74. Przed podróżą

Rano był chyba przymrozek. W pracy zauważyłam dziwnie bielejące dachy i krystalicznie czyste niebo. Chyba pełnia, czy co?
Dałam Tośce połazić i pomyszkować na spacerze, bo właśnie słońce wschodziło, ziemia parowała od chłodu i wilgoci, nad ziemią, prześwietlona poziomymi smugami unosiła się mgiełka. Buki się złociły, klony czerwieniły, a drzew spadały kasztany. Pewnie tym piękniej, że obserwowałam poranne tłumy maszerujące obowiązkowo do pracy i szkół. JA miałam to za sobą.
Mogłam celebrować dzień prawie pierwszy urlopu.
Jakoś nie chciało mi się pakować. Możliwe, że z powodu ambicji. Gdyż uparłam się, że na całe 7 dni spakuję się w bagaż o wadze 8kg. Cholerna Lufthansa! Chyba sadysta wymyślił te 8 kilo! Jakbym nie kombinowała wychodziło mi, że powinnam albo zostawić wszystko poza majtkami, komputerem i aparatem albo zostawić komputer i aparat. Aparat by przeszedł od biedy, ale ten komputer.
I tu się okazało, co tak naprawdę jest dla mnie najważniejsze. Beztrosko odwaliłam spodnie w kwiaty (rzekomo ukochane). Oraz ze dwa T-Shirty oraz dodatkową koszulkę do spania. Jeden krem (ten na noc, zresztą chyba jest dla mnie za ciężki bo mi się tarka na twarzy zrobiła)
Chwilę debatowałam nad perfumami…Nie. NIE! Nie dajmy się zwariować! Mogę majtki i koszulki prać co wieczór, wilgotne wkładać rano, ale bez perfum nie da rady.
Tak to życie (oraz bagaż) ustala priorytety.
I żeby nie było: mam także bagaż porządny do luku. Wsadziłam tam buty trekkingowe, bo na wulkan wejść to jednak nie w sandałach. Perfumy też tam utknęłam i inne kosmetyki. Ale dużej walizki przeładowywać nie mogę bowiem może kupię butelkę wina albo dwie? Jakiś kamienień z Pompejów (Pompei?) może wezmę? I kto wie co jeszcze?
Acha. Koniecznie pamiętać: zadzwonić do PannyS z krateru Wezuwiusza, najlepiej videorozmową. Bo Panna zzieleniała z zazdrości na wieść, że będziemy na wulkanie. I prawie w płacz, że czemu bez niej?
A ja sądziłam, że jej w głowie tylko tańce.
Ach…O Kotach nie napisałam. A pięknie było. Te Koty wszystkie, niesamowite. Muzycznie nie specjalnie w moich klimatach, sztuka po angielsku oraz brak libretta w programie nie pomagały za bardzo w zgłębianiu klimatów. Tancerze byli boscy. Nawet najbardziej z tyłu przybierał pozę kota. Aż się zastanawiałam czy oni mają na kolanach jakieś wkładki, żeby ich sobie nie poodgniatali bo niemal ciągle na czworakach.
I nie mogłam się oprzeć myślom, że szkoda, że PannyS z nami nie ma. Cats to połączenie tego co ona lubi najbardziej: kotki i taniec. Na pewno byłaby zachwycona.
Trzeba ją zabrać na jakiś musical.
No a teraz bagaże prawie spakowane.
Pora spać. Jutro o 6 w drogę.

4 myśli w temacie “74. Przed podróżą

    1. dzięki! Zastanawiam się czy dobrze zrobiłam nie biorąc obiektywu 70-200. A jednynie stałkę 50 +18-55.
      Ale do dużego obiektywu, by to miało sens trzeba co najmniej monopoda. A to dodatkowa waga. Obiektyw też swoje waży. Już nie mówię o podróży ale czy drapiąc się na Wezuwiusza dałabym radę wciągnąć nie tylko moje Xkilo ale i dodatkowe ciężary?
      A z trzeciej strony..Czasem dobrze jest skupić się na tu i teraz jedynie i bezpośrednio.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s