4. Zima zaskakuje drogowców i uliczników

Zaczęło się niewinnie.
Którejś nocy napadało śniegu, który szybko spłynął.
Wiatr się uciszył, wróciła jesień. A następnego dnia znowu wrócił. Już nie z północy, a ze wschodu. Od zawsze wiadomo, że wiatry wschodnie, to nie jest dobra opcja. U mnie w domu mawiało się, że „Ruskie wrota otwarli”.
Wiało, potem sypnęło drobniutką, białą kaszą. A po południu sypało już płatami.
Mimo to, temperatura była plusowa do wieczora. A wieczorem zamarzło. I trzymało.
To co płynęło po chodnikach w sobotni ranek przybrało formę stałą. Ludzie stąpali ostrożnie, powoli, krokiem ślizgowo-tanecznym.
Weekend przecież! Kto by tam ruszył się i zdecydował wykopać z chałupy towarzystwo drogowo-uliczne? Przynajmniej nie w moim mieście. Za miastem drogi tu i ówdzie polano solanką, ale niezbyt obficie. Jechaliśmy do mojej klientki w gości, na ogólną wizytę zapoznawczą i po drodze było naprawdę nie fajnie.
Wieczorem w niedzielę miasto było pokryte lodem lub śniegiem a najczęściej był to lód pod śniegiem. Wyłącznie. A tu rano trzeba do pracy się dostać. Jakieś 3km. Skuter wiadomo odpada. Rower mógłby być, gdyby nie ten wiatr. Przy prędkości 9 km/s nie daję rady pedałować nawet na najniższej przerzutce. Nie pod wiatr.
Uznałam, że to będzie dobry moment by wrócić do kijów.
Buty z kolcami, kije w dłoń, muzyka w słuchawkach i naprzód.
Ruszyłam dziarsko o 5.
Pięć minut później tylko mi zadzwoniło w czerepie. Nie upadłam, nie ma mowy. To oblodzony chodnik walnął mnie w głowę. Zdrowo, z całej siły, jakby wymierzał karę. Kolce? Kije? Buchacha! Trochę pokory!
Nim zdążyłam opanować przerażenie już pochylał się nade mną jakiś człowiek i pytał co ze mną, czy ma wzywać ambulans…Pozbierałam się jakoś, wstałam na nogi, stwierdziłam, że przy upadku kij się sam wypiął. Podziękowałam (chyba) panu. I…ruszyłam w drogę. Późno, koleżanka czeka, klucza nie ma, będzie stać pod drzwiami. Przeszłam jeszcze jakieś pięć kroków gdy dotarło do mnie, że dzwoni mi pod czaszką, że nogi mam miękkie, w głowie zamęt i że co ja robię w ogóle, wszak takie właśnie walnięcie spowodowało śmierć mojego ojca. No, okoliczności były inne, ale był upadek i uderzenie tyłem głowy o asfalt, potem krwiak. I kilka godzin potem było po wszystkim.
Zadzwoniłam do koleżanki i do szefa (nie odebrał).
I dylemat. Teraz trzeba się udać do jakiejś placówki medycznej. Szpital mam blisko, tylko przez park, ale czy dojdę? Oraz: czy mnie przyjmą? Szwedzki system pomocy doraźnej jest co najmniej dziwny. Jak potrzebujesz pomocy poza godzinami pracy twej przychodni dzwonisz na 1177. A tam decydują czy masz prawo udać się na tzw akut czyli coś w rodzaju ostrego dyżuru czy nie. Przez telefon. Tylko na 1177 zwykle trzeba poczekać…poczekać…i jeszcze poczekać wysłuchując komunikatu „Jest wielu dzwoniących masz miejsce 58 w kolejce”. Stwierdziłam, że nie będę tkwiła na ulicy piętnastu minut i czekała na zgłoszenie.
W nagłych wypadkach jest wszak 112.
Zadzwoniłam.
Jeden sygnał…
Drugi…
Trzeci…
Chyba z pięć ich naliczyłam nim się rozłączyłam. Dotarłam na „akut” na piechotę modląc się, żeby jednak ktoś tam był i mnie przyjął. Widać limit pecha wyczerpałam, bo nawet dość szybko otwarły mi drzwi trzy kobiety. Zmierzyły ciśnienie…i tyle. Stały nade mną  miałam wrażenie bezradnie.
Potem wyszły, potem wróciły i powiedziały, że odeślą mnie taksówką do innego szpitala, bo tam jest lekarz a tu będzie dopiero o 7:30.
W sumie mogłam zaczekać. Nim taksówka się zjawiła, nim dowiozła mnie na miejsce była prawie ósma. Na miejscu…pielęgniarz z pielęgniarką popatrzyli mi oczy i tyle.
Fakt, że oszołomienie mi minęło. Byłam przytomna, pamiętałam co się zdarzyło, nie miałam utraty przytomności, mdłości ani nic takiego. Dali mi kartkę z opisem wstrząśnienia mózgu, zaleceń na tę okoliczność, pouczyli, że jakbym poczuła się źle to mam szukać pomocy…I odesłali do domu. Znaczy chcieli bym sobie najlepiej wsiadła w autobus!
W końcu zadzwoniłam do męża. EM przyjechał cały przerażony i wściekły na brak posypki na lodzie oraz ogólną organizację.
W domu byłam o 10.
Z psem poszłam telepiąc się z zimna, bo pies nie rozumie, że Pańcia ma wstrząśnienie mózgu (w które zresztą sama zwątpiłam).
Kilka godzin później stwierdziłam, że chyba jednak…
Teraz literki zaczynają mi wirować.
A wpis ten już raz musiałam przerwać.
Tak że…na razie

12 myśli w temacie “4. Zima zaskakuje drogowców i uliczników

  1. Oj, niedobrze.
    Niedobrze, że przyszła już zima i niedobrze, że tak niefortunnie się przewróciłaś. U mnie przyjechałby zaraz ambulans i zabrał Cię do szpitala. Potem pewnie zrobiliby rezonans. Pewnie po paru godzinach ale zawsze.
    Szybkiego powrotu do zdrowia życzę.

    Polubienie

    1. Emigrata
      Co kraj to obyczaj…Rezonans kosztuje i są do niego kolejki. Skoro po trzech godzinach nie dało się zaobserwować żadnych niepokojących objawów, to pewnie nie było przesłanek.

      Polubienie

  2. Ło matko, ale początek zimy! Trzeba mieć nadzieję, że to zdarzenie wyczerpuje limit pecha na sezon zimowy! (Swoją drogą – myślałam, ze to polska specjalność, ze drogowcy są zaskoczeni…). 😉 Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Joanna – no w tym roku zaskoczyła naprawdę, bo jednak w pierwszym tygodniu listopada nie obserwuje się zamieci. Inna rzecz, że zaskoczyło ich w piątek rano, to do poniedziałku był czas się otrząsnąć i te chodniki posypać. Ale jak w WEEKEND?!

      Polubienie

  3. No pięknie.
    Jednak szwedzki system ochrony zdrowia jest co najmniej dziwny.
    Kompres na głowę i kontroluj, co się dzieje – czy nie masz mdłości, itp. Zresztą co ja Ci piszę, objawy znasz.
    Moja siostra swego czasu wywinęła orła na oblodzonym chodniku przy „szubienicach” w Olsztynie. Służba zdrowia zachowała się podobnie – proszę obserwować i tyle. Na szczęście skończyło się tylko na strachu. Oby i tym razem tak było.

    Polubienie

    1. Julia szwedzki system ochrony zdrowia ma przede wszystkim…zarabiać. A przynajmniej nie przynosić strat. Dlatego choć szpitale pełne sprzętu to nie używa się go ot tak…Procedury – sztywno wytyczone ścieżki postępowań.Na zasadzie czy pacjent ma takie i takie objawy? Nie. Koniec tematu. Tak? Odpowiedz na kolejne pytanie.
      Moja dusza ekonomisty się z tym zgadza.
      Dusza zwykłego, przestraszonego człowieka -nie bardzo, ale co robić?

      Polubienie

    1. Uważam, ale jakoś kiepsko, nie? W ciągu trzech tygodni trzy poważne wywrotki, po drodze oparzenie i stłuczenie drugiego kolana.
      Jak w najbliższym czasie przytrafi mi się coś jeszcze to chyba będzie jednak trzeba z kimś pogadać

      Polubienie

  4. Greetings! I know this is kinda off topic but I was wondering which blog platform are you using
    for this site? I’m getting fed up of WordPress because I’ve had issues with
    hackers and I’m looking at alternatives for another platform.

    I would be fantastic if you could point me in the direction of a good
    platform.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s