44. Reset

Po 22 godzinnej podróży dotarłam do Olsztyna w objęcia przyjaciółki.
A droga była drogą przez mękę, gdyż o 4 rano na promie dopadł mnie kac gigant. Kac jakiego nie doświadczyłam od lat co najmniej piętnastu. Miałam wszystko: ból głowy, telepkę, zimne i gorące poty oraz mdłości. Dodatkową atrakcją był stały wir w głowie. W postaci zwłok wywlekłam się na pokład, wcześniej usiłując ubrać się w kompletnych ciemnościach i nie budząc eM. A jeszcze wcześniej zapodać sobie jakąś medycynę przeciwbólową.
Pętałam się po tym pokładzie, wiatr urywał mi głowę. Nie zamarzłam tylko dlatego, że nie byłam w stanie usiedzieć w jednym miejscu. Słoneczko sobie radośnie wschodziło, co było frustrujące bo wschodziło mi nie po tej stronie co powinno. Upłynęło piętnaście minut, potem kolejne i kolejne, a medycyna jakoś nie dawała rezultatów. Zimne powietrze uspokoiło mdłości ale tylko tyle. Nadal nie rozumiejąc co się dzieje, że ta medycyna nie działa i czemu to słońce mam tak dziwnie, przystanęłam na chwilę żeby choć ustalić gdzie to słońce mam mieć. Zmusiłam mózg do wysiłku i ustaliłam, że nie, słońce leży prawidłowo pod warunkiem, że ja stanę twarzą w kierunku przeciwnym do kierunku promu. Wtedy mi się strony świata zaczęły zgadzać.
I gdy tak stałam w tym cieniu usłyszałam w głowie PSTRYK. I jakby mi nieco ulżyło. Zimno mi było w tym cieniu, więc wyszłam na słońce i ulga, mała bo mała,ale jednak, znikła. Znów mi było …najgorzej. Ki grzyb? Cofnęłam się w cień…Pstryk. Wyszłam na słońce. Y-y!
Acha. Dotarło do mnie. Ni chybi migrena. Normalne po imprezie. Ale zaraz…Ja nie byłam na żadnej imprezie! Zjedliśmy grzecznie promową kolację, którą popiłam herbatką z cytrynką! I to była moja impreza! Zaraz potem poszłam spać.
Rozgryzie dylematu zajęło mi czas potrzebny do pokonania całej długości promu  by przejść na stronę zacienioną. I dopiero tam zrozumiałam, że po pierwsze zwariował mi błędnik bo była lekka fala. Po drugie, co zresztą ustaliłam wcześniej mam migrenę. Więc nie ma sensu pchać w siebie kolejnego procha, bo nie pomoże. Po trzecie było mi zimna i słabo.
Doczołgałam się do kajuty, w ciemności znowu zrobiło mi się …no może nie lepiej, ale jakby mnie źle.
Pół drzemiąc doczekałam do pobudki.
Herbata z cytryną jakby mnie z lekka otrzeźwiła. Kawę zdążyłam wypić do połowy nim odkryłam, że niweluje skutek herbaty.
No. A potem dojechałam do Olsztyna. I przyjaciółka rzekła do mnie, że ją też tak głowa wczoraj bolała i zmierzyła sobie ciśnienie w przekonaniu, że pewnie znów ma  90/60 czyli mniej więcej jak nieboszczyk. I, że się zdziwiła bo miała te 90/60 …ale raz dwa. Za wysokie! I że może ja też.
To też. No i się okazało, że mam właśnie jakieś kosmiczne odczyty. Zaskoczyło mnie to okropnie! No ale jak to? Za wysokie? Kiedy? Skąd?
Od wczoraj trwam w szoku. Bo mierzyłam to ciśnienie raz jeszcze i było 152/102 czyli za wysokie.
A dziś raniutko, po przespanej całej nadal było za wysokie!
A dziś pada. I jakieś święto i wszystko pozamykane. Więc siedzimy w domu. Ja siedzę. Pojadłam, poczytałam, podrzemałam. Pojadłam. Znowu poleżałam.
Resetuję się.
Czuję jak schodzi ze mnie zmęczenie ostatnich tygodni a może miesięcy.
Za oknem mam Olsztyn, najpiękniejsze miasto na świecie. Za ścianą kogoś z kim mogę, ale nie muszę przebywać. Żadnych obowiązków. Żadnych przymusów.
Reset.
O reszcie pomyślę jutro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s