45. W oczekiwaniu

Klienci się pomieszali, pokomplikowali, w efekcie mam drugi dzień prawie wolny a za to w piątek znowu będzie „spiętrzenie robót”.
No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?
Korzystam więc z wolnego dnia, choć zaiste – wolałabym bym być dzisiaj zajęta i to jak najbardziej. Bo czekam, a ja w czekaniu dobra nie jestem.
Nawet jak u Kultowej Szeficy miałam dostać opiernicz za przeoczenie jednego grosza co skutkowało korektą całej deklaracji VAT to szłam jak najszybciej, żeby mieć z głowy i móc się w spokoju i samotności pobiczować.
A teraz czekam i nie mogę nic zrobić, ani wybiec na przód ani nic, mogę tylko cierpliwie czekać, a w takiej chwili najlepiej mieć pod ręką jakieś nitki, które można plątać. No to sobie plączę. Dosłownie. Zdjęłam robótkę by w ładnym świetle zrobić zdjęcia i mi się poplątało. Ale już rozplątałam.
Mówiłam niejednokrotnie, że najbardziej na świecie lubię szmatki i nitki? (To znaczy, lubię jeszcze masę innych rzeczy, ale tu chodzi o te takie co to „tymi ręcamy”).I że niesamowite na ile sposobów te nitki można połączyć i jakie niesamowite rzeczy z tego wychodzą?
Druty, szydełko…to wiadomo. Ale takie krosna? Krosna to jest cud nad cudy! Choć najlepsza zabawa jest przy zakładaniu osnowy, bo potem to już nudyyyy. Nic tylko nitka w prawo/nitka w lewo.
Aż tu kilka dni temu, chyba z nadmiaru wolnego czasu po 8 tygodniach zasuwania jak jak mały samochodzik, przypomniało mi się, że widziałam taki fajny filmik reklamujący sklep z takimi prostymi grzebykami do robienia krajek. W sumie to od jakiegoś czasu marzy mi się ładny, miękki, odpowiednio długi pasek do aparatu. ALbo np. taka torba na ramię, na wyjście do miasta, wiecie taka niby damska torebka, ale w razie czego kilo kartofli + mleko i 30 jaj da się w tym przenieść. I żeby ona ta torba jeszcze jakoś tam zdobna była. Np. rączki miała z krajek, nie? To se poszłam popatrzeć w tym sklepie jak te grzebyki alias drabinki a prawidłowo bardka wyglądają. No fajne, fajnie się plecie, trzeba by pomyśleć. Zaczęłam szukać, i szukać i drążyć. I natknęłam się na filmik i instrukcję tkania na tabliczkach. Po szwedzku. Kobietka pokazywała instrukcję pisemną oraz filmik pokazujący różne etapy.
Napaliłam się! Oderwałam okładkę od jakiegoś bloku rysunkowego, pocięłam, oznaczyłam, podziurkowałam. Nitek ci w domu dostatek…
I zaczęłam. Szło fajnie, potem zaczęło się plątać, potem odkryłam dlaczego się plącze, potem odkryłam, że znowu się plącze ale z innego powodu, potem odkryłam jak to kolejne plątanie odplątać, potem odkryłam, że zapominam w którą stronę, i stąd błędy we wzorku.
No ale krajka na ukończeniu. Pełna pomyłek, miejscami mocno ściśnięta, miejscami za luźna, z supełkami na krawędziach …ale idzie ku końcowi.
Patrzcie:



Tabliczki jeszcze w ładnym porządku
A tu już się zaczyna plątać

A tu ostatnio utkany kawałek…tu już było ładnie.

Tylko czterdzieści nitek i patrzcie jaki efekt: krajka ma szerokość około 1 cm. I jest cudna.


Dziś ją skończę, a jutro zabiorę się do innej, szerszej, może bardziej kolorowej, takiej by pasowała do aparatu.
Nowego aparatu, który kupiłam dwa dni temu i czekam aż mi go poczta łaskawie dostarczy. Więc same rozumiecie, że mam na co czekać.

Jedna myśl w temacie “45. W oczekiwaniu

  1. Super, super choć to chyba już wyższa szkoła jazdy.nie wiem czy miałabym cierpliwość do takiej ściubaniny. Pokazuj następne prace!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s