w koncu ochrypla:)
    Choc duze koncerty to nie moja bajka , ale to byla ostatnia trasa koncertowa Eltona Johna.. Bardzo sie z mezem dziwilismy, ze z zaprezetowanych utworow znalismy tylko 4 moze 5; choc concert trwal 3 godziny a artysta mial przerwe tylko 15 minutowa; milo bylo patrzec na kilkupokoleniowe towarzystwo, szczegolnie rodzicow z nastoletnimi badz dwudziesto-paroletnimi dziecmi!

    Polubienie

  3. Piekne mialas przezycie i pieknie to opisalas, na zywo to na pewno zupelnie cos innego, niz z plyty czy na youtube. A ja, to tak jak pisalam wczesniej, koncerty juz nie dla mnie, nawet gdybym nie zalozyla aparatu, to moje uszy by tego nie przezyly… Wspomnienia bedziesz miala piekne 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s