35. O jeden pedał za daleko

Czy ja się publicznie chwaliłam, że jestem światową ofermą nr i :
1. Nie umiem pływać
2. Po angielsku toże niet
3. oraz prawa jazdy nie posiadam.
Dobrze, że choć komputer obsługuję i to chyba nieco lepiej niż przeciętna Polka w moim wieku.
Z pływaniem się poddałam, bo bez tego da się żyć.
Z angielskim walczę na swój własny sposób, bo regularna szkoła mnie zniechęciła. Choć mogłabym wrócić, czemu nie? Ale ostatecznie tyle co umiem w razie czego wystarczy + oczywiście google translate…
Natomiast życie bez prawa jazdy w Szwecji staje się coraz bardziej uciążliwe. Szczególnie zimą. Oraz szczególnie latem.
Zimą, bo zapitalanie w czarną noc rowerkiem pod wiatr 3km w jedną i 3 km w drugą stronę bywa mało fajne. A należy pamiętać, że zimą, w Szwecji mrok i wiatr w oczy to w zasadzie norma i żadna tam atrakcja dodatkowa. Dodatkowa atrakcją może być padający poziomo śnieg-grad. Albo np. taka ni to mgła-ni to mżawka przy temperaturze -1. Wtedy się tak ładnie, równiutko układa warstwa lodu. Można upaść na głowę, nie? Co poniektóre już upadły… Możliwe, że to jest skutek.
Latem też nie fajnie. Choć ciemności odpadają, ale nie wiatr. I nie deszcz. Albo inaczej: pogoda jak dwon, zachody i wschody słońca takie, że klękajcie narody. Aparat sam gotów zdjęcia robić a tu lipa. Rowerem? Skuterem? 30km na tę fajną plażę? Na te fajne skały?
Kierowca w domu niby jest, ale…Sami wiecie.
Koleżanka Kasia ostatnio pisała, że była na szmaciono-wełnianych targach. I chłopa ze sobą wzięła! I kto tu zimą na głowę upadł? Chłopa to można do wędkarskiego zabrać jak se człowiek chce błyskotkę kupić, ale na targi szmaciane?
Czyli prawo jazdy mus mieć. Bo inaczej człek bez życia towarzysko-rozrywkowego zostaje. Nie, no do pracy też by się przydało…
No to postanowiłam, że koniec tego, trzeba wreszcie zrobić.
Poszłam na jednodniowy kurs, razem z mężem poszłam, bo on miał mi być nauczycielem.
Kurs odbyli, pieniądze zapłacili, dokumenty stosowne dostali…
Co z tego jak październik był. Ciemno, pada, podmarza. Potem przyszła zima. Potem eM był w takim stanie, że właściwie jedene co mógł to leżeć. A, bo zapomniałam powiedziec, że to nie w 2016 ten kurs zrobiliśmy. I nie w 2015, jeżeli dobrze pamiętam. Yanek do Sztokholmu akurat wyjechał. Chyba zatem w 2014…Uuuu…w październiku zatem miną 3 lata z dozwolonych pięciu.  W międzyczasie zmieniliśmy auto. Na lepsze, większe.
Chłop od roku niemal zoperowany, wiec jakby zdrowszy. Tylko mnie zapał skisł. Bo nasze jeżdżenie jakoś takie. Dwa dni jeżdżenia, potem przerwa tydzień, dwa…i od poczatku zaczynam od początku. Przerwa, bo…praca, bo zmęczony, bo głowa boli, bo Panna S niespodziewanie, bo coś tam, coś tam…A tak naprawdę dlatego, że w głębi duszy boję się i nie wierzę, że ogarnę te durne trzy pedały, jedną wajchę i kilka guziczków. Pal diabli wajchę i guziczki. Ale te pedały! Jeździłam w Polsce jeszcze golfem…nie wiem ile kilometrów, zrobiłam kurs w Polsce, wyjeździłam 20 godzin, tu też ileś godzin wyjeździłam…I wciąż mi się myli gaz z hamulcem i sprzęgłem. A jak dojeżdżam do skrzyżowania, to nigdy nie wiem mam to sprzęgło wciskać, nie wciskać, hamować czy nie? eM zaczyna wrzeszczeć bo lecimy na rondo pełnym pędem, a tam inne auta, a ja tracę wzrok i już nie wiem co robię, coś depczę w efekcie czego samochód robi kangura, po czym gaśnie tarasując rondo. Bosko. I tak za prawie każdym razem. Noż..!
Zaczęłam zgłębiać zjawisko. Wszak skuterem jeżdżę, nie? Specjalnie na mnie nie trąbią, szkody jak dotąd (tfu!) nikomu nie zrobiłam, skuterem znaczy, bo samochodem a jakże. Raz się wywaliłam tylko, ale lód właśnie był. Jeżdżę i nie ma problemu. Jeżdżę po całym mieście, staram się jeździć przepisowo czyli nie pod prąd i nie po chodnikach, ustępuję pierwszeństwa, wymuszam je gdy mi się należy, skręcam w lewo, w prawo i co tam jeszcze. Czyli jeżdżę tak, jak się po ulicach normalnie jeździ. Tyle, że mam prawo jeździć do 25km/h. Bo bez prawa jazdy i skuter bez tablicy.
No i co z tego? W mieście mało kto porusza się szybciej bo obowiązuje ograniczenie do 40km/h, a dodatkowo 70-80-90-latki za kierownicami, którzy wciąż mają problem z prawem pierwszeństwa na równorzędnych skrzyżowaniach (czyli prawie wszystkich) też wymuszają jazdę wolniejszą i ostrożniejszą.
Czyli skuterem jeżdżę a samochodem nie? Dlaczego?
Gabaryty, ograniczona widoczność? Tak.
No i te cholerne trzy pedały. Jak mam się skupić na tym żeby nikogo nie zabić jak mam się jednocześnie skupić na tych cholernych pedałach? Nogami w dodatku! Jakbym może mogła rękami..?
Dobra, wrzeszczący w stresie eM też nie pomaga. Wrzeszczący albo pouczający mnie.
Ja jestem Zosia-samosia. Nie znam w swoim życiu przypadku, żeby mnie ktoś czegoś nauczył, czego, co wykonuje się manualnie. Ja mam kiepską koordynację psycho-ruchową, piłki nigdy nie umiem złapać ani nie umiem rzucić tak, by poleciała gdzie trzeba. Mam też kiepski refleks, a stres mnie go kompletnie pozbawia. I jak ja w takiej sytuacji mam ogarnąć, że noga z gazu, druga na sprzęgło, trzecia na hamulec na wszelki wypadek, ręka na wajchę a oczu najlepiej na słupki. A wszystko w ułamku sekundy. Noż…! Co ja automat jestem?!
Automat nie jestem. Ale może to jest wyjściem. Automatem się nie stanę, ale może to dla takich jak ja tę skrzynię wymyślili? Tam jest w skuterze, albo jak w maszynie do sprzątania: gaz i hamulec pod nogami. Wajchę przestawiasz raz i koniec.
Może to wyjście? Jeżdżąc skuterem nauczyłam się jako tako oceniać droge hamowania, ruch dookoła. Może jak pozbędę się tego cholernego pedała to wreszcie coś z tego wyjdzie?
Podzieliłam się z mężem sugestią. EM ma jakąś ansę do automatycznej skrzyni, więc entuzjazmem nie zapałał. A bo może lepiej bym zdała egzamin na skuter i kupiła auto wolnobieżne i tak się podszkoliła. Bo co manualna to manualna.
Sorry mój drogi, ale trzy razy robiłam po twojemu. Tym razem – chcę spróbować po mojemu. Nikki Lauda i tak nie zostanę.
Znajdę i kupię SOBIE małe autko. Coś jak Corsa. Albo Smart. Z automatyczną skrzynią. Małe, niezbyt młode, z małym silniczkiem i na benzynę, żeby mnie fordonskatt nie zjadł.
Em usiądzie z boku, jako dama do towarzystwa, bo inaczej mi nie wolno. I ruszymy. Powolutku. Po mojemu. Może wreszcie zadziała?
Bo teorii się nie boję. Nawet po szwedzku.
Ma to sens?

20 myśli w temacie “35. O jeden pedał za daleko

  1. Ma, na pewno bedzisz jezdzic i to dobrze. Automatyczna skrzynia biegow jest bardzo wygodna. Mozna skupic sie na prowadzeniu . Ja jezdze ta i ta i nie ma porownania. Polecam . Przesylam pozdrowienia.

    Polubienie

    1. fajnie byłoby móc najpierw spróbować, ale z drugiej strony, jakbym spróbowała skuter to bym nie kupiła, a jak kupiłam, to nie było przeproś – trzeba było jeździć bo mężu sarkał…

      Polubienie

  2. Nie ważne czy z ręczną skrzynią czy automatyczną, najważniejsze to pokonać obawy i zacząć jeździć.
    Bo auto to dla kobiety symbol niezależności, nikogo o nic nie musisz prosić, sama pojedziesz gdzie chcesz i poczujesz się wolna!!

    Polubienie

    1. Emigrata – ja się nie boję. Skuterem śmigam, więc to nie jest kwestia oswojenia się z ruchem drogowych, to kwestia tego, że nie potrafię obsługiwać samochodu z trzema pedałami. Po prostu nie wiem kiedy to cholerne sprzęgło wciskać, kiedy nie, i ni cholery, żadne nauki mi nie pomagają.
      Ale oczywiście może być i tak, że i automatyczna skrzynia nie pomoże

      Polubienie

      1. To moze kurs z zawodowym instruktorem? Takim co wie jak nauczyc do czego lewa a do czego prawa noga, ma auto z podwojnymi pedalami i ma tony zawodowej cierpliwosci?

        Polubienie

        1. Emigrata -Pisałam poniżej. Nauka z profesjonalnym instruktorem to koszt co najmniej jednej dobrej wypłaty, dobrze zarabiającego robotnika. Czyli jakieś 20 tys koron. Ja zarabiam 10 tys na obu pracach. Oczywiście, młodsi płacą mniej, ale im potrzeba mniej godzin, bo łapią szybciej, szczególnie jak nie mają dwóch lewych nóg. Ja mam, więc musze zakładać, że nauka zajmie mi co najmniej dwa razy tyle co mojej córce. Nie stać mnie po prostu

          Polubienie

          1. Oj, to jeszcze drożej niż u mnie, tutaj kosztuje ok 1000 euro kurs i egzaminy. A ja mam w tym roku dwóch kandydatów na prawo jazdy! Ratunku!!
            Powodzenia w potyczkach z autem:)

            Polubienie

            1. Emigrata – 1tys euro= ca 10tys szwedzkich koron. Czyli ceny dla młodych, zdolnych podobne. A u ciebie, tzn gdzie? Irlandia? U nas jest możliwość nauki z kimś z rodziny, kursant i nauczyciel idą na 1-dniowy kurs po czym dostają oboje zezwolenie ważne przez 5 lat. Kursant jeździ wtedy normalnie po całej Szwecji ale Nauczyciela musi mieć cały czas z boku a na samochodzie naklejkę „nauka jazdy”. To dobry system, bo można naprawdę nauczyć się jeździć, jeszcze nim się dostanie prawko. Człowiek wtedy poznaje różne sytuacje na drodze, różne warunki pogodowe. Oczywiście zawsze dobrze wziąć kilka lekcji u profesjonalisty, który skoryguje błędne nawyki, nauczy czegoś nowego. I taki młody człowiek, jak już wreszcie dostaje prawko to zazwyczaj jest bardzo dobrze oswojony i z autem i ruchem na drodze. A samą możliwością jazdy już się nacieszył, więc nie ma głupawki za kółkiem. Obowiązkowe jest też przejście tzw halkbana czyli toru poślizgowego (za jedyne 1000kr). Dobry jest to system, tylko, że ja jestem oporna strasznie do nauki takich rzeczy. Tchórz po prostu jestem. I tyle.

              Polubienie

  3. O rany ja też bym strasznie chciała! Ale nie ma mnie kto uczyć bo my jak te dwa ciolki oboje bez prawka i tak mieszkamy w Irl i jeszcze nic nie widzieliśmy 😉

    Polubienie

    1. Nie ty- no patrz, myślałam, że jestem jedyną ofiarą losu. No ale ja NIE MOGĘ załapać podczas kiedy wy po prostu nie macie możliwości spróbować

      Polubienie

    2. Nie_ty My od roku mamy wspollokatorke ktora jest w Londynie od 12-stu lat, nie ma samochodu a nawet prawka, opanowala pociagi i autobusy i ciagle wymysla sobie jakies wycieczki. Zwiedza sobie Anglie, ale nie tylko, bo na swieta poleciala do Grecji. Jezeli jedzie na dwa dni, albo na dluzej najczesciej korzysta z hosteli, bo tanio.

      Polubienie

      1. Hostele mówisz…Tańsze są na pewno, ale kurczę…Czy bezpieczne?
        Bez prawka da się żyć, choć człek jest nieco uwiązany. Tu w Szwecji bilety na komunikację są koszmarnie drogie i nie ma opcji tańszych, dla turystów, żeby sobie ekologiczniej zwiedzali. A szkoda.

        Polubienie

        1. Bilety w Londynie dla wszystkich maja taka sama cene, np bilet na jeden przejazd autobusem kosztuje £1.50. Posobno komunikacja iejska w Londynie jest najdrozsza w Europie. Co do hosteli, Dziewczyna mowi tak: „jak gdzies jade nie zabieram ze soba duzo kasy ani nic wartosciowego, a jak jade na kilka dni to gdy wychodze zwiedzac, to aparat fotograficzny i dokumenty zawsze zabieram ze soba, a majtek na zmiane raczej nikt mi nie ukradnie, a jakby nawet to strata niewielka.” Na swieta w Grecji byla z chlopakiem, a wczesniej poleciala na weekend do Oslo i tam tez spala w hostelu, dwie noce. Tutaj bilety na pociagi tez sa bardzo drogie, ale jak kupuje sie przez internet wczesniej mozna kupic taniej, a bywaja tez promocje i wtedy za kilk £ doslownie mozna sobie gdzies pojechac, z autobusami dalekobieznymi jest podobnie. Anka, czesto szuka takich wlasnie okazji, planujac swoje wycieczki.

          Polubienie

  4. Witam!
    Automatyczna skrzynia biegów to jest to, co tygrysy lubią najbardziej:)
    Sprzęgło wymyślił jakiś sadysta wyłącznie po to, żeby znęcać się nad człowiekiem, katować go bez miłosierdzia i wpędzać w stres!
    Natomiast automatem jedziesz sobie, gaz albo hamulec no i kierunkowskaz. Przed sobą widzisz to, co trzeba widzieć i… luuuzik!
    Nigdy nie pojęłam i już nie pojmę, bom osoba wiekowa, jak ludzie ogarniają te hece ze sprzęgłem!
    Nie namawiam do kupna samochodu z automatyczną skrzynią biegów, bo tę decyzję musisz podjąć sama ale chcę dać Ci cynk, że nie Ty jedna masz problem z ustrojstwem jakim jest sprzęgło.
    Z utrzymaniem dwóch samochodów w jednym domu może być trochę problem, zwłaszcza że nienowy lubi robić numery i narażać na niespodziewne koszta w najmniej stosownej chwili.

    Czytam Twojego bloga po cichutku już dość długo, Fajnie mi tutaj! 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

    1. Barbara, witam, witam, a czytałaś jeszcze na bloxie? Fajnie, że się odzywasz. A samochód…cóż, nie wiem czy nie będę musiała odłożyć tych planów. Ech…zaplanuj coś, a rozśmieszysz bogów.

      Polubienie

    1. Di, z tego co wiem to w Polsce jest tak jak i w Szwecji: można zdawać tylko na automacie i ma się prawo jazdy B-automat. Wydaje mi się, że nie ma obowiązku zdawania na manualnej, ale to oczywiście ogranicza.
      W Polsce robiłam kurs, wyjeździłam godziny, jeździć się nie nauczyłam, bo się właśnie bałam. Za dużo się działo i za szybko. W Szwecji jest duzo spokojniej.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s