Jul czyli Boże Narodzenie po szwedzku

Boże Narodzenie zaczyna się od adwentu jak wiadomo. Niemal z wybiciem zegara, 30 listopada w oknach zapalają się gwiazdy lub świeczniki adwentowe. Balkony lub okna  stroją się w (sztuczne naturalnie) gałązki świerkowe przybrane światełkami a przed sklepami rozpoczyna się sprzedaż żywych choinek. Szwedzi ustawiają je, ubrane jedynie w światełka,  na zewnątrz na balkonach, ci co mieszkają w blokach. szczęśliwi mieszkańcy domków mają zazwyczaj jakieś iglaki przed domem i one są ubierane w światełka.  Miasto stroi się w choinki na skwerkach i placach i w parkach. Na rynku staje oczywiście największa jodła. Prócz tego ulice ubiera się w światełka. Orgia światła! Ale tak ma być  skoro atramentowa ciemność spada na ludzi już o 16. A gdy chmury są nisko cały dzień przypomina zmierzch.
W domach, w szkołach, firmach na stoły wyjeżdżają świece. Świece nierzadko można też spotkać na balkonach domów, zamknięte w latarenkach, albo w postaci dymiących ale odpornych na wiatr i mżawkę specjalnych otwartych lampionów.
Sklepy nie stroją się i nie wystawiają bożonarodzeniowych akcesorium 1 grudnia gdyż te już od Halloween (Halloween Szwedzi obchodzą w pierwszą sobotę listopada) są na widoku. Lecz im bliżej świąt coraz głośniej rozbrzmiewa świąteczna muzyka a w pasażach handlowych pojawiają się choinki.
W sklepach pojawiają się tradycyjne produkty świąteczne: chrupkie pierniczki, glogg,  biało-czerwone karmelkowe laseczki, czekoladowe pralinki w małych, kolorowych kokilkach, bożonarodzeniowa szynka, wędzony łosoś w cieniutkich plastrach no i julmust- gazowany napój o smaku pośrednim między staropolskim podpiwkiem a staro…amerykańską kolą.
W samym środku adwentu, 13 grudnia obchodzona jest Święta Łucja. Szpaler ubranych na biało dziewcząt (oraz chłopców, bo w Szwecji jest prawdziwe równouprawnienie) ze świeczkami w dłoniach, a pomiędzy nimi jedna – z koroną z płonącymi świecami na głowie- czyli Święta Łucja, występują w domach opieki, zakładach, szkołach i przedszkolach. Śpiewają piosenki opowiadające o tym, że mrok właśnie czmycha przed światłem, bo Święta Łucja światło niesie. Tak naprawdę w dzisiejszych czasach jest w tym trochę przekłamania, ale tradycja pochodzi prawdopodobnie z czasów kalendarza juliańskiego, kiedy to dzień Świętej Łucji przypadał na najkrótszy dzień w roku czyli na 21 grudnia.
Sklepy zaczynają szturmować klienci jakby święta miały trwać co najmniej miesiąc. Od wczesnych godzin rannych do późno popołudniowych ulicach, rzecz to niesłychana, płynie sznur aut.
A potem nadchodzi Wigilia. Choć w kalendarzu ten dzień zaznaczony jest na czarno to pracują tylko nieliczni: urzędy, banki, sklepy, choć te ostatnie zazwyczaj zamykają swe podwoje dużo wcześniej. Reszta zaczyna święta od rana.
Nie ma dwunastu potraw, nie ma postu, nie ma opłatka. Nie ma czekania na pierwszą gwiazdkę. W wczesnych godzinach popołudniowych rodziny gromadzą się przy stole na tradycyjny świąteczny obiad. Na stole króluje Julskinka czyli szynka bożonarodzeniowa- szynka wieprzowa zapiekana pod musztardowa skorupką naszpikowana goździkami. Do tego ziemniaki zapiekane w śmietanie z serem oraz buraczki, podobne do naszej ćwikły, ale krojone w drobną kostkę. Na deser ryż z bitą śmietaną i pomarańczami i jakieś ciasta. A wieczorem przychodzi Mikołaj (Tomte) i rozdaje prezenty. Czasem, gdy w domu brak już istot wierzących w tego grubego gościa w czerwonym płaszczu, zamiast tradycyjnych prezentów pod choinką urządza się loterię tak, jak ma to miejsce w rodzinie mojego zięcia. Wcześniej uczestnicy umawiają się ze sobą do jakiej mniej więcej wartości mają być „fanty” i jest zazwyczaj niewielka suma coś jakby w Polsce 10złotych. Fanty się pakuje ładnie i szczelnie, tak by nikt nie mógł zgadnąć co to jest. I rozpoczyna się losowanie. Każdy dostaje jakiś drobiazg i każdy ma niespodziankę. Jest przy tym masa śmiechu i wspólnej zabawy.
Szwedzkie Boże Narodzenie jest mniej ceremonialne niż polskie. Bardziej na luzie, bardziej nastawione na bycie ze sobą niż na całą otoczkę dookoła. Szwedzi nie są jakoś mocno związani z religią i kościołem, ale jest grupa ludzi którzy uczęszczają na msze i żyją wedle tego co im ich religia nakazuje. Ci oczywiście do tego co powyżej dokładają wizytę w kościele.
Jest też w Szwecji Kościół Katolicki, prowadzony najczęściej przez zakonników z Polski. W moim regionie są to Franciszkanie. 60km od mojego miasta jest kościół gdzie msze są odprawiane po polsku. W moim mieście jest tylko kaplica, ale i tu o północy odprawia jest Pasterka w której, o dziwo, uczestniczą nie tylko Polacy a ludzie z całego świata o najrozmaitszych kolorach skóry.
Ja nie jestem głęboko wierząca, raczej głęboko wątpiąca ostatnio, ale Pasterkę lubię za jej niesamowity klimat. Tak przynajmniej było w Polsce, gdy na Pasterkę chodziłam do wielkiego, przepięknego kościoła z XIV wieku, gdzie były organy podobne do tych słynnych w Gdańsku Oliwie. Do dziś mam dreszcze gdy wspominam tamtą chwilę, w gdy zaciemnionym kościele pełnym ludzi, zegar wybijał północ i wtedy w jednej sekundzie zapalały się ogromne, zwieszające się ze stropu kandelabry oraz światła na ołtarzu i w nawach, a organy pełnią mocy zaczynały grzmieć „Wśród nocnej ciszy” a wraz z nimi wszyscy ludzie w kościele. W cokolwiek kto wierzy i jakkolwiek tę wiarę wyznaje, ten moment jest chyba naprawdę porywający dla każdego.
W pierwszym roku mojego w Szwecji mieszkania, chora z tęsknoty za Polską, poszłam i tu na Pasterkę. Maleńka kaplica, skromna, przypominająca bardziej zwykły pokój niż kościół.  Brzuchaty zakonnik wygrywający na piszczałce kolejne kolędy i modlitwa po szwedzku. Niby bardziej to otoczenie przypominało to, sprzed dwóch tysięcy lat, ale takie to było obce i żałosne, że nigdy więcej nie poszłam.

A w tym roku święta są jak najbardziej moje. Bez pośpiechu, bez tłumów ludzi, bez stania przy kuchni przez kilka dni. Spokojnie. Powoli. Z czasem na zadumę, książkę i oglądanie chmur za oknem. Czego i Wam życzę nie tylko na te dni ale i na cały nadchodzący rok życzę.

7 myśli w temacie “Jul czyli Boże Narodzenie po szwedzku

  1. I takie były, właściwie, plus wirusy, czyli połowa rodziny kaszle i poleguje;
    ale tam, do Nowego Roku się wyleczy:)
    Kasiu, samego dobrego i najlepszego w 2017!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s