40.

Nie ma tak, że spoczęłam na laurach i pisać przestałam. Zwyczajnie: życie daje w kość.
Albo obdarza niespodziewanymi atrakcjami.
Teraz na przykład atrakcja zwie ROT. Wiecie co to jest? Jak nie wiecie, uwierzcie, nie chcecie wiedzieć. Ale i tak powiem.
To z angielskiego, nie mogę teraz znaleźć znaczenia po angielsku, ale po polsku oznacza remont, przebudowa, dobudowa. U mnie, w praktyce oznacza, że przez najbliższe osiem tygodni będę pozbawiona: wody oraz dostępu do ustępu: auć!  Oprócz tego nie będę miała łazienki: eee, tam, jakoś przeżyję, oraz: kuchni (Hurra, hurra, hurra!). Okresowo mogę być pozbawiona prądu: auć! W pozostałych rolach: kurz, jeszcze więcej kurzy, dużo więcej kurzu. Oraz pętający się po mieszkaniu, a dokładnie po łazienkach, kuchni i przedpokoju obcy. Pięć dni w tygodniu od 7 do 16.  W roli głównego przeszkadzacza: młot pneumatyczny i spółka.
Pisząc po ludzku: generalny remont kuchni i łazienek. Pomieszczenia te zostaną całkowicie oczyszczone ze znajdującego się tam wyposażenia, będą nowe rury kanalizacyjne, nowa instalacje wodna oraz elektryczna, na to pójdą nowe tapety, a na to nowe kibelki, umywalki, prysznice (żegna wanno) w łazienkach, nowe szafki, kuchenki, lodówko-zamrażarki zlewozmywaki itp. w kuchni.
W związku z powyższym należało te pomieszczenia całkowicie opróżnić. Oraz korytarz, bo wiadomo: kurz, przenoszenie ciężkich lub niewygodnych przedmiotów.
Masakra!
Po co nam tyle rzeczy?! Po co mi 3 rodzaje kieliszków do wina? Stare, fikuśne filiżaneczki, talerzyczki spod nich, zapasy żarcia typu kasza i fasola, sterta blaszek do pieczenia, jakieś inne drobne niby narzędzia kuchenne? Po co mi te obrusy? I…nie wiem co jeszcze. Trzeba było to wszystko posegregować i to co rzadko używane wynieść do piwnicy. Przedtem jeszcze spakować.
Więc ostatni tydzień upłynął nam na pakowaniu, pakowaniu i pakowaniu z największym szaleństwem wczoraj. W zasadzie przez ostatnie dwa tygodnie nie mogłam zająć się niczym innym tylko tym.
Tak mi to nadojadło, że w sumie się cieszę, że to się już jutro zacznie. Tośkę wyekspediuję do córki, wezmę komputer pod pachę i pójdę pracować w bibliotece. Cisza, spokój, nikt nie łazi, nie zagaduje co chwila…Bosko. Jeden problem. Jak przetransportować do biblioteki i z powrotem dwa komputery oraz kilka segregatorów?
…nie pytajcie dlaczego dwa…
Maj się zrobił oszałamiający, cały tydzień świeciło słońce, przyroda dostała przyspieszenia, ptaki się wydzierają, mewy najbardziej, drzewa kwitną wszystkie na potęge oraz zakwitły mlecze. Dopiero sobie uświadomiłam, że bardzo lubię mlecze. I te żółciutkie jak kaczuszki i te puchate kulki.
Jedno „ale” w tym szczęściu to wiatr z północy, lub północnego wschodu czyli zimny lub lodowaty. Bywają chwile, że ucicha, ale nad jeziorem nie da rady bez czegoś cieplejszego a ja nawet lubię naciągnąć cienką czapkę na głowę.
Za miesiąc jadę do Polski. Z mężem, ale z nim tylko tylko jadę i wracam. On będzie w Miasteczku, ze swoją matką, ja głównie w Olsztynie, ale do Miasteczka też wpadnę, na cmentarz oraz do staruszków ciotek i wujków.
Heh. Mojemu kuzynowi ostatnio urodził się synek. Niby nic dziwnego, ale kuzyn jest starszy ode mnie o jakieś dziesięć lat, a jego synek będzie młodszy od jego wnuków. Ba! Jego żona jest młodsza od jego wnuków…albo w podobnym wieku. Trochę śmiesznie, trochę strasznie, ale z drugiej strony…Czemu miałby nie dostać od życia choćby chwili czegoś dobrego.
Złośliwa ciotka Wanda będzie po swojemu komentowała „to genach, kochana, to w genach”. A ja zmilczę i nic nie powiem o jej zięciu czy wnukach, którzy tez jeszcze rózne rzeczy mają przed sobą,  bo po co? Pośmieję się i pocieszę w duchu, ciotka mimo dobiegania do osiemdziesiątki wygląda i zachowuje się jakby miała lat sześćdziesiąt.
Ciocia i wujek W. będą się znowu tak ładnie cieszyć, że przyszłam, że pamiętam. I będą mówić do mnie tak ładnie: „Kasiuńka”. Na stół wyjedzie herbatka i ciasto, talerzyki, filiżanki, serwetki. W tle będzie grał telewizor z tureckim serialem, stary zegar będzie machał swym wahadłem,a za oknem będzie ten sam widok na Łynę i wzgórza porośnięte lasem. Kuzynka będzie gadała o wszystkich z rodziny, jej mąż wrzuci kilka słów o tym co czytał…
A ja się poczuję jak w domu. Akceptowana i zaopiekowana.
Musiało minąć tyle lat, musiałam doznać straty tylu osób, by dotarło do mnie, że co z tego, że oni głosują na PiS, że dyktują co mam robić (a pomnik kiedy zmienisz?- słyszę w głowie głos ciotki Wandy), by dotarło do mnie, że to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia. Znaczenie ma, że pamiętają mnie jako małą Kasię i do dziś mają dla mnie tamtą czułość i uwagę. Nie, wcale nie wyjątkową, oni po prostu tacy są dla wszystkich. Dziś, po latach, wreszcie wiem dlaczego najbardziej na świecie lubiłam być u nich w domu. Dlaczego byli moimi najukochańszymi wujkiem i ciocią. I dlaczego było mi tak trudno powiedzieć które z nich kocham bardziej.
Więc pojadę, wytarzam na warmińskim łonie, bo powiem wam, że Szwecje, Szwajcarie, Włochy, Finlandie i wszelkie inne wielkie światy…a dla mnie najpiękniejsza na świecie jest moja Warmia.
Strasznie tęsknię.

2 myśli w temacie “40.

  1. A wiesz, że to mądrośc jest to pogodzenie się?
    Ja po wielu latach pracy nad sobą uważam, że pewne sprawy, wady nie mają tak naprawdę znaczenia. Oczywiście zapominam czasem o tym, ale mniej we mnie niezgody.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s