32.Granice prywatności.

Słuchajcie, nie uważacie, że pracę sprzedawcy na telefon wymyślił jakiś psychopata? Zastanawiam się czy to naprawdę działa? No chyba musi działać, skoro coraz więcej firm sprzedaje swe usługi w ten sposób. Zastanawiam się tylko jakim cudem. Bo kogo nie zapytam, to tak jak głosowaniem na PiS: nikt się nie przyznaje, ale PiS rządzi, nie?
To samo jest ze sprzedawcami telefonicznymi. Każdy mówi, że go wkurzają, że odkłada słuchawkę, ale jednak..? Rozmawiacie z tymi różnymi co wam proponują kołdry/nowy lepszy abonament/pożyczkę/ubezpieczenie/seks z własną ciotką/nerkę/ i nie wiem co jeszcze?
Ja nie. Naprawdę. Parę razy usiłowałam być grzeczna i grzecznie odmówić. Po jakimś czasie, słysząc charakterystyczny ton zaczęłam przerywać i pytać bezczelnie: chcesz mi coś sprzedać? Teraz po prostu się rozłączam jak w przypływie pomroczności jasnej odbiorę telefon domowy z numeru, którego nie znam. A najczęściej zwyczajnie ignoruję. Najwyżej sobie sprawdzę numer na vemringde.se albo eniro.se. Muszę przyznać, że te stronki to genialny pomysł. Na szczęście ochrona danych osobowych w Szwecji nie osiągnęła poziomu paranoi i póki sobie ktoś numeru nie zastrzeże to go można znaleźć.
Ale sprzedawcy na telefon to tylko jeden z tych irytujących sposobów na wtargnięcie OBCYCH do mojego świata. I o ile na tych sprzedawców irytuję się tylko lekko i na krótko, to inni wzbudzają poziom mojej agresji niewyobrażalny. Może jestem wredna?
Nie znoszę jak mi potencjalny klient pisze na messengera, ale o tym pisałam. Ale chyba nie pisałam dlaczego. Nie znoszę bo dla mnie to zwyczajnie atak na moją prywatność. Mam na wizytówkach podany telefon, adres mailowy, adres strony, ale nie mam adresu na facebooku. To chyba powinno jasno dawać do zrozumienia, że nawet jeżeli tego facebooka używam to nie dla celów służbowych. To samo ze skype. Koleżanka mi powiedziała, że zamiast się irytować powinnam założyć konto firmowe na facebooku. Ale ja nie chcę. Na cholerę mi jeszcze jedno konto gdzieś tam?! Bo komuś żal 1kr na telefon do księgowej?
Nie znoszę też jak mi ktoś, mało znajomy,  wysyła jakieś linki. Po prostu link i już. Ani słowa po co, dlaczego. Nic. Od kilku dni znajoma wysyła mi jakieś przepisy. Znajoma, z którą kontakt mam bardzo sporadyczny, widujemy się raz na kilka lat, nigdy nie byłyśmy jakoś blisko, w zasadzie jedna z tych osób, o których istnieniu kompletnie się nie pamięta. I naraz pstryk. Podsyła mi linka. Za jakiś czas kolejnego. Po co?!
Dlaczego? Płaci jej ktoś za to? Co cię kobieto skłania do wlepiania mi tego? Na jakiej podstawie, na litość boską, uważasz, że przepis na przepiórki wyda mi się interesujący? Ten przepis na przepiórki jest tak bardzo absurdalny i tak bardzo symbolicznie ukazuje na ile ta osoba mnie zna, a raczej nie zna. Gdyby mnie znała to wiedziałaby, że mięso w przepisie to ostatnia rzecz jaka mnie zainteresuje, szczególnie mięso ptaka, a jeszcze bardziej mięso ze stworzenia, którego się nie jada na co dzień. Wszak każdy, kto mnie zna choćby trochę wie, że bardzo niechętnie próbuję nowych potraw, a NIGDY tych, które zawierają mięso inne niż wieprzowina.
Kolejna grupa, która mnie doprowadza do pasji to fejsbukowi gracze. Grasz w grę, fajnie, baw się dobrze. Ale nie wysyłaj mi zaproszeń, podarków i co tam jeszcze ta gra innego ma, skoro wiesz, że nie gram. A wiesz, bo na sto zaproszeń nie odpowiedziałam na ani jedno. Daruj więc sobie i nie wysyłaj mi po raz sto pierwszy. A już na pewno nie rób tego jak cię w wiadomości prywatnej o to poproszę. Owszem, jest jedna gra w którą grałam i jedna osoba, z którą wymieniałam podarki z tej gry. JEDNA. Nigdy nie przyszło mi do głowy atakować zaproszeniami i czymś podobnym moich fejsbukowych kontaktów, co do których nie miałam pewności czy grają.
Czasy nam się takie porobiły dziwne, że niektórzy uważają, że mają prawo naruszać czyjeś granice prywatności. Jak powiedziała mi jedna stara znajoma, która wyszukała mnie na „Naszej Klasie” (do klasy, ani do szkoły ze mną nie chodziła): to po co ci to konto? po tym jak jej grzecznie odpisałam, że znajomość sprzed dwudziestu lat, która zakończyła się w dodatku dość niemiło to nieco za mało by wpuścić ją do swego aktualnego życia.
Naprawdę? Tak trudno niektórym pojąć, że to, że mam konto na facebooku nie oznacza, że mam obowiązek wpuszczać tam każdego kto tego chce? Że mimo konta na facebooku, mam prawo zachować prywatność w takich granicach jakie ja sama narzucam i dlatego mam prawo oburzać się, gdy mnie ktoś np. oznaczy na zdjęciu? Czy naprawdę istnienie w internecie ma tylko opcję zero-jedynkową? Albo jesteś i bierzesz wszystko albo w ogóle się wycofaj?

2 myśli w temacie “32.Granice prywatności.

  1. Prawda! Ja akurat na fb weszłam początkowo po to, żeby grać w te gierki, bo lubię. Ale Prawdziwi Znajomi są w grupie Bilscy znajomi, a reszta, potrzebna do gier, to po prostu znajomi. Powiadomienia i zaproszenia (wysyłane przez te gry czasem poza naszą świadomością) mam ustawione tak, żeby sie wysyłały do graczy, a omijały Bliskich znajomych. I też już mnie wkurza ta wszechwładność internetu. Na szczęście, sprzedaż telefoniczna jakoś dotąd mnie omija, czasem zdarzy się na telefon w pracy, ale jak sie dowiadują, że to firmowy telefon, to sami się szybko żegnają.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s