Naprawdę nie wiem jaki tytuł…

Tola leży na moim …

Tola leży na moim łóżku i obgryza butelkę po napoju. eM początkowo protestował przed dawaniem jej butelek do zabawy bo chyba jeszcze nie wyrósł z dziecięcego etapu sprzedawania butelek (sprzedawaliście? ja tak. za dziesięć butelek dostawało się 10zeta, a tyle kosztowała czekolada, poza tym za butelki kupiłam sobie swoją pierwszą i jedyną lalkę z długimi, prawdziwymi włosami). Zatem eM nie wyrósł z tego etapu i kiedy specjalnie, niby przypadkiem, zostawiałam butelke w zasięgu zębów Psicy mąż natychmiast reagował:
-To dwie korony! – i odbierał dziecku cukierka. Bo Tola butelki kocha. Bardziej od butelek kocha tylko smoczki dziecięce. Pewnie dlatego, że te rekwirujemy natychmiast i bezwzględnie – są małe, a Toli paszcza wielka i łatwo o nieszczęście.
Wreszcie udało mi się eMa przekonać, że co prawda skarb w postaci butelki to 2 korony, ale kolejna zabawka dla Psicy to co najmniej 50.
Prócz smoczków i butelek Tola kocha plastikowe kapcie. Takie zwykłe, moja, kupione w Polsce za 15zł. Ale i Pańciowymi Crocksami nie pogardzi. Przy czym ich nie niszczy za bardzo, jedynie żuje.
Prócz smoczków, butelek i kapci Tola uwielbia jeszcze papier, ze szczególnym uwzględnieniem chusteczek higienicznych. Zostawiona nieopatrznie chusteczka zmienia się natychmiast w strzępki. W podkradaniu tego Tola jest mistrzem szybkości i przebiegłości.
Najmniej fajne zabawki to te, przeznaczone dla niej. Węzełek? Piłka? Szmaciana obręcz? Nie rozśmieszaj psa.
Jak dziecko.Jak dziecko.
My też jesteśmy jak dzieci.
Święta idą. Całe miasto jarzy się światełkami. Na balkonach przybywa ozdób. To już nie udająca igliwie girlanda. To już kilka rzędów światełek. Do tego różne inne akcesoria – choinki, bałwanki, mikołaje, w oknach gwiazdy, adwentowe świeczki, latarenki z ledowymi lub prawdziwymi świeczkami…
Więc my też.
Najpierw była same świeczki, ale gasły. Wiadomo: deszcz, wiatr…Kupiliśmy latarenki. Potem zapletliśmy girlandę wokół barierki. Ale jakoś mało było. Przy okazji zakupów zajrzeliśmy do na dział z ozdobami.
Zaproponowałam kolorowe, dość stonowane światełka wokół okna. Ale eM zobaczył świecące misie polarne, mikołaje, koziołki…Duże były koszmarnie drogie (oraz koszmarnie tandetnie wyglądały, ale co robić). Małe były tańsze i ich jarmarczność malała adekwatnie do gabarytów. eM miał błysk w oku. Westchnęłam.
– Światełka i mały miś? -zaproponowałam.
– To razem będzie tyle co duży miś – obliczył natychmiast.
Zgadnijcie co teraz stoi dumnie na balkonie?
Mówcie mi: Pani Griswoldowo.
Ale Boże Narodzenie jest takie trochę kiczowate, więc niech już tak będzie. I tak udało mi się uniknąć zakupienia kolejnego zestawu ozdób choinkowych. Jak dotąd przynajmniej…
Adwent w Szwecji jest radosny, choć aura nas nie rozpieszcza. W ostatni poniedziałek mieliśmy zimę. Zimę, która chyba tym razem zaskoczyła drogowców. Poranna droga do pracy i z powrotem była koszmarem. Zamarznięta gruda na chodniku, rozdyźdana breja na jezdni zepchnięta pieczołowicie na przejścia dla pieszych oraz przejazdy dla rowerów. Oraz wiatr; miał imię, ale mi wyleciało.
Dwa dni było spokoju a teraz atakuje Helga. Wściekła, dodałabym, bo takiej wichury -silnej i długotrwałej nie pamiętam.
Sezon na Julbord trwa.
Zaliczyłam ten najważniejszy dla mnie, w Fotoklubie.
Znów siedziałam w kąciku, nie odzywałam się nie pytana, pytana gotowa byłam zagadać na śmierć. Moja historyjka o Karpiu i mamusi jakoś nie wzbudziła uśmiechów a jedynie…zgorszenie. Winą był mój język czy inna mentalność, która każe uważać na uczucia dzieci?
Zastanawiałam się czemu Fotoklub jest dla mnie taki ważny. I chyba już wiem. Fotografia jest dla mnie ważna. Stała się ważniejsza od..bloga, od pisania. Chyba dlatego, że mój szwedzki do pięt nie dorasta polskiemu. Zatem nie mogę pokazać siebie i swojego świata za pomocą słów. Więc zastępuje to obraz. Coraz lepszy obraz, dodam nieskromnie.
Z okazji Julbord u fotografów zrobiłam sobie nowy image. Ścięłam włosy w modnego boba, ufarbowałam na gorzką czekoladę i…voila:

O koszmarnym bólu ramienia i ręki, bólu nie dającym spać, bólu wyciskającym łzy z oczy, bólu nie dającym się ukoić ibupromem – nie chcę pisać. Powiem tylko, że ćwiczę, biegam do fizjo, szukam yogi.
Tak samo jak nie chcę pisać o tym, że lek ostatniej szansy u eMa nie przyniósł żadnego efektu, więc następna w kolejce jest operacja…
Nie chcę tez pisać o coraz słabszej mamie, która czasami nie ma siły wstać z łóżka.
Nie chcę o tym pisać, ani myśleć.
Nie teraz. Pomyślę o tym po świętach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s