Przyjechałam i jestem

Stwierdzam, że pogoda…

Stwierdzam, że pogoda jest świnia. Już mogłabym wybaczyć, że nie ma słońca. Ale odwilż?! Ta zgnilizna oblepiająca ciało, kasza po kostki na chodnikach, stopy w związku z tym natychmiast zmarznięte, przegrzane górą busy i zimno śmigające po nogach.
A mnie się wydawało, że zima nie taka zła?
Może i nie, ale nie tu.
TAM nie ma soli w mieście, śnieg na chodnikach ubity, posypany żwirem, więc nie ma kaszy. Busów nie używam, bo albo używam nóg albo samochodu. Tylko odwilż w powietrzu i kolorycie jest tak samo „łobziedliwa”.
A poza tym ciągnie mnie do sklepów jakbym przyjechała z Polski lat osiemdziesiątych do kraju zza żelaznej kurtyny.
Sklepy ciuchowe jeszcze jako tako omijam, bo i tak we wszystkim będę wyglądała tak samo czyli GRUBO. Ale już buty…i torby…To co innego. Nie wspominam o księgarni, bo już to jedno słowo sprawia, że mój portfel zaczyna sobie kręcić sznurek, a karty pierzchają w popłochu.
W księgarni spędziłam wczoraj chyba z godzinę. WSZYTKO bym chciała, nawet to, czego bym nie chciała!
Brałam w rękę, odkładałam, obchodziłam półkę w koło, i znowu brałam coś w rękę…
Cierpliwa Agnieszka z tyłu z mną. Cierpliwa..! Wrednie mi jeszcze pokazywała, że jeszcze to powinaś przeczytać, i to, i tamto, i tego autora sobie zapamiętaj i tę serię. Na koniec dodając sadystycznie „no ja nie kupuję, pożyczam z biblioteki”.
Czy ktoś rozumie ten skrajny sadyzm? A czy ktoś zrozumie, że chętnie poddałabym się tej operacji jeszcze nie raz a wiele razy.
Ja jestem dziecko komuny! Ja mam ciągle syndrom niespełnionych marzeń! O ile w każdym innym sklepie potrafię się opanować o tyle w księgarniach, sklepach z materiałami „piśmiennymi” oraz tekstylno-pasmanteryjnych dostaję małpiego rozumu. Nawet jak wchodzę po jedną, konkretną rzecz, to w środku głupieję, zapominam czego chciałam, bo chcę WSZYSTKO! Przy czym ma to zastosowanie wyłącznie w Polsce ( z wyjątkiem sklepów tekstylnych, bo tych w okolicach Miasteczka nie znalazłam). Na Wsi* wyboru nie ma. Każdy może sobie sobie kupić zeszyt jaki chce pod warunkiem, że będzie czarny, biały lub zielony.

Wreszcie zostałam wyciągnięta z księgarni i zaciągnięta do jadłodajni.  Różnej maści kluski i pierogi (tylko czemu nie RUSKIE?czemu???), obok jakieś slow food, dalej mcdonalds, KFC i coś tam jeszcze…I znowu: na WSI nie ma tak dobrze. W zasadzie masz do wyboru rybę, stek albo pizzę. I czy to jest nad morzem czy nad jeziorem, czy knajpa nazywa się Roma czy Cyrano wszędzie żarcie jest to samo i takie samo. I nic dla człeka, który nie po to idzie coś zjeść w mieście, żeby jeść mięso czy rybę.
A z jadłodajni poszłyśmy do kina.
I tu sobie uświadomiłam, że moja pierwsza ksywa internetowa „prowincjuszka” stała się moim nomen omen. Szfak. W kinie ostatni raz byłam …A tak coś około ośmiu lat temu! Niemal w tym samym składzie, zresztą. Nawet nie wiedziałam czy dam radę film oglądać i czytać napisy. Bo może okulary mam za mocne. Albo za słabe. Okazało się, że wcale mi nie były potrzebne. Trudno było mi tylko ogarnąć jednym spojrzeniem i ekran i napisy. Na początku znaczy, bo potem mózg się nauczył.
Najlepszy był pan bileter, który się zdziwił, że chcemy wejść na reklamy. Na reklamy?! Widać nie było po mnie widać, żem ze Wsi.

…O trudnych sprawach pomyślę kiedy indziej.
Tylko zanotuję
…Odkryłam, że czytanie na głos może być fajne.
Oraz zapytam: skąd wziąć szpitalne łóżko i czy można je pożyczyć z materacem? Oraz od razu?

*Na Wsi oznacza całą Szwecję 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s