50. Na apetyt

To, co skończyłam w maju ma taki początek
Kartka wyglądała jak wydana przez któryś kościół poszukujący wyznawców. I ten napis na dole: Find me if you want the truth. Na drugiej stronie nie było nic, poza jego imieniem i nazwiskiem. Żadnego podpisu, nic.  
– No? Co jest ? – zapytał go Peter.
Jacek pokręcił głową z niedowierzaniem i zdał sobie sprawę, że się uśmiecha. Znów pokręcił głową.
– Nie wiem jak to jest możliwe, ale ja chyba znam nadawcę – powiedział powoli.
Peter, który od dłuższej chwili śledził zmiany na twarzy przyjaciela, teraz pokiwał głową.
– Tak właśnie pomyślałem.
– Znam to pismo. I tak się składa, że ta osoba jest właśnie w tym kraju, z którego jest ta kartka. Tylko wiesz…nie wiem jak mnie tu znalazła.
– A chowałeś się ? – zaciekawił się Peter. – Sam wiesz, że teraz w internecie jest wszystko. Przynajmniej Sonia tak twierdzi. I nasze dzieciaki.

Kilka dni później, przy piątkowym, wieczornym drinku, Peter klepnął go w ramię i powiedział krótko:
– Mów.

Nie było łatwo zacząć. Właściwie sam nie wiedział czy ma o czym mówić, czy powinien w ogóle cokolwiek mówić. Ale Peter wciąż był obok ze swoim czujnym spojrzeniem w szarych oczach. Takim samym jak kilka lat temu, gdy jeszcze był jego szefem, ale wiadomo było, że to się już wkrótce zmieni. Przyszedł wtedy do jego pokoiku w ponurym mieszkaniu wynajmowanym na spółkę z czterema innymi Polakami, robotnikami na pobliskiej budowie.
Wtedy też, tak jak teraz rzucił tylko jedno słowo. Słowo, które stało się jego kołem ratunkowym. Lepszy od najlepszego psychoterapeuty stopniowo wyciągnął z niego wszystko to, co od dłuższego czasu spychało go w coraz głębszy dół, zasłaniało mu i fałszowało obraz otaczającego świata, i co sprawiało, że nie tylko nie miał siły żyć, ale też i nie miał ochoty. Zaślepiony depresją nie widział nawet tego, że Peter już dawno przestał być jego szefem, a stał się przyjacielem.
Czy kiedykolwiek mu za to podziękował ?
– Peter. Czy ja ci kiedykolwiek podziękowałem, za to wtedy że przyszedłeś ?
– Jakieś tysiąc razy, ale nigdy na trzeźwo –
Zaśmieli się obaj

Aktualnie piszę ciąg dalszy…
A więc…stało się.
W duszy miałam ciszę. I spokój.
Ten stan trwał od rana. Z początku czekałam na to, że stanie się coś strasznego. Nie wiem co…Poczuję uderzenie bólu tak silne, że rozpadnę się na kawałeczki wraz ze światem, który się właśnie rozsypał. Ale mijały godziny, a ja siedziałam w pracy, rozmawiałam ze współpracownikami,  odbierałam telefony, wykonywałam swoje obowiązki i … nic się nie działo. Świat trwał. I ja trwałam. Pod koniec dnia ze zdziwieniem zanotowałam, że nie drżą mi ręce, a kołowrót w głowie ustąpił.
Teraz czułam tylko spokój. Dziwny spokój, spokój bliski euforii, spokój który dotąd czułam tylko dwa razy w życiu. Za pierwszym razem gdy urodziła się moja córka. Za drugim…Nie, nie chciałam o tym pamiętać. W każdym razie: teraz czułam błogi spokój. Spokój wynikający z przekonania, że najgorsze już za mną, że teraz już nic mi nie grozi.
Dziś uznałabym chyba, że to szok, ale jakie ma w końcu znaczenie definicja? Miałam tylko nadzieję, że ten stan zostanie ze mną na dłużej. Najlepiej na zawsze.
Patrzyłam bezmyślnie na kotłujący się przede mną świat, a w głowie mi brzmiała stara Ela Mielczarek
„W dworcowej poczekalni na stacji PKP
lubię posiedzieć czasami bo gdzie lepiej czeka się”
Mój autobus odjechał jakiś czas temu, a następny był za godzinę. Potrzebowałam tej godziny. Godziny samotności, gdy nikt nie patrzy mi w twarz i nie śledzi każdej na niej zmiany. Potrzebowałam, by upewnić się, że dam radę znowu włożyć maskę dobrej matki, poprawnej żony.  Znowu przypomniał mi się stary wiersz Jerzego Żuławskiego

Nie schylaj głowy! Gdy ludzie obaczą
twój płacz, przylecą, jak stado jastrzębi,
i łzy twe zmącą, skalają do głębi
święte pamiątki — gdy tylko obaczą…!
A potem po prostu wsiadłam w autobus i zaczęłam żyć na nowo.

Zaciekawił was ten początek?

13 myśli w temacie “50. Na apetyt

      1. Na pewno byłabym ciekawa dalszego ciągu. Kupiłabym, wiedząc, że to WŁAŚNIE TA autorka (w ten sposób zapoznałam się z książkami Iwony Walczak – najpierw blog, potem ciekawość zapowiadanych powieści), bo generalnie głównie korzystam z biblioteki. Wypożyczam książki odkąd przestały się mieścić na regałach i wylądowały w piwnicy (część), a potem zalało piwnicę i sporo straciłam. Więc kupiłabym…. ten pierwszy, wypożyczyła ten drugi. 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s