29. I w domu

Skania jest przepiękna! Może dlatego, że dość podobna do Warmii? Pagórki, pagóreczki, rzeczki, pola nie pod sznurek i krzywe opłotki. Nie ma trawy wszędzie przyciętej równo. A nawet zdarzają się nieużytki. Dać tam bociana i Warmia w całej swej krasie… ? Nie, jednak nie. Nie widziałam przepaścistych lasów i schowanych w nich jezior. Domy są jednak inne. Oczywiście porządniejsze i starsze. Murowane z cegły w kolorze piasku, i z drewna. Zazwyczaj niewielkie, dość skromne…lagom jak to w Szwecji.
Ludzie są tam inni niż w mojej mieścinie. Różnorodni, przede wszystkim. I nie chodzi tu o różnorodność „rasową” (czy to poprawne słowo?) etniczną. Wiadomo: są biali, czarni, żółci i „ciapaci” – w sensie, że nie biali jak człowiek północy i nie czarni jak człowiek z Afryki-pewnie i czerwonoskórych też by się znalazło. Nie o to chodzi. O to, że nawet ci biali są RÓŻNI. W sumie to najmniej widziałam typowych, północnych nordyków: wysokich, smukłych, o jasnych oczach, włosach i cerze ubranych w nieśmiertelne czernie i biele (kobiety) oraz pastele – beże, róże i błękity (mężczyźni).
Ot, taka ciekawostka przyrodnicza.
Byłam nad morzem na krótką chwilę. Było ciepło i spokojnie.
Pomyślałam, że zamiast następnym razem się włóczyć bóg wie gdzie to powinniśmy z eM wyprawić się w objazd południowej Szwecji. Zjechać w dół aż do Ystad, przez Lund i Malmo.

Nagadana jestem po pachy. Przez dwa i pół dnia buzie nam się nie zamykały. Cóż…Kasia jest gaduła a i ja nie milczek…Szmatki, nitki, kotek, piesek, obrazki, Zozo, Szwecja wady i zalety, książki, kotek, piesek…i tak w kółko.
Tosia piszczała na mój widok i pilnuje mnie jeszcze bardziej. Biedna Tosia.
A od dziś mamy Wielkanoc w Szwecji. EM poszedł jednak do pracy bo coś pilnego i ekstra płacą. Ja muszę: posprzątać dom, bo wczoraj nie zdążyłam. eM zaprószył sobie oko w poniedziałek, czekał, że minie, ale nie minęło i z przychodni odesłali nas do szpitala w Skövde. W samym szpitalu zeszło nad podziw szybko, ale wszystko razem zajęło nam całe popołudnie. Zatem dziś muszę zrobić wszystko, czego nie zrobiłam wczoraj oraz to, co zaplanowałam na dziś. Sprzątanie, krokiety z pieczarkami oraz sałatke i mazurka.
Jedziemy do rodziców Mela, i chcemy im dać popróbować typowych polskich potraw. Nie, z jajkami faszerowanymi pobawię się kiedy indziej.

Tosia wczoraj dostała ostatni antybiotyk. Zaiste: czas był najwyższy bo coraz trudniej było ją oszukać i przemycać te wielkie tabletki. Gula zniknęła i nic się stamtąd nie sączy. I niech tak zostanie.

2 myśli w temacie “29. I w domu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s