43. Za dużo

Chyba za dużo się dzieje.
Jutro ostatni dzień idę do sklepu.
Od pojutrza, czyli od czwartku przenoszą nas w inne miejsce. Będziemy pracować w biurowcu.
Plusy: wolne soboty, wszystkie czerwone święta, JA będę zaczynać o 6 (a nie o 5:30 jak dotąd), dużo bliżej od domu, bo w zasadzie na drugim końcu ulicy.
Minusy: mniejsza płaca bo bez dodatków za niewygodne godziny (czyli te 30min przed godziną 6) brak dodatków za święta, więc w efekcie mniej pieniędzy za tyle samo pracy. Dla mnie dodatkowe źródło frustracji. Bo wszak biurowiec to moje najbardziej naturalne środowisko. Więc zazdrość, zraniona miłość własna, rozżalenie na los…
W piątek wyjeżdżamy z eM do Polski. Możliwe, że już mam rejzefiber (jak to się pisze?).
A jeszcze nim pojadę do zrobienia parę rzeczy. I wiszący nad głowa termin złożenia zaległych deklaracji klienta, któremu księgowa wycięła brzydki numer i zbankrutowała.
Najbardziej nie lubię robić, wykańczać roboty po kimś.

W związku z tym wszystkim nie mogę spać.
Wypróbowałam wszystko i nie działa. Został chemiczny zgłuszacz…ale nawet nie wiem gdzie jest.
W domu pobojowisko no bo przecież remont w całym bloku trwa nadal. Wychodek nadal na podwórku, dobrze, że nie toi-toi bo ja się ich zwyczajnie boję. Mam wizję jak się to-to przewraca, albo że coś mi wpada do czeluści toalety i takie tam schizy. Dlatego na wszelkich imprezach poza domowych wole iść w krzaczki i ryzykować błyskanie białym tyłkiem niż korzystanie z takich miejsc.
No co…każdy ma swoje dziwactwa.
Książkę, moją, znaczy przeze mnie napisaną wysłałam do kilku osób, ale w zasadzie odpowiedź jak na razie mam od dwóch. Jakoś ludziom czasu brak…
Mnie też brak, bo ja tez właśnie zostałam obdarowana zaszczytem przeczytania kawałka czegoś co powstaje, ale nie mam czasu się skupić.
Jutro do południa muszę wypełnić to co się da, bo po południo zabieram Pannę S ze szkoły i będziemy razem czekać na jej mamę a moją córkę, która ma wrócić z wojaży po południowej Polsce. Wojaże można zatytułować „Pokazać Szwedowi Polskę” i w tym roku były to Tatry, Zakopane, Kraków i Auschwitz.
Stęskniłam się za wnuczką. Tak dawno jej nie widziałam…to znaczy jakieś 10 dni temu, ale wydaje mi się, że dłużej. Chyba trochę się cieszę na to wspólne popołudnie.

I to właściwie tyle u mnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s