Tam i z powrotem

Dojechałam do domu w …

Dojechałam do domu w piątek, wczesnym popołudniem.
Pies się popłakał z radości.
Potem tak: zjadłam. Zasnęłam. Zjadłam. Wyprałam ciuchy ( kiedyś polskie proszki nie miały zapachu, teraz mają go w nadmiarze). Znowu poszłam spać.
Wczoraj posprzątałam. Podlałam kwiatki. Spotkałam się z nowym klientem. Zrobiłam mu styczeń.
A dziś wieczorem znowu jadę do Polski.
Tym razem już wiem na pewno po co.

Uczucia?
Spokój. Zgoda. I nie wiem co jeszcze, bo się pochowały. Tylko głowa boli codziennie.
I lewy bark, od wypadniętego dysku. Całe lewe ramię od szyi po palce. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s