77. Dzień czwarty – Pompeje czy Pompeja

Więc jak to jest?
Na podstawie internetu ukułam teorię, że Pompeje – liczba mnoga to współczesne miasto i otaczające ja gmina. Pompeja to miasto zniszczone w 79r.p.e.
Od razu informacje:
Po 1. jak byście się wybierali to nie bierzcie ze sobą dużych plecaków, bo każą wam je zostawić w luku bagażowym. My nie wiedzieliśmy o tym, więc w zupełnie nieuzasadnionej panice zamknęliśmy luk by zaraz za bramą zorientować się, że pozbawiliśmy się prowiantu na cały dzień. Dobrze, że pamiętaliśmy o wodzie.
Po 2. karta ArteCard ( o ile nie wykorzystaliście już na coś innego) daje darmowe wejście ale i tak trzeba się zgłosić po bilet w kasie On-line.
Po 3. Jeśli chcecie obejść naprawdę jak najwięcej wybierzcie się jak najwcześniej rano. I nastawcie się na cały dzień. Buty, woda, prowiant…te sprawy.


eM powiedział, że jest to najbardziej smutne miasto na ziemi…i chyba coś w tym jest. To znaczy: jest, ale wtedy gdy zamkną się drzwi za ostatnim turystą. Tak naprawdę nie za bardzo jest miejsce na zadumę nad losem pompejan i kruchością, bo jest zbyt głośno i zbyt tłoczno. Ale jak się człowiek zaplącze w boczne uliczki, gdzieś na obrzeżach miasta, to można i chyba nawet warto. Bo zabytki: mozaiki, freski, rzeźby można sobie dopatrzeć na zdjęciach a chwile spędzone w ciszy, sam na sam z duchami Pompei są czymś czego nie da się złapać gdzie indziej.

Według mnie, jeśli ktoś ma tak nabożny stosunek do tego miejsca jak ja to powinien poświęcić na to ze dwa dni. Jeden dzień by przelecieć wszystko i zobaczyć, drugi by właśnie powłóczyć się spokojnie, pooglądać detale jak na przykład rynna.
Mnie poruszył pewien balkon bo nagle wyraźnie zobaczyłam na nim młodą dziewczynę, w długiej szacie, jak niecierpliwie wygląda na ulicę szukając kogoś wzrokiem. Takie tam…pułapki wyobraźni.
Oraz dwie figury doprowadziły mnie niemal do łez.

A najbardziej ta:
(przepraszam za jakość)

Pompeja jednak nadal żyje, choć może jest to już całkiem inne życie:


Co to za stworzenia? Ktoś wie? Wyglądają groźnie.
I jeszcze tylko ostatni rzut oka na Arenę

I do wyjścia, bo nogi odmawiały poszłuszeństwa, tym bardziej, że kiszki marsza grały.
Zaraz za bramą zwabił nad do knajpki przemiły Jurij – Ukrainiec tam pracujący. Dostaliśmy pyszną pizzę, ale NAPRAWDĘ pyszną, oraz równie pyszny makaron oraz sok i piwo. Zapłaciliśmy z napiwkiem 20 euro. Czy przy wartości zamówienia 17e napiwek w wysokości 3 euro jest okej? Nigdy nie wiem ile ten napiwek ma wynosić bo wiem, że za mało to jestem skąpa a za dużo to głupia 😀

Dziś. Dziś chyba Sorrento Amalfi.
Pora więc.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s