26.Równowaga

Wczoraj, prócz tego że Szefica, to jeszcze taki jeden pan.
– No widzi pani, a ja tylu osób pytałem i każdy mi odpowiedział, że nie wie jak to zrobić…
– Ja też nie wiedziałam.
– Ale wiedziała pani jak się dowiedzieć. I chciało się pani.
…Co miałam mu powiedzieć? Że jestem specjalistką od spraw beznadziejnych? Od spraw pt „jestem w czarnej dupie”? Że jak jest robota przy której trzeba się natyrać i guzik zarobić to na bank to wezmę?
Urosłam. Co z tego, że pracowałam w sumie dwa dni, a zapłatę wzięłam za godzinę, bo tak się na wstępie umówiłam? Zapłaty w sumie jeszcze nie dostałam…
Ale urosłam i nagle wszystko zrobiło się takie łatwe.
Dziś. Dzwonię do X.
– Co z tym twoim mieszkaniem, bo kończę rozliczenia?
– Yyyyy…a ja jeszcze znalazłem kilka faktur. (Dwa tygodnie temu przywiózł mi koszyk mieszanki faktur, paragonów i rachunków domowych z prawie trzech lat).
– SŁUCHAM? Znalazłeś i jeszcze mi ich nie dałeś? -całkiem bez mej woli mój głos zrobił się lodowaty.
– Bo ja po psa pojechałem, do Polski
O boże jaką miałam ochotę powiedzieć „Ale co mnie to obchodzi?”. Nie powiedziałam.
– Wyjeżdżam w niedzielę, wracam we środę. Zaraz potem jest Wielkanoc, a po Wielkanocy ostatni tydzień, który zarezerwowałam dla dwóch dużych firm. Jak mam ci to doliczyć to we środę wieczór te faktury mają być u mnie w skrzynce mailowej albo pocztowej. Jak nie będzie – zamykam tak jak jest.
Nie wiem jak się pożegnałam, ale mam nadzieję, że nie było słychać zgrzytania zębami.
Kilkanaście minut potem na email, którego używam wyłącznie do tłumaczeń przyszedł email po szwedzku. Jak zobaczyłam nazwę firmy w tytule już wiedziałam. A jakże: Y postanowił powierzyć swe sprawy komu innemu, ten inny prosi o dokumentację elektroniczną. Kuriozalne jest to, Y był u mnie kilka dni temu. Odebrał dokumenty papierowe, tłumacząc się, że chce coś wyszukać, choć nie musiał, bo dokumenty oddaję na bieżąco, komu mogę, ze względu na brak miejsca. Pogadał ze mną grzecznie. Na koniec zapytałam kiedy przyjdzie następny raz, odpowiedział, że po Wielkanocy. A tu zonk.
Zrobiło mi się przykro. Nie dlatego, że mnie porzucił, ale dlatego, że nawet nie próbował ze mną porozmawiać, że coś mu się nie podoba.
Napisałam mu maila: że zachował się dziennie i fałszywie. I że jest mi przykro, że nie zawiadomił mnie sam.
To drugi taki przypadek.
A ja nawet wiem kiedy się na mnie obraził. We wrześniu. Bo mu powiedziałam, że ma bałagan w dokumentach. Na co on, że płaci mi za to by bałaganu nie było. No ale ja za niego papierów nie pozbieram.
W duszy myślę: a idź do diabła ze swoim bałaganem. Zapłacisz komuś innemu dwa razy tyle i tylko daj ci boże byś nie trafił na takiego speca od jakiego do mnie ty sam przyszedłeś albo inni.

A na koniec okazało się, że komuś innemu spełniło się moje marzenie.
I nie ma tu myślenia: czemu ona a nie ja zamiast niej. Jest myślenie: dlaczego nie umiem tak zrobić by te marzenia realne, materialne mogły spełnić się mnie.





5 myśli w temacie “26.Równowaga

  1. Ludzie nie lubia zlych wiesci osobiscie donosic. Wiec nie bierz tego do siebie. Tchorz i tyle. I potrafisz zrobic, aby marzenia materialne Tobie sie spelnily. Widocznie to nie byl czas/miejsce/klient. Ja sobie zawsze powtarzam cytat z ‚Metra’ – gdy jest zle, to dobry znak, bo moze znow lepiej byc! xxx

    Polubienie

  2. Biorę do siebie, bo skoro zmienia księgową to coś mu się w mojej pracy nie podobało. Chciałabym wiedzieć co, bo jak mam coś poprawić jak nie wiem, że jest źle?
    Ja nie lubię jak coś idzie źle, mnie to zbija z tropu, podkopuje moją pewność siebie i budzi stare demony.

    Polubienie

  3. Nikt nie lubi, jak mu źle idzie w pracy. Ech, ja też nie cierpię takich sytuacji. Zaledwie wczoraj studentka mnie oskarżyła, że jej zaniżyłam oceny, bo jest Litwinką. A ja ją lubię, choć bywa kanciasta i pyskata. Ale dostała z testu 46%, popłakała się i oskarżyła mnie o rasizm. Test to miara dość obiektywna, wiedziałam, że sprawiedliwie tyle dostała, ale wcześniej słabo napisała esej i refleksje i ocena wyjdzie jej kiepska. I nie spałam pół nocy, tak mi było jej szkoda i tak to międliłam w głowie – może rzeczywiście jej za nisko dałam za esej? Ale tak bym oceniła pracę każdego innego studenta.
    Ech, trzeba uczyć się dystansu do pracy, bo takie rzeczy się zdarzają i bez sensu niespać i męczyć się o to.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s