124. nie śniło się nawet filozofom

Jakieś trzy lata temu kupiłam dwie doniczki z zamiokulkasami.
Doniczki były nieduże, rośliny w nich ogromne, wyłaziły wręcz. Komuś chyba drgnęła ręka przy nawożeniu i roślina rosła jak opętana.
Kupiłam, przyniosłam do mieszkania, które ma więcej światła północnego niż południowego, postawiłam na parapetach. Potem naszła mnie refleksja, że tam w tych doniczkach to już nie ma miejsca nawet na wodę. Postanowiłam rozsadzić. Co zrobiłam. Rozsadę zaniosłam do „szemranej spółki” w której wtedy pracowałam. Główne rośliny pozostawiłam w domu.
Przesadzone rośliny umarły jedna gałązka po drugiej. Najpierw te w szemranej spółce, gdy okazało się, że moje zatrudnienie tam ma charakter schyłkowy. Potem te w domu. Przy czym te w domu zostawiły sobie po jednej – dwie gałązce. I tak trwały. W następnych miesiącach jedna z roślin zaczęła odbijać.  Wypuściła badylka, potem kolejnego i kolejnego. Aż uzyskała rozsądne i dość efektowne gabaryty.
Jej siostra natomiast tkwiła uparcie z jednym pędem. Minął rok, kolejny. Gdzieś po drodze ta uparta roślina powędrowała do kuchni. Bo kuchnia od południa, więcej słońca, może ją to zachęci?
Nic. Roślina uparcie tkwiła w pojedynczości. Znowu minęło kilka miesięcy.
Wreszcie jakoś tak w grudniu, straciłam cierpliwość i rezkłam do niej:
– Dobra, decyduj się: albo umierasz, albo rośniesz. Masz czas do wiosny.
Albowiem kiedyś usłyszałam, że roślin nie wyrzuca się z domu na zimę, bo wiosną mają szansę, zimą -żadnej.
I oto tak ze dwa tygodnie temu, gdym w marcowym słońcu grzała plecy przez okno, ujrzałam rzcz niesłychaną: jasnozielony czubek nieśmiało wychylający się z ziemi tuż obok pojedynczego pędu.
I to jest dowód na to, że my ludzie myślimy, że wszystko wiemy, a tu dzieje się naraz coś takiego co poddaje to nasze przekonanie w wątpliwość. Bo jak wszystko, jak nie wiemy jakim cudem roślina reaguje na to co mówimy?
Albo to, co wczoraj mi się przytrafiło:
eM poszedł na basen, jak co niedzielę, ja się zajęłam sprzątaniem i innymi takimi rozrywkowymi rzeczami…Jak to w niedzielę. Tosia walała się po podłodze albo łaziła za mną, usiłowała ukraść mi kapcia lub skarpetkę, generalnie trzymała się starej jak świat zasady „im większy pies tym bardziej w przejściu”. Wreszcie dałam spokój rozrywce, zasiadłam do komputera. Tosia oczywiście nadal pod nogami.
Zapadła w bezruch, drzemała. I naraz się zaktywizowała. Zerwała na nogi, poleciała pod drzwi, zaczęła merdać ogonem i ewidentnie się cieszyć. Chwilę poniuchała, posapała, poleciała do pokoju, złapła w zęby zabawkę i stanęła pod drzwiami, z całą pewnością przygotowana do witania się. Spojrzałam na zegarek: była 13:05.
Tosia postała chwilę pod drzwiami, wreszcie ogon się zatrzymał, piesa powiedział „umf” i położyła się pod drzwiami.
Jakieś 30 minut potem w drzwiach stanł Pańcio najukochańszy z reklamówką ze sklepu. Acha, po zakupy był.
– A o której wyszedłeś z basenu? – zapytałam.
– Tak jakoś 13:05 –

9 myśli w temacie “124. nie śniło się nawet filozofom

  1. zamiokulkasy są kapryśne, cos wiem o tym. mnie wkurza to, że rośnie sobie pięknie, wysokie, grube łodygi, a potem nagle zaczyna puszczać takie mysie ogonki. chyba mu nawozu potrzeba??? albo rozsadzenia?

    Polubienie

    1. kochana, co ja im dawałam..! Wszystko – suszyłam, podlewałam umiarkowanie, podlewałam obficie, nawoziłam i nie…
      Sama widzisz: jeden rośnie jak głupi, drugi uparcie nic. Takie same doniczki. Ta sama ziemia! To samo stanowisko. Mam nadzieję, że teraz już się ogarnął i wie czego się od niego oczekuje 😀

      Polubienie

  2. Zamiokulkas to typowa roślina biurowa. Miejsce raczej w półcieniu, nie przy oknie. I podlewanie raz na dwa tygodnie, u mnie czasem nawet rzadziej. To jest rośliną dla leniwców, a nie dla dbających 😉

    Polubienie

    1. hehe, a jak myślisz, dlaczego ją kupiłam?
      Najpierw o nią zaczęłam nie dbać bardziej niż o inne rośliny. A dopiero potem jak zaczęła marnieć zaczęłam dbać, ale też bez przesady.

      Polubienie

    1. No to kierunek najbliższy ogrodniczy. Albo IKEA tam mają rośliny duże i tanie.
      Może trafi ci się mniej kapryśny osobnik, bo jak rosną to są cudne: wielkie, ciemnozielone, a w sumie rosną niemal bez światła

      Polubienie

  3. No ale heeeej!
    Badyle do was mówią, a nie zachwycacie się mądrością mego psa? Jej niesamowitym zmysłem?I tym że badylek rozumie co ja do niego mówię?

    Polubienie

Odpowiedz na Kat Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s