Ulewa mi się

Zawsze mi się …

Zawsze mi się wydawało, albo może lubiłam tak o sobie myśleć, że jestem osobą bardzo cierpliwą. Jednak ostatnio dzieje się i wystawia tę tezę na dużą próbę.
I sama nie wiem…Mam rację czy się czepiam?
Najpierw sąsiadka z Polski zwana Panią Prezes.
Pani Prezes jest służbistką, osobą wielbiącą papierki, uwielbiającą świadczyć pomoc innym sąsiadom. Problem w tym, że wraz ze zgodą na pomoc człowiek musi zaakceptować, iż ta pani będzie mu ustawiała całe życie. W myśl zasady daj palec a wezmę całą rękę.
W pomroczności jasnej, poprosiłam ową sąsiadkę o pomoc w odbieraniu matczynej emerytury z banku. Matka, choć po domu porusza się całkiem sprawnie, do banku jednak nie dotrze. A karty bankomatowej nie ma. Nie miałam nikogo innego, kogo mogłabym tym obowiązkiem obciążyć.
Poprosiłam Panią Prezes…
Ledwie dojechałam do domu po urlopie, zajęłam się chorym Kociem, zwariowanym psem oraz tysiącem innych spraw gdy zadzwoniła moja koleżanka Ala. Zadzwoń do Pani Prezes, bo ona mnie nęka. Machnęłam ręką, powiedziałam, że zadzwonię jak się ogarnę.
Kocio …wiadomo.
Wróciłam do domu po ostatnim z nim pożegnaniu. Miałam chęć schować się kąt…A tu telefon. Znowu Ala. Bo Pani Prezes ją nęka telefonami i zadzwoń do niej, zadzwoń, zadzwoń, bo ona coś nie wie z tym bankiem i koniecznie zadzwoń.
Ala naciskała, wreszcie odburknęłam coś, żeby mi dały wszystkie spokój, właśnie uśpiłam Kocia, i naprawdę dylematy Pani Prezes mam w du…gdzieś.
Ala się chyba obraziła.
Zadzwoniłam do baby…Na wstępie zostałam zrugana za to, że nakrzyczałam na Alę, że to niewdzięczność i w ogóle powinnam przeprosić, bo Ala…Wysłuchałam cierpliwie, puszczając mimo uszu. Wyjaśniałam wątpliwości dotyczące spłaty kredytów. Mój błąd, że od razu nie zgasiłam jej zapędów do przejęcia kontroli nad matczynymi, pożal się boże, finansami. Ale myślałam, że dobra- zajmie się tym i da spokój. Mało tego – podałam jej mój numer telefon. Naiwniaczka, sądziłam, że od długiego i częstego ględzenia powstrzyma ją koszt. Niestety! TP SA wprowadziło jakąś usługę dzięki której sąsiadka dzwonić do mnie może za darmo. I się zaczęło.
Telefony co drugi dzień, szczegółowe zdawanie relacji ze wszystkiego, pieczołowite wyliczanie grosików, które zostały po dojęciu sum takich to a takich. Każda rozmowa to co najmniej pół godziny ględzenia i powtarzania w kółko tego samego, przy jednoczesnym braku słuchania tego co mówię.
Zaparła się, że ona zajmie się maminymi długami. W sensie, że ustali ile i komu. Machnęłam ręką, sądziłam, że matka jej po prostu nie pozwoli w tym grzebać. Pozwoliła…
Dominika pojechała do babci i dzięki temu dostałam aktualny obraz sytuacji.
Pani Prezes przyłazi co chwila, ciągle ma coś do powiedzenia, do zapytania, do zdecydowania. Naciska matkę na leczenie, na wykup gotowych obiadów, na zmianę zamka, dorobienie kluczy i bóg wie co jeszcze.
Prócz niej przychodzi opiekunka z MOPSu dwa razy dziennie a do tego jeszcze Gośka-sąsiadka-koleżanka od kieliszka.
W efekcie w domu jest jak na dworcu. Baby ciągle łażą, gadają jedna przez drugą, a każda głośna i gadatliwa, każda namawia matkę na różne rzeczy, różne rzeczy jej mówiąc…
Kroplę przelało żądanie Pani Prezes by Dominika, która właśnie została właścicielką mieszkania matki na podstawie aktu darowizny, NOTARIALNIE dała komuś pełnomocnictwo do podpisywania UCHWAŁ WSPÓLNOTY MIESZKANIOWEJ.
Noż…Pani Prezes łaziła w tym celu kilka razy do matki i Dominiki, domagała się wręcz obecności przy notariuszu, wreszcie spasowała, ale zażądała dla siebie kopii aktu (!) bo jej to potrzebne do dokumentacji.
Zadzwoniłam żeby jej powiedzieć, żeby przestała się wygłupiać, że matka nie jest ubezwłasnowolniona i jest w stanie póki co podejmować własne decyzje. Miało być spokojnie, ale się nie dało. No nie dało. Nie słuchała mnie w ogóle, nadęła się gdy powiedziałam, żeby zostawiła sprawy matczynych długów w spokoju, bo prosiłam ją tylko o odbieranie emerytury i że trochę przesadza.
W efekcie wysyczała mi, że ona w takim razie odcina się od wszystkiego, radźcie sobie sami. Na co ja powiedziałam „no i dobrze” i rzuciłam słuchawką.
…Jeszcze mnie cholera trzęsie. Nie wiem. Jestem niewdzięczna? Czy naprawdę nie mogłam się pohamować? Być bardziej cierpliwa? …Miałam rację? Czasem, z niektórymi ludźmi naprawdę nie da się rozmawiać po ludzku. Delikatnych aluzji nie łapią, a gdy im się wyrąbie prawdę wprost to się obrażają: „mogłaś powiedzieć od razu”.
Dominika wraca jutro a jako bonus przywozi zrozumienie dlaczego ja za żadne skarby świata nie chciałabym zatrzymać tego mieszkania, dlaczego po każdym pobycie w Miasteczku wracam zmęczona, dlaczego przy każdym kontakcie z urzędami dostaję piany na pysku.
Okazało się, że np. Urząd Miasta chce aby Dominika NOTARIALNIE ustanowiła pełnomocnika, który w jej imieniu będzie odbierał korespondencję dotyczącą nieruchomości. Jaką? A na przykład informację o wysokości podatku od nieruchomości. Bo inaczej to każdy może sobie wziąć taki list..i…Co? Co do cholery może zrobić przestępca z informacją, że Pani XY posiada mieszkanie i płaci za nie 500zł podatku rocznie. Co zrobi przestępca z taką informacją? I czy na pewno nie dowie się tego samego w przyjacielskiej rozmowie z panią Zosią urzędniczką. Polska ma chyba jakąś paranoję, naprawdę.
A w efekcie chorego systemu najwięcej zarabiają notariusze jak widać.
Wiecie ile kosztuje akt darowizny mieszkania wartego około 100pln? 2000złotych. DWA TYSIĄCE! 5tysięcy koron! Tyle, ile przeciętny Polak zarabia w ciągu miesiąca.
Grrr…
Druga sprawa to mój aktualny szef..ale to temat na inny czas.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s