Ostatnia naiwna czyli fałszywy jak…Szwed(?)

Siedzą we mnie …

Siedzą we mnie niewypowiedziane emocje. Złość? Nie, może trochę. Bardziej zawód . I zaskoczenie. Że naprawdę są TACY ludzie? Ludzie, którzy patrzą ci w oczy, uśmiechają się do ciebie, są mili, przyjacielscy, naprawdę zdający się być godni zaufania, ludzie, którzy w końcu okazują się …Nie wiem kim. Nie wiem jacy. Fałszywi? Cyniczni? Wyrachowani?
Chyba pierwszy raz w życiu zetknęłam się z czymś takim.

Kiedy w lipcu, przed wyjazdem na urlop zapytałam szefa czy mam wrócić „tutaj” czyli do Akwarium do pracy odpowiedział, że tak,  oczywiście.
Wróciłam.
Roboty nie było, co uczciwie zameldowałam szefowi.
Powiedział, że to nic, żebym zajęła się przygotowaniami do własnego startu.  
Karnie, dzień po dniu przychodziłam na godzinę 8:30 lub 9. Zostawałam do 13. Ponieważ nie było co robić, pomyłam okna, posprzątałam, parzyłam kawę, starałam się być jakoś tam użyteczna, no bo to głupio siedzieć w pracy i tak bez skrupułów, oficjalnie robić nic.
W między czasie trwały między nami rozmowy na temat mojej firmy.
Najpierw o miejscu. Przed moim wyjazdem stanęło, że wezmę pokój, w którym aktualnie pracuję. Trochę się martwiłam, bo cenę usłyszałam 3 tys, a to nie mało. Wspomniałam, że wolałabym coś mniejszego, któryś z tych pokoi bocznych, małych, może 10metrowych.
– No ale wiesz, będzie ci potrzeba dużo miejsca, będziesz miała masę dokumentów -odpowiedział mi. Zgodziłam się, mówiąc:
-Okej, jakoś dam radę, pracujemy razem od pół roku, już widzę, że da się z tobą dogadać, mnie też już chyba zdążyłeś poznać, wiesz jak pracuję, wiesz, że nie robię problemów, będzie dobrze.
Przytaknął mi. Za jakiś czas przyszedł do mnie:
– Zobacz, tu jest lista, to są firmy, które będą twoje.  Ta X jest dobra, facet inwestuje, będzie się działo, będzie dużo pracy, ta Y trochę gorsza – facet nie chce płacić, ale powiesz mu, że ma ci płacić z góry…No i ta, Stefana, to już wiesz, bo robiłaś. W tych  pozostałych nic na razie się nie dzieje, ale zaraz się rozkręcą.
Potem rozmowy o podziale kosztów. Internet, telefon? Nie myślał o tym. Pomyśli. Meble…A właśnie.
– Słuchaj, tak pomyślałem, ten pokój będzie dla ciebie rzeczywiście za duży. Będzie ci trudno na początku go utrzymać. Może jednak weźmiesz ten mały, wiesz ten obok Milana.
Ucieszyłam się. Jasne, pewnie, że tak…
– Bo wiesz…koszty to nie tylko pokój. Dojdzie jeszcze elektryczność no i koszty sprzątania. Wiesz tu jest masa metrów, chcę zatrudnić firmę sprzątającą.
– Ale po co ci firma sprzątająca? Jest nas tutaj 4 osoby.  Nie ma komu brudzić, sprzątanie tutaj to najwyżej 2 godziny w tygodniu. Przecież to robię, to wiem.  Mogę to robić. Rozliczymy to w czynszu. Wiesz, że nie mam pieniędzy, a póki nie zdobędę klientów to każdy grosz ma dla mnie znaczenie.
 – Nie pomyślałem o tym, ale brzmi dobrze.
I tak sobie budowaliśmy wspólny biznes. Wyglądało dobrze. Wyglądałoby, gdyby nie to, że co kilka dni L. miał nową ideę.
– Wiesz, ten mały pokój, to jednak nie,  tu taki gość chce mieć biuro, on rzadko tu będzie, nie potrzebuje dużo miejsca, ale musi mieć gdzie trzymać swoje dokumenty.  A ten duży to jednak naprawdę będzie lepszy, bo …coś tam..tam…
Okej może być duży.
Za kilka dni, gdy zbliżał się termin składania deklaracji poszłam z listą firm, które mi dał, ustalić komu jaką deklarację.
– Firma X? Nie, nie, to przecież moja była żona będzie robiła. Ja ci to napisałem? Pomyliłem się, ona już z nimi rozmawiała, wiesz, to przecież nie będę im co chwila zmieniał.
Zgrzytnęło. To miała być ta dobra, obrotna firma. Szkoda, kurde, no ale skoro ona już z nimi gadała…
Za jakiś czas wrócił temat pokoju:
– Nie, jednak ten mały, ale nie ten, ten co teraz ma go Milan. On ma swoje plany i chyba się wyniesie, wzięłabyś ten?  On jest większy, będzie ci lepiej. Bo te dwa obok mnie to ja połączę z moim.  
– Nie ma problemu, jak będę miała to sprzątanie, to mogę nawet i ten największy wziąć.
– Sprzątanie, a nie, nie. Zapomniałem, że już wcześniej moja była żona mówiła, że ona mogłaby tu sprzątać. Już dawno to było, to zapomniałem…A ten duzy to bierze taki gość, co firmę transportową rozkręca.
Już nie zazgrzytało. Już się pojawiło uczucie, że coś jest nie tak, że kręci, że jest nie w porządku. Że okej, raz zapomniał o tym tamtej obiecał firmę, ale teraz znowu „przypomina się” o sprzątaniu?
Kiedy po kilku dniach znowu wrócił do tematu pokoju już się nie ekscytowałam. Zaczęłam się irytować. Bo znowu – ten też nie, bo coś tam, jednak ten duży, będziesz go dzieliła z kimś innym może, ale dla ciebie dobre, bo taniej, no i nie będziesz ciągle sama.
A po jeszcze kilku dniach.
W sumie to wiesz, pod nami to całe piętro jest wolne, jak byś chciała to możesz wybierać któryś z tych na dole. Tam jest masa miejsca. I wiesz, tu przyjdą inne firmy, to będziesz miała kontakty z innymi, to nawet lepiej dla ciebie.
Myśl „chce się mnie pozbyć?”. Dlaczego mi zwyczajnie nie wymówił? Ale było dobrze, mówił, że nie ma zastrzeżeń, cały czas go pytałam i zawsze mówił, że jest dobrze. Czemu teraz zmienił front? O co mu chodzi?
Zniecierpliwiłam się. Powiedziałam:
– Wiesz, ja się zastanawiam, że chyba jednak póki mam tak mało klientów, to będę pracowała z domu. Muszę myśleć o kosztach
-Tak, tak, masz rację .
Sierpień zbliżał się do końca. Zbliżał się termin wypłaty za lipiec ( w Szwecji zwyczajowo wypłata jest 25 dni po zakończonym miesiącu. Czyli za lipiec -25 sierpnia). Zaniosłam mu raport z ilością godzin.
60 godzin pracy. 50 urlopu.
A kuku!
– Ale za urlop to ci się nie należy wynagrodzenie. Przecież nie przepracowałaś u mnie roku.
…?!…Odebrało mi mowę. Poczułam się ogłuszona, bo naraz okazało się, że dostanę połowę wypłaty.
Tak, wiem, że nie minął rok, ale wiem, że mimo to, gdyby chciał to mógłby mi zapłacić i ująć to w kosztach. Tu prawo nie jest tak restrykcyjnie przestrzegane, a świadczenia dla pracowników są zawsze kosztem.
Potem jeszcze, że może jednak zapłaci mi gotówką, za te 60 godzin. Czyli na czarno. Dla mnie to 30 procent więcej, bo brutto, policzyłam sobie. Stracę tylko 1/4, a nie połowę tego co sądziłam, a to ważne teraz, gdy utrzymuję matkę i płacę jej rachunki oraz opiekunkę.  Zgodziłam się. Poczułam co to znaczy mieć „nóż na gardle” . To, że L. wie dokładnie o mojej sytuacji, nie miało znaczenia, no bo co go mogą obchodzić moje problemy?
Następnego dnia zaniosłam listę godzin za sierpień, bo też się kończy.
I znowu a kuku!
– Ale przecież nie pracowałaś  cały miesiąc. Zapłacę ci tylko za te godziny, kiedy pracowałaś dla mnie. Bo przecież większość czasu zajmowałaś się swoimi sprawami.  
Znowu mnie ogłuszył. Zaniemówiłam.Zrobiło mi się ciemno w oczach.
Bo nie było o tym mowy. To po co szarpałam się z psem rano, laciałam ze sprzątania z jęzorem na brodzi, żeby szybko wyprowadzić psa, i być na czas w pracy? Po co siedziałam dzień w dzień w nagrzanym pokoju, zamiast iść z psem na plażę? Byłam do dyspozycji! Słowem nie wspomniał, że nie będzie mi płacił, że nie muszę przychodzić. Że zadzwoni jak będę potrzebna.
Zdołałam tylko pokiwać głową i wykrztusić, że w takim razie już dziś zabiorę moje rzeczy i powiem Hej då.
Drżącymi rękami poskładałam co mogłam do reklamówek i pudełek. Było mi przykro. Poprosiłam o rozmowę.
– Czy zrobiłam coś źle? – zapytałam.
Zdziwił się.
– Mam wrażenie, że jesteś niezadowolony z mojej pracy. Ze mnie.
– Ale dlaczego?
– No właśnie nie wiem dlaczego, po prostu mam takie uczucie.  
– Nie, nie, nie. Wszystko jest dobrze. Jestem bardzo zadowolony, ale wiesz. Ciężko jest. Ciężko o robotę, mało pieniędzy, ale nie wszystko jest w najlepszym porządku, przecież będziemy współpracować. Te firmy ci daję. Zgraj sobie księgowość. Stefana też. Stefan to dobra firma. Weź też jego papiery od razu…Albo wiesz co? Zadzwoń do niego. Powiedz, że ja powiedziałem, że oddałem go tobie…A jutro nie przyjdziesz? Masz urodziny to chyba zjemy jakiś tort, co?
Tak. Miałam urodziny. Okrągłe, pięćdziesiąte. Tu, w Szwecji bardzo uroczyście świętowane. eM dostał od firmy dodatkowy dzień urlopu i wypasiony prezent. Na prezent nie liczyłam, ale skoro czekają, wiedzą…
Przyszłam z tym tortem, ostatnia naiwna. Dostałam życzenia i szoku. Jak mówili w jakimś kabarecie. Nie dostałam nawet kwiatka. A jedynie i dosłownie „uścisk dłoni prezesa”.
Epilog
Kilka dni potem zadzwoniłam do owego Stefana.
Odpowiedział, że dla niego okej, ale jeszcze z L. musi pogadać, żeby się upewnić i żebym zadzwoniła w następnym tygodniu to ustalimy resztę.
Zadzwoniłam.
– Tak, rozmawiałem z Lennarta. On powiedział, że jego była żona będzie nadal to robić, tak jak poprzednie lata.
Czyli została z dwoma klientami Polakami, których sama zdobyłam.

Komentarz chyba nie jest potrzebny?
 Ale gdyby jednak, to jako komentarz dodam jeszcze jedno.
Z ciekawości poszukałam pokoi biurowych w mieście, w innym niż tamten budnku.
I okazało się, że za pokój o powierzchni około 20m kwadratowych czyli podobny jak Akwarium zapłacę około 1500koron.



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s