76. Dzień trzeci: Pozuolli Solfatara

Metrem spod domu pojechaliśmy do Pozuolli, żeby wejść na Solfatara -krater  czynnego wulkanu. Tak, tak właśnie.
Pozuolli dworzec okazał się maleńką, senną wręcz stacyjką. Ja też byłam senna. W pobliskim barku skorzystałam z toalety i napiłam się wreszcie najprawdziwszej włoskiej kawy. Espresso.
Dostałam maleńką filiżankę, masywną, ciężką. Jak mówię maleńka to mam na myśli pojemność może 50ml. A w tej filiżance kawy było do połowy może. Skąpiradła, nie? Do tego paczuszka z cukrem, ale taka porządna, zawierająca uczciwą łyżeczkę cukru.  Można rzec, że pół filiżanki było na kawę, drugie pół na cukier. Do tego szklaneczka z wodą.
eM, który dwadzieścia lat temu pracował w okolicach Wenecji, więc oczywiście uważa się za eksperta od całych Włoch natychmiast zaczął mnie przestrzegać, żebym się nastawiło, bo zobaczę jak tylko spróbuję.
Zobaczyłam. Oczywiście gorycz i skondensowany smak kawy przykryty słodyczą. Pychota! Wylizałabym tę filiżankę!
Spodziewałam się, że po takiej dawce to coś się wydarzy spektakularnego: miękkie kolana, zawrót głowy lub jej ból, cokolwiek co mi powie, że tej kofeiny to było za dużo.
Nic takiego! Senność mi przeszła, i miałam siłę na wędrówkę ostro pod górę. Bowiem wstęp na Solfatara w październiku jest zamknięty. O czym nie wspomina nikt nigdzie. Szfak! Mogłam więc sobie na ten wulkan popatrzeć z góry jedynie, co było ogromną niesprawiedliwością, bo na kamping wjeżdżały samochody!

(Brama do Solfatara)

(Droga ponad Solfatara)

Wąską drogą, pnącą się stromo do góry, pełną naturalnie samochodów, wdrapałam się na górę, tak wysoko jak dałam radę. Usiadłam na murku i…natychmiast w skupieniu zaczęłam oglądać możliwość nielegalnego wdarcia się na atrakcję.
Zbocza były strome, pokryte zwęglonymi konarami, popodcinane na dole, wyglądające mało stabilnie. Tchórz albo rozsądek zwyciężył. Zostałam na tym murku. Porobiłam zdjęcia, nagrałam film dla PannyS.

(Basen na wulkanie – surrealizm!)

Potem wdrapałam się jeszcze wyżej na taras widokowy, gdzie już był eM, którego celem zwiedzania jest zmęczyć się jak najbardziej, wejść i dojść wszędzie na piechotę. Nawet na Wezuwiusza.

(Widok z tarasu)

Widok z platformy był niczego sobie, ale podobny miałam te parę metrów niżej. Kawałek zatoki Neapolitańskiej, na półwysep Bacoli oraz na wyspy Procida i Ischia.
Zaczepili nas tam rodacy, z którymi zeszliśmy do miasta, cyknęli fotkę z morzem w tle i pożegnali. Oni pojechali do Neapolu a my połazić po mieście, bezskutecznie szukając zejścia nad morze (znowu!).
Zamiast tego odkryliśmy amfiteatr.

(Ruiny Amfiteatru)

Chodziłam w skupieniu, usiłując chłonąc atmosferę. Nic a nic nie obeszło mnie, że można w sumie obejrzeć tylko połowę amfiteatru.
eM narzekał, że zdzierstwo, za 8 euro móc tylko tyle obejrzeć.
Tak, Szwecja większość takich zabytków udostępnia za darmo…
Jeszcze połaziliśmy.

Wróciliśmy do Neapolu. Wreszcie poszliśmy na pizzę.
Moja była wielka, ale żeby jakoś tak spektakularnie dobra? Sos mi się zamienił w zupę, walczyłam z krojeniem. Poprosiłam o czarną herbatę, dostałam mrożone coś w puszce słodko-brzoskwiniowe. No i spróbowałam limoncello. Jak dla mnie za mało było w tym smaku cytryny…
Nie, to nie był najlepszy dzień.
Znalazłam za to kilka ciekawych roślin, których nazw nawet nie podejrzewam i jedną, którą rozpoznałam dzięki internetowi i własnym dziwnym zakamarkom pamięci.

Tego nie znam i tego poniżej też nie


Tu myślałam, że to oliwki, ale chyba jednak nie?

To jest to samo co wyżej -podoba mi się to zdjęcie.

A to poniżej zidentyfikowałam jako mimozę. NIESAMOWITE!!!

Do domu na pamiątkę zabiorę suszony kwiat mimozy i szyszkę pinii znalezioną przy amfiteatrze

 

 

6 myśli w temacie “76. Dzień trzeci: Pozuolli Solfatara

  1. Jesli chodzi o kwiatki, to: 1.oleander, 2. bougenvilla, 3. jakaś odmiana dębu ostrolistnego, 4. Albicja biało-różowa z rodziny mimozowych. Za to jeśli chodzi o herbatę, to zawsze w lokalu typu pizzeria czy restauracja przyniosą ci zimną. Ciepłą ewentualnie i bardzo rzadko pije się w domu przy dolegliwościach żołądkowych. No ewentualnie ekscentrycy piją na śniadanie w barze;) Co kraj, to obyczaj.

    Polubienie

    1. Bardzo proszę. Ja też widziałam tylko raz, w sklepie z roślinami do ogrodu, ale nie kwitnącą, same liście tylko i pamietam jakie wrażenie zrobiły na mnie te kulące się liście

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s