Zima, jest zima

Ostatnie lata zimy …

Ostatnie lata zimy nie było. A w tym roku przyszła. Mrozi (któregoś ranka było -13!), śniegiem podsypuje i nie wieje. W sklepie, co rano można gruz i błoto szpadlami przerzucać (przesadzam, ale tylko troszeczkę).
Słońce nieśmiało wygląda i świat robi się ładniejszy.
Pies szaleje na śniegu, węszy, tarza się, gania za śnieżkami, rozkopuje i w ogóle ma uciechę nie z tej ziemi. Na szkolnym boisku, na które chodzimy co rano żeby się pobawić, ktoś ulepił i zostawił wielką kulę śnieżną. Tola najpierw ją próbowała oblizać, a potem po prostu na tę kulę wlazła. I włazi za każdym razem. Tak ma. Lubi włazić na różne podwyższenia. Głazy, cokoły, ławki.
Jak w psiej szkole, którą zaczęliśmy w ostatnią środę.
Kiedy któreś z nas, eM albo ja, przysiadło na ławce, Tola natychmiast pakowała swój zadek obok. No bo przecież w domu też zawsze siedzi obok mnie na  ławce w kuchni.

Szkoła dała nam wskazówki jak ćwiczyć z Tolą nawiązywanie kontaktu i ćwiczymy. W domu Tola jest pojętna i zainteresowana. W szkole…Gdyby była dzieckiem niechybnie zostałaby odesłana do szkolnego psychologa w celu potwierdzenia diagnozy ADHD. Wyrywała się, piszczała, zaczepiała wszystkich w około niezależnie od ilości nóg, była podekscytowana i kompletnie nie zainteresowana zajęciami i ćwiczeniami. Serek bądź kiełbaskę wyjadała z rączki, a jakże..i tyle było jej zainteresowania przedmiotem. No, świadectwa z czerwonym paskiem to to „dziecko” z pewnością nie otrzyma.
Tak więc ćwiczymy w domu i na spacerach.
Następna lekcja już w środę. I zobaczymy.

Mama już w domu. W niedzielę udało mi się porozmawiać z lekarzem.
Tylko dlaczego lekarze przybierają taki …”inkwizytorski” ton? Moja matka ma 74 lata. Jest wciąż jeszcze sprawna na umyśle, nawet jeśli czasem gubi wątek lub mówi nie to co zamierzała. Dlaczego więc lekarz mnie pyta tym tonem kiedy ją ostatnio widziałam i dlaczego nie poszłam z nią do pulmonologa.
…Ech…W Szwecji nawet do ewidentnie lekceważącego zalecenia pacjenta nikt nie zwróciłby się takim tonem. Nie wolno. Nie wolno być protekcjonalnym, oceniającym, krytycznym do nikogo a już na pewno nie do osoby chorej i jej rodziny.
No trudno, tak jest i trzeba jeszcze sporo czasu by się zmieniło.
W poniedziałek mamę zoperowano – noga była złamana w biodrze. A we wtorek, późnym wieczorem mama już była w domu.
Gdy zadzwoniłam, usłyszałam:
– Znowu masz przeze mnie kłopoty…

Cholera. Na ile jej decyzja o nieleczeniu się wynika z niechęci do „sprawiania kłopotu”?
Niby w lipcu prosiłam o konsultację z psychologiem/psychiatrą, ale wtedy mama była tak zagubiona, że prawie nie pamięta co się działo.
Myślę sobie, że może jak tam będę to poproszę jakiegoś psychologa o wizytę domową? A może księdza? Księdzu by się może wyspowiadała. Przed psychologiem raczej tego nie zrobi. Tylko to musiałby być naprawdę mądry ksiądz, pełen empatii.
Niełatwe.
Nie ma już we mnie złości na nią, gdy widzę i słyszę jak gaśnie, oddala się od tego świata. Nie ma też we mnie takiego żalu, przerażenia, jak wtedy gdy odchodziła Baśka. Patrzę na mamę i nie widzę matki, tylko starego, samotnego do bólu człowieka, który sam zmarnował sobie życie. Co czuję? Współczucie, smutek, że mogło być inaczej gdyby tylko…
I tak to się życie plecie.
A Zuzi rusza się pierwszy ząbek. Dolna jedynka. I coraz częściej zamiast „lowel” mówi „rower” choć to R jeszcze nie takie całkiem warczące, ale jest już blisko, blisko, dosłownie na końcu języka.
To JUŻ??? Kiedy zleciało to pięć i pół roku. A pamiętam jak wczoraj moje przerażenie, gdy Misia powiedziała, że jest w ciąży.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s