53. Ale co tam, przecież taka jesień złota nie jest zła

U mnie już jesień.
Wszystko żółknie, kolory płowieją.
Byłyśmy wczoraj z PannąS na festynie w pobliskim gospodarstwie należącym do naszej gminy. Największą atrakcją festynu był skok z wieży na stertę siana. PannaS po półgodzinnym namyślaniu się zdecydowała się sprawdzić atrakcję. Skoczyła. Potem jeszcze raz. A potem już chciała do domu, bo Molly ma przyjść. I żeby się nie spóźnić.
I naraz człek widzi jak w dzieciaku odzywają się geny przodkiń.
– Bo ja jeszcze muszę się ładnie ubrać- przekonywała mnie, gdyśmy szły po rowery.
– A to co masz na sobie jest brzydkie? – trochę mi się przykro zrobiło, bo miała na sobie koszulkę, którą ja jej kupiłam.
Spojrzała na mnie z wyższością.
– Babciu! SPODNIE! – powiedziała na naciskiem dla pewnością ciągnąc różowy materiał.
– Achaaaa. Ładnie to znaczy, że trzeba w sukienkę? – zrozumiałam.
Dzieciak mruknął coś potakująco i pospiesznie odpiął rower.
– A ile mamy czasu?
– Dwie godziny – usiłowałam ją uspokoić.
– A mówiłaś, że godzinę?
– Mówiłam, że do wyjazdu, żeby zdążyć na spokojnie.
Strasznie ciężko tłumaczy się czas komuś, kto pyta czy godzina to dużo. Uch…
Już prawie pod domem, Panna S dała wyraz swej frustracji
– A czemu oni nie zadzwonili? Mogli na mnie wpaść! Co oni, nie widzą, że jestem dzieckiem? Tak sobie jadą? A jakby na mnie wpadli?
Tu już geny leciały po całości.
ONI to dwaj panowie, którzy minęli nas na osiedlowej uliczce. Nie pierwsi, którzy nas minęli, dlaczego ich zachowanie nie spodobało się praworządnej do bólu dziewczynce? Nie mam pojęcia. PannaS ewidentnie spinała się przed wizytą przyjaciółki.
Burczała na na ukochaną Babcię, na piesia malutkiego, który się rzucał na szyję, na tablet.
Jeszcze lat kilka i będzie jak prababcie, babcia i mama cierpiała na niewyjaśnione bóle głowy.
Trzeba było lat pięćdziesięciu dwóch bym wreszcie dostała leki zmniejszające napięcie mięśni i skończyły się bóle głowy jak ręką odjął. Bóle, które okresowo potrafiły nękać nawet po kilka tygodni. Może i te nocne ataki sobie pójdą?
A tymczasem grzyby.
Tubylcy ich raczej nie zbierają: boją się. Wiadomo, że tubylcy to cieniasy. Trawę,nawet u siebie w ogrodzie, koszą w słuchawkach wygłuszających i okularach ochronnych! Nawet jak robią coś na pierwszym piętrze na zewnątrz to ustawiają  rusztowania lub biorą podnośnik. I jeszcze dodatkowo się przypinają. Noszą kaski na rowerach! I na lodowisku I na rolkach. I kapoki na jachtach i łodziach. Grzybów nie zbierają, bo się na nich nie znają.
Cieniasyyyyyy, nie?

4 myśli w temacie “53. Ale co tam, przecież taka jesień złota nie jest zła

  1. Matko, ale Ci zazdroszczę tych grzybów i tych lasów.
    U mnie, niestety nie w moich stronach grzyby zbierają, nawet bardziej niż w Polsce, z serii „co wieksze niż wesz, to bierz”. Zbierają takie grzyby, którym dałabym spokojnie pozostać w lesie, a w razie wątpliwości można pójść do tutejszej Kasy chorych, gdzie specjalista zawyrokuje, co do garnka, a co śmietnika. Tutaj zresztą zjadliwe są także żaby, ślimaki oraz różne małe ptaszki, do ktorych strzelają. Barbarzyńcy!
    Ciekawostka, żeby wejść do lasu trzeba zapłacić rodzaj coś w rodzaju karty grzybiarza i teoretycznie można tych grzybów nabierać określoną ilość.
    Ja chcę na grzyby!!!

    Polubienie

    1. U ciebie to znaczy gdzie są takie barbarzyńskie zwyczaje, by kupować wejściówki do lasu, strzelać do małych ptaszków oraz fuuujjjj, jeść żaby?
      Oraz dlaczego nie pójdziesz na te grzyby skoro chcesz?

      Polubienie

      1. U mnie, czyli w północnych Włoszech, 30 km od szwajcarskiej granicy.
        A na grzyby nie pójdę, bo do najbliższego lasu, gdzie ewentualnie mogłyby rosnąć jakieś grzyby to podróż w góry przynajmnie 100 km w jedną stronę.
        Wykupienie zezwolenia, chodzenie po nieznanych zboczach bez pewności znalezienia czegokolwiek sprawia, że grzybobranie pozostaje w sferze marzeń. A swoją drogą co roku jesienią telewizja podaje informacje o grzybiarzach, którzy w pogoni za zdobyczą wpadają w jakieś gorskie przepaście i tracą życie podczas zbioru.
        W ramach pocieszenia dziś na kolację było risotto z ostatnimi suszonymi podgrzybkami z Polski.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s