33. O tym, że nic się nie dzieje

Bo się nie dzieje.
Wstaję jak co rano, jadę do pracy. Jak jest ślisko to rowerem, jak nie- skuterem. W pracy te same czynności, w tym samym czasie, w tej samej kolejności. Frustrujące jest to, że w sumie nie widzę efektów tej pracy. Bo bez względu na to jak bardzo się przyłożę dziś, jutro tego i tak nie będzie widać…Najdurniejsza na świecie jest praca sprzątaczki.
Wracam z pracy, kładę się na dospanie, czego z całej siły chciałabym unikać, ale się nie daje, bo sypiam kiepsko. Po dwóch godzinach Tośka kładzie mi kapeć pod nos, albo wręcz na nosie. Zwlekam się nieprzytomna, ogarniam oganiając od szalejącego psa i wychodzę z wariatką na spacer. Tu jest już szaleństwo inwencji. Możemy iść gdzie chcemy. Co też robimy w zależności od pogody. Jak wieje mocniej niż zawsze to wybieram teren mało zadrzewiony. Jak nasypie śniegu, który pługi usypią w wysokie hałdy, możemy zostać prawie pod domem, Tośka ma wtedy zabawę, a ja nie muszę się stresować chodzeniem po śliskim, tym bardziej że jak Tośka czuje śnieg pod łapami to jej się mózg wyłącza i szaleje.  Jak mam milkliwy nastrój, a zwykle po wstaniu tak mam, to unikam tras, gdzie można spotkać znajomych psiarzy. A tak, właśnie. Mam kilku znajomych psiarzy. Takich co pozwalają swoim psom przywitać się z moim, a nawet razem pobiegać na szkolnym boisku.
Ostatnio zaczepiła mnie pani. Wracałam do domu, już prawie pod blokiem, przy płocie oddzielającym parking od drugiej posesji usłyszałam nagle entuzjastyczne:
– Hej! Czy to berner sennen? (Szwedzka i nie tylko nazwa berneńskiego psa pasterskiego)
– Tak, to jest breneńczyk – przytaknęłam, wcale nie zaskoczona. W zasadzie co chwila ktoś mnie tak zaczepia. I w zasadzie każdy dalej mówi to samo:
-Vad fint! Jaki piękny! Jakie piękne futro, jak lśni, i te słodkie wielkie łapy…
Tośka od razu, bezbłędnie rozpoznaje, kto jest przyjaźnie nastawiony, więc natychmiast chce dać buzi i rzucić się na szyję. No chyba, że zaczepiający ma dłoni smycz. Wtedy to to, co jest na tej smyczy jest zdecydowanie ciekawsze.
Zaczepiająca mnie elegancka pani na drugim końcu smyczy miała masywnego, czekoladowego labradora. Pokonwersowałam uprzejmie przez płot. Wymieniłyśmy informacje co do rasy, płci, wieku i imion pupili (Ponte, lat 3). I wtedy pani rzuciła propozycję byśmy może dały się naszym pieskom pointegrować. Czemu nie. Dałam jej numer telefonu, co zaskutkowało umówionym spotkaniem na szkolnym boisku nazajutrz rano.
Nim doszłyśmy z Tośką, Ponte zdążył poznać i zakochać się w Zoji, lat 6, mieszanka goldena i flat labradora. Zoja jest psem ułożonym nad podziw. Jej pani spokojnie mogłaby nie brać jej na smycz. Zoja idzie za panią zawsze gdy ta ją zawoła. I zostaje gdy pani każe zostać.
Ponte okazał się niestety stuprocentowym samcem i natychmiast zaczął włazić na Zoje. Co nie spodobało się jej pani, która stwierdziła, że Zoja zbliża się do cieczki i to być może nie jest najlepszy czas. Zawołała Zoję i poszły.
Odczekałam aż odejdą daleko i spuściłam Tośkę ze smyczy. Zachęciłam panią Pontego do tego samego a ona mnie posłuchała. Ponte jak tylko poczuł wolność wyrwał jak pies spuszczony ze smyczy w ślad za Zoją…To  Tośka popędziła za Pontem.
Pani z Zoją musiały wrócić, żeby durnowate psy też wróciło. Zadowolona nie była…
Pieski zostały uwiązane. Znowu odczekałam stosowną chwilę i odpięłam smycz. Ponte niestety został na uwięzi, bo jego pani bała się powtórzyć manewr. Pani chciała pogadać, a ja niestety musiałam pilnować, żeby mi pies nie poleciał gdzieś za daleko, poza bezpieczny obszar. Wreszcie znowu zapięłam smycz i…się zaczęło. Ponte zaczął włazić na Tośkę. Tośka skakała, warczała, uciekała, kłapała paszczą. Nie dało się go w żaden sposób powstrzymać, więc uznałam, że dość na dziś.
I właśnie dlatego nie chcę mieć psa rodzaju męskiego. Oraz -jak fajnie spotkac psa starszego nieco od mojego i jeszcze gorzej wychowanego (albo raczej wcale nie wychowanego) od Tośki.
I tyle było naszego życia towarzyskiego.
Dziczeję. Odwykłam od ludzi, perspektywa kontaktu z innymi sprawia, że mam chęć zaszyć się w mysiej dziurze. Prawda, nigdy nie byłam w tym mocna, zwłaszcza te początki były trudne, kiedy się mówi o pierdołach, uprawia tzw. small talk. Nie potrafię. W fotoklubie siedzę i się nie odzywam nie zagadywana, bo nie wiem co mam powiedzieć.
Patrzę i dziwię się o czym oni wszyscy ze sobą rozmawiają, skoro wiem, że gadają o niczym. W ostatni czwartek w klubie patrzyłam i rozpaczliwie szukałam w głowie pomysłu o co by zagadnąć siedzącego obok mnie faceta. Mało tego, zagadnięta przez Petera
– I co tam? – odpowiedziałam
– W porządku – i nie wiedziałam co dalej mówić. Lubię Petera, lubię jego samego i jego zdjęcia. Ale co miałam odpowiedzieć innego by podtrzymać konwersację, by okazać się człowiekiem kulturalnym?
Próbowałam słuchać o czym inni gadają, ale jakoś nie łapię.
Zaczynam się zastanawiać czy następnym razem jak mnie ktoś tak zagadnie to nie zapytać jaką chce odpowiedź. Szwedzką czy polską…
Chodzę do tego klubu już ze dwa lata, znają mnie inni, ja też ich znam, pozdrawiamy się na ulicy, czasem coś zagadamy, ale nie wiem nic o tych ludziach. Nic o tym gdzie pracują, gdzie mieszkają, jaki mają stan rodzinny itd. Nic, żadnego punktu zaczepienia…Oni o tym nie mówią! Nie pokazują zdjęć wnuczka ot tak, nie wspominają, że na badaniach byli i pielęgniarka zrobiła im siniaka, a sąsiad rozbił auto, a ten Kowalski, co łazi taki pijany to znowu spał w sklepie…Nie mówią o pracy, nie mówią o polityce i tym co piszą gazety. O czym oni rozmawiają do diabła?
To sprawia, że coraz mniej chce mi się do tego klubu chodzić. Ale się nie poddaję.
Tylko czy to ma sens?

Jedna myśl w temacie “33. O tym, że nic się nie dzieje

  1. Moim zdaniem Twoja praca jest bardzo sensowna. Dzięki niej świat jest piekniejszy i zdrowszy. A że rano trzeba od nowa to samo? Większość z nas tak ma. W domu też w kółko powtarzają sie te same czynności i cóż zrobić? Można je tylko powtarzać, bo mieszkanie to krew, pot i łzy. Nie ma zmiłuj.
    A Tosię bym wysterylizowała. Byłaby zdrowsza i nie byłoby takich sytuacji, jak powyższa. Przepraszam za wymądrzanie, ale widzę same zalety tej decyzji.
    Co do klubu, Szwedzi są pewnie zupełnie inni i może zaciekawiłabyś ich rozmowami w polskim stylu? Swoją drogą dobrze jest komuś doradzac, a samemu dziczeć na potęgę:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s