96. Co robię

Wszedł Yankie wczoraj do mnie i zobaczył, jak z niechęcią odsuwam komputer.
– O, internet ci się skończył? – domyślił się.
– Nic tu nie ma, po co ja tracę czas na te głupoty – zirytowałam się. Przeglądałam facebooka szukając czegoś, na czym by można choć na chwilę uwagę zawiesić. Odkąd przestałam obserwować wszelkiej maści protesty w obronie demokracji oraz osoby, które tylko tym żyją (lub tym i swoim życiem w 1500 odsłonach na dobę) to na faceboku nie znajduję już prawie nic do czytania. Czasem migną mi jakieś obrazki, memy lub filmiki. Jak ostatnio wojny psów z kotami.
Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że zdrowiej jednak obejrzeć jakiś film jesli już koniecznie muszę NIE-czytać.
Nie czytam tak dużo jak kiedyś bo po 1.  odwykłam, po 2 trudno mi znaleźć takie książki, które by mnie porwały i trzymały.
Choć ostatnio … Nie bardzo mogę narzekać. Patrzę sobie na ostatnie dwa miesiące na lubimyczytać.pl
14. X  – Skończyłam czytać „Buntowniczkę z pustyni” Alwyn Hamilton. Niesamowicie sugestywnie oddany klimat pustyni, ciekawa historia, choć książka kierowana bardziej do młodzieży, to warto .
Dwa tygodnie później skończyłam Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Potem obejrzałam film. I oczywiście książka bardziej, ale film też niczego sobie. No, ale to w końcu Holland.
A już trzy dni później skończyłam „Fanfika” Natalii Osińskiej.
No tego Fanfika to czytałam tak, jak za młodych lat, z wypiekami, nie mogąc się oderwać ani na chwilę, a jak już mnie coś zmuszało do odłożenia Kindla to myślami i tak była w świecie Tośka i Leona. Ta książka, w każdym normalnym kraju, weszłaby do kanonu lektur. Powinna być omawiana nie tylko na języku polskim ale i na biologii i lekcjach przygotowania do życia…Zachwyciła mnie tak, że wciąż kopię po internetach i szukam pomysłu jakby ją wylansować w Szwecji i nie tylko.
Do 28 listopada męczyłam Tulipanową Gorączkę. Jak widać „bardzo” mnie wciągnęła. Film może być wyjątkowo lepszy. Książka mi się ciągle zlewała z Miniaturzystką, która zresztą też nie bardzo mnie zachwyciła.
W międzyczasie jeszcze przeczytałam „Slash” drugą część Fanfika.
3 grudnia skończyłam „10 płytkich oddechów”. Takie tam czytadło-wyciskacz łez z happy endem oraz „i żyli długo i bardzo, ale to bardzo szczęśliwie”. Jak masz lat 15 to warto, jak więcej: szkoda czasu.
A potem, zaledwie trzy dni później skończyłam „Jak zawsze” Miłoszewskiego. Nie mogłam się powstrzymać i galopowałam, żeby poznać fabułę, więc nie wszystkie smaczki wyłapałam, ale książka jest  przednia. I zabawna i filozoficzna, i przerażająca, i realistyczna do bólu choć ociera się o science fiction. Wrócę do niej za chwilę, po te smaczki właśnie.
A wczoraj skończyłam „Historię Adeli” Magdaleny Knedler.
I znowu „O matko! po co ja piszę, co ja piszę, przecież ja nic takiego nigdy w życiu nie stworzę, toż to wstyd pisać takie bzdety jeśli na świecie są takie książki „. Takie mnie łapią pełne zazdrości refleksje gdy czytam coś, co mnie tak wciąga jak bagno. A dodam jeszcze, że moim zdaniem, Historia Adeli jest troszkę słabsza od Windy i Dziewczyny z Daleka.

Tak czytelniczo wyglądały moje ostatnie dwa tygodnie.
Filmowo…monotonnie.
Po raz kolejny Gilmorki wszystkie sezony + te 4 nowe odcinki.
Nadal uważam, że tytuł polski wymyślił jakiś cymbał, który koniecznie chciał błysnąć kreatywnością. Jakby nie można było przetłumaczyć dosłownie „Dziewczyny Gilmorów” albo właśnie „Gilmorki”. Tym bardziej, że kiedy Rory tytułuje swą książkę to Lorelai wywala jej „The”. Oni, (tłumacze) kombinują z U-Kochane kłopoty, które Lorelai zmienia na Kochane kłopoty. A powinno być „Dziewczyny Gilmorów”, które Lorelai zmienia na „Gilmorki”.  Oczywiście, że powinny być Gilmorki!
Ech…Nadal uwielbiam scenę gdy Luke mówi do Lorelai „Po prostu…chciałem, żebyś była szczęśliwa” a gdy Lorelai śpiewa ” I will allways love you” to mam gęsią skórkę. Zawsze.
No ale Gilmorki się skończyły. (Na razie).
Coś tam oglądałam, ale nie wiem co bo filmweb się zbiesił, każe wyłączać adblocka (już, pędzę, zadzieram kiece i lece, takiego wała jak Polska cała), a z adblockiem blokuje stronę.  To się pogniewałam na filmweb i już nie wchodzę. Bo oni się utrzymują z reklam. Ja im mogę abonament zapłacić, ale reklam nie wyłączę, bo nic mnie nie wkurza bardziej jak migoczące tło, wyskakujące okna lub darcie ryja. Sorry, to jest ten przypadek, gdy nie da się kochać „pomimo”.
A wczoraj obejrzałam „Zmowę pierwszych żon”.
I przyszło mi do głowy, że dziś te żony wyglądałyby inaczej. Diane Keaton – miałaby (bo chyba rzeczywiście w późniejszych filmach ma) wybielone i wyrównane zęby, oraz podciągnięte zmarszczki tu i tam. Bettie Midler musiałaby by być albo dużo grubsza albo dużo chudsza i pewnie miałaby zmniejszony nos. Goldie Hawn w wedle dzisiejszych standardów ma za mały biust i jest za gruba (!).
A ja przyznam, że choć dość naiwna i średnio śmieszna była fabuła to oglądałam ten film z przyjemnością, bo to ostatnie chwile, gdy w filmach grały aktorki dość naturalnej urody, które nawet jeśli sobie coś tam poprawiały to jednak nie na tyle by zatracić swoje własne cechy i jakoś się od siebie różniły.
Teraz nagle okazuje się, ze wszystkie, no poza Meryl Streep, mają w wyglądu maksymalnie trzydzieści lat. Bez względu na to kogo grają. Niedługo dojdzie do tego, że aktorka wyglądająca na lat trzydzieści będzie grała babcie.

Wkurza mnie to okropnie.

A wczoraj zaczęłam The Crown. I już nie lubię Filipa, męża Elżbiety. Patrzy spod byka, jest
arogancki i ogólnie mało sympatyczny. Oj, twórcy chyba nie lubią męża swojej królowej.

4 myśli w temacie “96. Co robię

  1. Ale podoba Ci się Crown? Ja jestem zachwycona. Właśnie wskoczył drugi sezon, i znów zaraz się zdziwię, że zaraz się skończy.

    Gdybyś szukała czegoś bardziej współczesnego, to mnie zachwyca amerykański „this is us”. Do płakania, śmiania się, myślenia. Cudownie piękny o prawdziwym życiu.

    Polubienie

    1. Bardzo! Uwielbiam brytyjski angielski 😀 i lubię brytyjczyków, a Crown nie jest tylko o królowej ale i o historii Anglii. Bardzo dobry!
      This is us znam…Mam do obejrzenia, ale co zaczynam to coś mi przeszkadza. To jest dopiero serial…Big little lies to przy tym przewidywalna nudaaa

      Polubienie

      1. Co do Filipa – i on i wiele innych postaci w tej produkcji urzekają mnie taką niejednoznacznością, jakąś głębią. Żadna z postaci nie jest tylko fajna, tylko nie do zniesienia. To tak uroczo wytrąca ze schematów myślowych. No pyszności.

        Właśnie mi się skończył drugi sezon i nie wiem, co dalej brać na tapet. Polecisz coś z netflixa? Oprócz gilmorek? 😉

        Polubienie

        1. A wiesz, to prawda z tą niejednoznacznością. W pierwszym odcinku nie lubiłam tego Filipa. Potem okazało się, że nie spoko gość, teraz znowu wyłazi z niego dupek 😉 A Winston? Boska postać. Polityk całą gębą. I ten moment gdy Elka pierwszy „spuściła dzieciom lanie”. Cieszyłam się jak głupia. Widać było, że „dzieci” są w takim szoku, że nawet się nie próbowali bronić.
          Ciekawa jest na ile ten serial jest prawdziwy. Pomijając oczywiście tło historyczne.
          Inne seriale: „Suits” o prawnikach ale inaczej, „Good wife”, „Party of Five” (Ich pięcioro -po polsku, to mnie wciągnęło jak bagno. O piątce rodzeństwa, których rodzice giną w wypadku. Serial prowadzony przez kilka lat – bardzo, naprawdę bardzo dobry, choć znać, że to lata dziewięćdziesiąte).
          Sposób na morderstwo był wciągający, ale potem już mnie zaczął wkurzać.
          The Fosters tak samo.
          Grace and Frankie! Boski cudowny, ale ty chyba za młoda JESZCZE na niego jesteś 😀
          Nie daj sobie wmówić, że Grand Hotel jest porównywalny z Downton Abbey, bo nie jest.
          Outlander – inni chwalą, mnie nie powalał i zostawiłam. Ciekawie się zapowiadał Bloodeline ale nie mam teraz czasu.
          Warto też popatrzeć na zwykłę filmy, nie seriale. Sa tam takie perełki, teraz nie pamiętam tytułów, ale warto sprawdzać czy może warto mimo braku znanych nazwisk…
          Nie z Netflixa uwielbiam Parenthood.
          Bo Downton Abbey to na pewno znasz

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s