Na Warmii

Ranki są zamglone, …

Ranki są zamglone, potem wychodzi słońce i robi się ciepło.
Łażę z aparatem po Miasteczku. Łażę rano, w południe i wieczorem. Cieszę oko. Zachowuję obrazy na potem.
Takie obrazy:
 

 

Jest jak w piosence Daukszewicza
„Tu Pewex wytworny, tu obskurny bar”.
Jest.

Poszłam na cmentarz sprawdzić jak sytuacja.
Ciotka Wanda rozpromieniła się na mój widok.
-Cześć gruba!
Nie obraziłam się. Nie zirytowałam. Ciotka taka jest. Dyplomatka z niej żadna. Ale za to jest szczera. Z leciutko złośliwym poczuciem humoru. Zawsze się jej trochę bałam.
Tak naprawdę to nie jest moja ciotka, tylko przyrodnia babcia. Jej mąż (wujek Paweł, zmarły cztery lata temu) był przyrodnim bratem mojego dziadka. Ech, skomplikowane powojenne czasy.
-Jak mama?
Opowiedziałam.
-…nie miałam pojęcia co robić – zakończyłam opowieść o sytuacji z lata.
Ciotka parsknęła śmiechem.
-Jak to co? Wracaj!
-A z czego będę żyła?
Ciotka znów parsknęła śmiechem.
-No coś ty! teraz to będzie dobrobyt. Właściwie to już jest, od wczoraj. To co się martwisz.

Ciotka mówi z takim pięknym, wileńskim  zaśpiewem. Wujek też tak mówił. Lubiłam barwy ich głosów, ten inny akcent, tę piękną gramatykę. Szkoda, że ten świat odchodzi. To dlatego tak lubię słuchać Reginy. Ona mówi podobnie, tylko jej polski jest już bardziej naleciały rosyjskim.
Szłam sobie główną aleją cmentarza (zawsze wtedy mi się przypomina TSA 51).


I spotkałam kolejną ciotkę. Ciotkę Wiesię.
I znowu ten melanż. Ciotka Wiesia nie jest moją krewną, choć nosi takie samo nazwisko jak ciotka Wanda. Właściwie to nie jestem pewna jakie są koneksje rodzinne, ale zdaje się, że jej mąż jest kuzynem jeszcze innej ciotki…Melanż, mówię.
Pewnie gdyby to były to inne czasy i inne miejsce to bym ich nawet nie spotykała.
Przesiedleni spod Wilna trzymali się razem, bo tylko siebie mieli. A że ojciec był sierotą, to miał tylko ich…Przyrodniego stryja, stryjecznego stryja, ich rodziny i rodziny ich żon…Trzymali się razem. I ojciec z nimi do 80tego roku.
Po jego śmierci się zmieniło.
I tak stałam się osobą która nie ma innej rodziny poza mężem, dziećmi i matką. Zniknęli z mojego i Baśki życia właśnie wtedy, gdyśmy ich najbardziej potrzebowały. Tak wyszło. Miałyśmy wszak matkę, a oni mieli jej chyba za złe, że za szybko wyszła drugi raz za mąż. Chyba mam do nich odrobinę żalu. Ale…może to my nie chciałyśmy tam chodzić? Miałyśmy 17 i 15 lat. Wtedy ciotki pouczające jak żyć to ostatnie, co człowiek chce spotykać.

O. I tak to znów w okolicy Zaduszek zaplątałam się w historie rodzinne.
A zaraz jadę do Olsztyna. Umówiłam się na masaż.
Lewy bark rwie jak głupi. Ból, w dzień utrzymany w ryzach dzięki paracetamolowi i rozruszaniu, w nocy rozlewa się na całe plecy i lewą rękę aż do palców. Nie pomaga na to łoże madejowe na którym śpię u mamy. Wersalka jest tylko troszeczkę mniej twarda od deski. Wstaję co rano obolała. Będę szczęśliwa, jak wrócę do siebie, na swoje łóżko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s