39. Najważniejszy człowiek w życiu

Upewniwszy się u źródła, że nic się nie zmieniło i tekstem mogę dysponować swobodnie podaję do publicznej (prawie) wiadomości tekst, który znalazł się w szczęśliwej dwunastce. Przypominam: dyskwalifikacja z powodu nie mieszkania na terenie RP.
Ostrzegam: potrzebne będą chusteczki.

Baśka

Rybka ma pod spodem dziurkę. I jest pomarańczowo-zielona z wytłaczanymi łuskami.
– Masz dziś imieniny – mówi Baśka.
Pstryk.
Ganiamy się z Baśką dookoła okrągłego stołu. Pociągam róg serwety, a ta zjeżdża z lakierowanego blatu. Wraz z nią wazon.Brzdęk. I po wazonie. Baśka mówi rodzicom, że to ona go zbiła. Milczę pełna strachu, że rodzice poznają, że Baśka kłamie, bo gdy kłamie jej usta się lekko wykrzywiają.
Pstryk.
Idziemy z przedszkola. Baśka jest duża: już chodzi do szkoły. Ma tornister i granatowy fartuszek z białym kołnierzykiem. I klucz na szyi. Mama i tata pracują. Dlatego Baśka zabiera mnie z przedszkola. Idziemy do domu a potem do osiedlowej świetlicy.
Pstryk.
Baśka mówi:
-Już jesteś taka duża, powinnaś umieć pisać swoje imię. Patrz.
Kawałkiem patyka gryzmoli na ziemi litery.
-Tak się pisze twoje imię- literuje.
Potem w tym samym miejscu, wodząc patykiem po literach powtarzam jej ruchy i literuję jak ona:
-K-A-S-I-A.
Pstryk.
Noc, krzyki. Mama stoi w przedpokoju, z jej nosa płynie krew. Płacze i przeklina. Nad nią chwieje się sylwetka ojca. A pomiędzy nimi mała figurka Baśki, zasłaniająca mamę.
-Tatusiu nie bij mamy, tatusiu. – Słyszę jak powtarza raz po raz. A ojciec mówi bełkotliwie:
-Basia, odsuń się. Odsuń się, Basia.
Boję się. Że się przewróci, albo że znowu jego pięć wyląduje na brzuchu mamy, albo na Baśce, bo jej nie zauważy.
Uchylam drzwi na klatkę schodową i krzyczę w ciemność:
-Ratunku!
Pstryk.
Jesteśmy same w domu. Baśka zdejmuje z kuchenki ciężki gar pełen wrzątku. Będzie zmywać naczynia, bo Baśka lubi pomagać mamie. I naraz garnek wysuwa się jej rąk, leci na podłogę chlapiąc wrzątkiem.
Pstryk.
Idziemy do szpitala -mama, tata i ja. Baśka leży pod oknem, ma zabandażowaną nogę. Wokół jej łóżka kręcą się ciocie. A ja, wiedziona nieomylnym instynktem, zaglądam do jej szafki przy łóżku. Pełno tam słodyczy.
-Ale masz fajosko – mówię pełna zazdrości. Dorośli się ze mnie śmieją. A Baśka mówi:
-Weź sobie co chcesz.
Pstryk.
Idę z Baśką do szkoły, pierwszy raz. Baśka trzyma mnie za rękę.
-Dostaniesz lizaka- obiecuje.
Pstryk.
-Musisz się zapisać do biblioteki – mówi Baśka. – Chodzisz do szkoły to możesz już sobie sama czytać.
Pstryk.
Baśka staje przed Grubą Anką, która przerasta ją o głowę, choć to Baśka jest starsza. Baśka już jest w trzeciej klasie. Jest DUŻA choć niewiele ode mnie wyższa. Gruba Anka i jej koleżanka Iwona, moje koleżanki z pierwszej klasy, stale mi dokuczają.
Teraz Baśka stoi przed Anką i mówi groźnie:
-To ty dokuczasz Kaśce?
-To nie ja, nie ja, to Iwona – krzyczy Anka i zaczyna uciekać.
Baśka staje przed Iwoną, która nie czekając na pytanie również zaczyna uciekac i krzyczy przez ramię:
-To Anka, to Anka!
Pstryk.
Baśki nie ma. Wyjechała na ferie. Idą święta, firanki pozdejmowane, a w łazience huczy pralka. Oglądam jakiś film w telewizorze, który mamy od niedawna. Serce mam ściśnięte z wrażenia, bardzo się denerwuję tym, co za chwilę wydarzy się na ekranie. Jęczę:
-Baśkaaa- i wtedy przypominam sobie, że przecież wyjechała.
Pstryk.
Na wsi, u babci, gdzie spędzamy wakacje i ferie, wszyscy się zachwycają Baśką.. Baśka jest śliczna, a w dodatku dobrze się uczy. Ma same piątki na świadectwie. I jest pracowita. To ona sprzata i gotuje w domu, bo mama dojeżdża do pracy i wraca późno. Nic dziwnego, że każdy ją lubi. Przecież to Baśka. O mnie ojciec mówi, że na pewno nie skończę nawet zawodówki bo jestem leniwa.
A matka:”nieudałota”.
Pstryk.
-Baśka, co teraz będzie? – szepczę przerażona. W pokoju lekarz i pielęgnierka próbują przywrócić naszego ojca do życia.
Pstryk.
-Basia, ja i pan Stach postanowiliśmy wziąć ślub – mówi matka.
-Ale my z Kaśką nie będziemy mieszkały na wsi – zastrzego Baśka natychmiast – Prawda Kaśka?
-Ale to jak..? – matka ma popłoch na twarzy.
-Tu zostaniemy, ja dopilnuję Kaśki. Przecież mam już prawie 18 lat.
Pstryk.
-Baśka, znowu nie byłaś w szkole! – krzyczę od progu.
Podnosi się z wersalki, widzę jej szklany wzrok. Znowu piła.
-Chodź, dam ci obiad. A tam masz talon na buty, idź i kup sobie te kamasze.
Pstryk.
-Jak mogłaś tuż przed maturą zawalić wszystko? Co teraz zrobisz? – denerwuje się matka.
-A czemu ty nic nie powiedziałaś? -odwraca się do mnie.
Pstryk.
-Po moim trupie! -wrzeszczę – Po moim trupie wyjdziesz za mąż za tego…parobka!
-Ale o co ci chodzi? Na co mam czekać? Mam prawie 24 lata- broni się Baśka.
-Zwariowałaś?! To co, że masz 24lata? On nie ma żadnej szkoły, nawet mówić poprawnie nie potrafi, o czym ty z nim będziesz rozmawiała? On pewnie w życiu książki w ręku nie miał!
Dławię się złością.
Pstryk.
-Co?! I jeszcze książeczkę mieszkaniową sprzedałaś, żeby ugościć bandę pijaków? – wydzieram się do matki.
-No przecież wesele trzeba zrobić- broni się.
Patrzę na nią z pogardą
-Jakie wesele?! O czym ty mówisz? Dlaczego ty jej pozwalasz wychodzić za mąż za tego parobka?!
Matka wybucha.
-Jesteś zazdrosna! Wstydu nie masz! -wrzeszczy tak przez dłuższą chwilę- Możesz już do mnie nie mówić mamo! -rzuca na sam koniec.
Pstryk.
-Baśka, jeszcze masz czas, możesz się rozmyślić, ślub cywilny łatwo unieważnić, kościelnego już nie – mówię ze śmiechem. Gromadka ludzi parska śmiechem. Większość z nich chyba wie, że choć się śmieję, mówię całkiem poważnie.
Pstryk.
Idziemy noga za nogą. Muszę dopasować mój krok do drepcącej obok mnie dziewczynki. Mała łapka mojej siostrzenicy ufnie spoczywa w mej dłoni.
-Ciociu,a dzie idziemy?
Patrzę na nią z góry i widzę oczy Baśki.
Pstryk.
W Urzędzie Stanu Cywilnego są wszyscy znajomi mojego (od teraz) męża i moi. Nasze matki. Tylko mojej córeczki nie ma. Jest w szpitalu.I Baśka nie przyjechała.
Pstryk.
Chrzciny syna. Baśka jest chrzestną.
Pstryk.
Pstryk.
Pstryk.
Wyjeżdżam z Polski. Bilet mam w jedną stronę. Niby to nie taki sam drmat jak dwadzieścia lat temu, ale i tak niełatwo. W czasie kilku godzin na lotnisko odbieram telefony i smsy od wszystkich znajomych. Dodają otuchy, zapewniają, że odległość nic nie zmieni. Przecież granice są tylko umowne w zjednoczonej Europie.
Ale smutek nie pierzcha. I Baśka nie napisała.
Pstryk
Upał jest taki, że nie ma czym oddychać. Baśka ma szkliste oczy. Alkohol czy łzy? Łzy prawdziwe czy alkoholowe?
Ściska mnie swoimi chudymi, żylastymi ramionami.
-Kaśka, Kasia…
Odsuwa się i znowu przysuwa.
Widzimy się i rozmawiamy pierwszy raz od kilku lat. Przyjechałam do Polski, bo wkrótce ma przyjść na świat moja wnuczka.
Patrzę na moją siostrę. Co z tego, że nie ma zębów, a wokół oczu zmarszczki? I tak jest najpiękniejsza na świecie, gdy tak patrzy na mnie, a w oczach ma uśmiech.
Pstryk.
Szpital.Woń jedzenia, leków, chemii i choroby.
Baśka na mój widok otwiera szeroko oczy.
-Kasia – woła słabo a ja, niepomna na wszystko, dopadam jej łóżka, ściskam drobną, białą dłoń. Basi prawie nie ma, sa tylko te przenikliwie niebieskie oczy w małej, wychudzonej twarzy. Przytulam ją ostrożnie, żeby nie sprawić bólu, nie uszkodzić świeżej rany pooperacyjnej. Dopiero po chwili dociera do mnie pociąganie nosem.
Pstryk.
-Baśka…-zbieram się na odwagę
-Jesteś, zawsze byłaś dla mnie najważniejsza na świecie. Tam, gdzie inni wspominają matkę czy ojca ja mam zawsze ciebie. Kocham cię. – chlipię do słuchawki. I słyszę, że ona też chlipie.
-Ja też cię bardzo kocham. I ty też zawsze byłaś dla mnie najważniejsza.
-Baśka, jeszcze tylko dwa tygodnie i przyjadę
-Będę czekała – mówi, a głos ma jasny. Tak jasny, że chcę uwierzyć w cud.
Pstryk.
-Ciociu, musisz wiedzieć co zobaczysz, żebyś się nie wystraszyła -uprzedza mnie siostrzenica.
Słucham. Nastawiam się. Muszę.
-Ona czeka na mnie – mówię cicho.
-Tak, mama czeka już tylko na ciebie- potwierdza siostrzenica.
Pstryk.
Pogrzeb był w dniu, w którym startował mój samolot odwożący mnie z powrotem za Bałtyk. Opowiadała mi potem siostrzenica, że gdy już zasypano ziemię i ułożono wszystkie wianki i kwiaty, z nieba zaczął padać śnieg. Ktoś podniósł głowę i powiedział:
– No, Baśka już w niebie. Zobaczcie: znowu sprząta.

20 myśli w temacie “39. Najważniejszy człowiek w życiu

  1. Mysle, ze opublikowanie tego opowiadania (opowiadania?) na blogu wymagalo na pewno wiecej odwagi niz druk w ogolnopolskiej gazecie. Tam bylabys anonimowa, tutaj Twoja historia jest bardzo osobista i bardzo dojmujaca. Podoba mi sie forma, zwiezla, nieprzegadana.
    Dziekuje za mozliwosc przeczytania.

    Polubienie

    1. wiesz, chyba jednak nie. Blog jest bardziej anonimowy, zwłaszcza ten tu, zaglądają tu w zasadzie ludzie, których znam wirtualnie …albo nie znam wcale. I nawet jakby przeczytał ktoś znajomy to nie będzie miał pewności, że to ja.
      W Dużym Formacie byłby podpis z imienia i nazwiska, choć można było wybrać pseudonim.
      Historia jest mocno zwięzła bo zasady konkursu ograniczały opowieść do bodajże 8 tys znaków (ze spacjami!). To wymagało cięć. Ale jak widać czasem mniej znaczy więcej. Musiałam z całej długiej opowieści wybrać tylko te najistotniejsze momenty i jeszcze je okroić ze wszystkich ozdobników. Dlatego taka surowa forma i pewnie dlatego tak bardzo dosadna.

      Polubienie

    1. Wiesz placku.
      Jak mnie pytają o to co najlepiej umiem robić to mówię, że pisać.
      Naprawdę jestem śmierdzącym leniem bo już dawno powinnam była skończyć te dwie powieści i zacząć tę trzecią co mi w głowie siedzi…Szukam agenta, który by mnie raz batem smagnął raz marchewką pomachał bo sama z siebie to jakoś tak…Zawsze coś …

      Polubienie

  2. O kurczę… , zryczałam się. Pięknie to opisałaś, masz talent dziewczyno. Szkoda, że miejsce zamieszkania zaważyło na tym, że nie wygrałaś. Gratuluję serdecznie talentu.

    Polubienie

  3. Świetnie napisane. I oczywiście były łzy w oczach… Szkoda, że już Jej nie masz…
    Przeczytałam, w DF, że nadesłanych prac było ponad 1600. Wielkie wyróżnienie. Może to Cię zmobilizuje do skończenia tych powieści?

    Polubienie

  4. Wiesz co? W sporej części tej historii towarzyszyłam Ci wirtualnie, bo prowadziłaś już bloga.
    Twoje słowa mówią i malują. To dar i ciesz się nim. A kiedy dojdziesz do wniosku, że czas i pora, użyj talentu i stwórz coś. Może być nawet historia o Pryncypałach 🙂 Będę czekać i na pewno przeczytam 🙂

    Polubienie

  5. Piekny tekst, brak slow na opisanie emocji … I zrobilo mi sie zal, nie tylko dlatego, ze Twojej siostry juz nie przytulisz, ale tez dlatego, ze zdalam sobie sprawe z tego, ze ja sama nie mam takiej najwazniejszej osoby w moim zyciu, wlsanie takiej ktora byla by dla
    mnie najwzniejsza od kad siegam pamiecia.
    Pisz kobieto, pisz masz talent!

    Polubienie

    1. Wiesz Dina, zawsze gdy spotykamy człowieka to on nas w jakiś sposób odmienia. To sprawia, że właściwie niemal każdy człowiek, który pojawia się w naszym zyciu na dłużej niż przejazd windą staje się w jakiś sposób ważny. A czasem…trzeba tego człowieka stracić by zrozumieć jak był ważny. Ja taki błąd popełniłam przy Baśce. Odtąd staram się pamiętać, że ludzie tak szybko odchodzą

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s