37. a tak ładnie żarło…

i zdechło.
eM wylądował w szpitalu. Najpierw dwa tygodnie temu. Potrzymali, podali leki przeciwbólowe, coś tam pomajstrowali przy jelitach, coś nacięli, wycięli, przeszyli. Wysłali do domu w piątek. W niedzielę znów Akutmotagning czyli chyba odpowiednik SORu, stamtąd na oddział. We czwartek zoperowali porządnie. Czyli otworzyli brzuch, czego się obawialiśmy. Choć nie to było najgorsze. JA bym chyba wolała, żeby mu ten brzuch na krzyż i jeszcze w poprzek pokroili byleby tylko diagnoza nie brzmiała tak, jak zabrzmiała.
Crohn. Jednak. Cholerny !@$%!!! Crohn. Diagnoza jeszcze nie potwierdzona, jeszcze wycięty kawałek idzie do badania, więc jest nikła, niklusieńka nadzieja, że jednak zwykłe powikłanie, a nie Crohn. Oby. Wczoraj po południu zabrałam go do domu.
W ten sposób olałam święta. Albo może nie olałam, ale zrobiłam po mojemu.
Okno umyłam u siebie w pokoju, ale tylko dlatego, że przestawiałam łóżko i się wreszcie dojście zrobiło.
Narobiłam gar gołąbków, żeby mieć ze dwa dni luzu od gotowania. Sałatki małą miskę, bo eM choć może jeść wszystko to je malutko i ostrożnie. A swoją drogą… Operowali go we czwartek po południu a już wieczorem kazali mu zacząć jeść WSZYSTKO na co ma ochotę! Łącznie z niskoprocentowym piwem, które mógł dostać nawet w szpitalu! Czy ktoś to pojmie?!
Kiedy za pierwszym razem po zabiegu natychmiast dali mu normalny obiad to szczękę zbierałam z podłogi i już leciałam robić raban, że się personel pomylił. Nie pomylił. Człowiek po operacji ma mieć siłę, żeby zdrowieć. Siła idzie z jedzenia. Zatem człowieku jedz wszystko na co masz chęć.
Ciekawam. Czy w Polsce nadal panuje barbarzyński zwyczaj karmienia pacjenta po operacji kleikami?
Nie zaprosiłam Misi z rodziną na święta. Nie zadbałam o ulubione pierożki dla córci, pieczone mięsko dla synusia, malowanie jajek i zabawę kolorami dla wnusi, polskie danie dla zięcia. Jestem potworem.
Zadbałam o siebie. I to, bym chodząc przy/do leżącego męża sama nie padła na pysk.Tym bardziej, że o ile wszyscy w Szwecji świętują od piątku (Wielki Piątek jest na czerwono) to ja mam, jak zawsze, tylko tę jedna niedzielę. Pozostałe dni wstaję jak mleczarz i roznosiciel gazet (choć oni w soboty mają wolne).
Zagryzam zęby w tej pracy  i odliczam dni. Byle do końca maja. Potem idziemy w inne miejsce, bo tu się umowa skończyła. W tym innym miejscu jeszcze nie wiem co i jak, ale jedno wiem: soboty i niedziele będą wolne. Oraz nie będzie pracy przed godziną 6.
Alleluja.
I o.

10 myśli w temacie “37. a tak ładnie żarło…

  1. I bardzo dobrze. Bo zdrowie M i Twoje jest najważniejsze. Także to psychiczne. To dzieci powinny Wam donieść co nieco na święta. U nas w ogóle jest taki zwyczaj, że każda z nas – ja, mama, siostra – dzielimy się przygotowaniami. Ja np. robię dwa ciasta, mama jedno, siostra dwa. Ja sałatke taką, siostra inną. W tym roku wędziłam mięso i kiełbasę, więc z pieczenia mięs i pasztetów byłam zwolniona :). Zwozimy wszystko do mamy na śniadanie, a wyjeżdżając każda bierze to, na co ma ochotę – kawałki ciasta, trochę sałatki, mięso itp.
    Mój ojciec był operowany dokładnie dwa lata temu, w kwietniu, w szpitalu akademickim w Olsztynie. Miał usuwany fragment jelita (ok. 10 cm). Już po południu miał zacząć jeść – tak, jak mówisz – żeby mieć siły, zwłaszcza, że przed operacją trzymali go na głodniaka ze dwa dni. Chociaż na początek raczej płynne, zmiksowane. Miał straszne opory, bo przecież jelito mu „przecieknie”, chociaż lekarz tłumaczył, ze nie ma mowy, jest „sklejone” specjalną substancją. I nie jadł ze dwa kolejne dni. Tracił siły. Siostra pogadała z lekarzem, doradził, by kupić nutridrinki. Drogie, malutka pojemność ( coś, jak mały jogurt w płynie), ale wysokokaloryczne, z odpowiednimi dawkami witamin. Przetrzymał się z tydzień na tym, potem zaczął pomalutku jeść. Do dziś jest ok, ale co przeszliśmy, to nasze.
    Trzymajcie się ciepło. I zdrowo. Pozdrowienia z Mazur.

    Polubienie

    1. z jedzeniem eM nie ma problemu, je. Nutridrinki dostawał w szpitalu za każdym razem, mówi, że obrzydliwe, ale pił przez rozum.
      Z tymi przygotowaniami na kilka domów, to ja się muszę zastanowić do grudnia, ale chyba właśnie tak zrobię, że córka ma zrobić coś u siebie a nie, że ona mi przyjdzie pomóc. Syn niestety mieszka z nami więc mogę go tylko do roboty zaprząc.Ale szczerze mówiąc coraz bardziej podoba mi się idea świąt „bez robienia świąt”. Mogę ugotować bigos/gołąbki. I upiec ciasto. JEDNO.
      A swoją drogą jak tak wyliczasz: ty wędziłaś, mama piekła mięsa, każda z was po sałatce, kilka ciast…Jak dla pułku wojsk! Musicie mieć duże rodziny chyba?

      Polubienie

      1. Nasze rodziny nie są duże. Zapraszamy na Boże Narodzenie i wielkanoc, chociaż na pierwszy dzień. samotne ciotki – w porywach do pięciu – i dwie koleżanki mamy, które nie mają rodziny. Wiec jest komu jeść. No i tradycyjnie każdy coś zabiera do domu. Każdej ciotce choć po kawałeczku szynki, pudełeczko sałatki, kawałeczek ciasta, wędzona kiełbaska – i się rozchodzi 🙂
        Dobrze, że rodzice mają duży dom, to jest gdzie towarzystwo pomiescić i położyć spać.
        Dziś siedzę w domu. I robię sushi dla mnie i męża, bo lubimy. Po wczorajszym obżarstwie dieta ryżowa jak najbardziej wskazana. A że rzadko robimy, to będzie prawdziwe swięto 😀

        Polubienie

    1. Iksińska, myślę o tym od jakiegoś czasu, tylko nie mam komu powierzyć zwierzaków na parę dni. Ale powiem Ci, że jak się nie robi na kilogramy/hektary, nie myje okien, nie trzepie dywanów (bo się nie ma), nie robi na siłę – to nawet lubię gotować, piec i podjadać 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s