Zawirowania

Dni pędzą jakby im …

Dni pędzą jakby im kto dopalacze włączył.
Dopiero co zaczynał się lipiec a tu już lato powoli odchodzi.
Rano, gdy wstaję, jest ciemno. Jadąc na sprzątanie oglądam wschody słońca. Lipy przy parkingu koło mojego bloku posypały żółtymi liśćmi. Gęsi latają kluczami i urządzają sobie sejmiki na polach. A pola coraz częsciej puste, czarne albo najeżone kolcami ściernisk.
Ech…Lato, jakże cię zatrzymać..?
Czerwiec i lipiec, zwyczajowo najcieplejsze miesiące w roku tym razem zagrały na nosie wszystkim. Lało, padało, siapiło. No zimno było. Za to teraz, od dwóch tygodni, szwedzkie lato a porywach nawet i polskie (różnica około 10stopni). Tylko ranki zimne. 11, 8 stopni. Na skuterku bywa chłodno nawet w ocieplonej kurtce.
Za po południu cichnie wiatr, robi się gorąco.
Tola kładzie się na płytkach w przedpokoju i dyszy.
Wyprowadzona na siku – odmawia wszelkiej aktywności i współpracy. Po prostu rzuca się na trawę, najlepiej tam, gdzie jest cien i przewiew i naprawdę -trzeba dużego sprytu by przekonać ją, że wracamy do domu.
Na początku po prostu ją stawiałam na łay, ale się besti zcwaniła i jak tylko nad nią staję, przewraca się na grzbiet. Przewrócenie jej ..cóż. Próbowaliście kiedyś przewrócić na plecy węża? Bo wydaje mi się, że to tak włąśnie wygląda. Przekręcasz odwłok, sięgasz do głowy, przekręcasz ją, a w tym czasie odwłok zajmuje pozycję poprzednią.
Czasem, z zaskocznia uda mi się odwrócić całą Tolę na brzuch, złapać jedną ręką za szelki, drugą pod brzuchem i postawić na łapach. Ale nie, nie ma co odtrąbiać triumfu. Bo ledwie cofnę rękę bydlę powtarza scenę z Króla Lwa. Scenę w której mały Simba mówi do stryja Skazy, że będzie królem. Na co Skaza odpowiada z sarkazemem: O jakże się cieszę. wybacz, że nie podskoczę, ale boli mnie grzbiet – i wali się na ziemię. Tola też tak się uwala. LUP! Tola delikatnie ułozyła swe ciało na podłodze.
Niestety jest małpa inteligentna. Uczy się błyskawicznie…jak nie robić tego na co nie ma ochoty.
No ale…wiecie…jak człek wraca do domu, i takie 20kilo miłości rzuca mu się na szyję…na dobra, na razie na biust. I rozdaje całuski. Przy okazji ogonem zwlając wszystko co stoi niżej.
No nie da się nie kochać.
Jest jeszcze jedna korzyść (chyba) z posiadania Toli.
Socjalizacja z sąsiadami.
Lubię moich sąsiadów. Prawie wszystkich. Ale przecież nie aż tak, żeby po kolei z kazdym w ciagu dnia uprawiać życie towarzyskie za każdym razem jak wyprowadzam Psicę na siku. A tak to wygląda.
Teresa, sąsiadka na miejscu Ingrid i Rasmusa, posiadaczka dóch kotów prosi by jej pozwolić zając się Psicą gdy zajdzie taka potrzeba.
Sąsiad z drugiej strony, wielbiciel ptaków, ojciec dóch chłopaczków, nauczył się wołać Tolę, jego żona, dotąd uśmiechająca się tylko zaczęła ucinac sobie pogawędki, a ich dzieciaki wymknęły się któegoś dnia z domu by móc pogłaskac Potwora. Potwór leżał przyparty do ziemi moją dłonią, bo inaczej gotów był zjeść biedne dzieciaki z miłości.
To że sąsiadka „sercowa” z ostatniego piętra oraz jej mąż to już też nic dziwnego. Oni tez mają dwa koty, więc normalne jest, że futrzak zrobi wrażenie. Ale! Sąsiad z parteru w drugiej klatce i jego matka! Dotąd nie odpowiadali mi nawet na pozdrowienia! A on przechodząc, widząc mnie z Kociem na trawniku potrafił mi nawet zamknąć drzwi od klatki schodowej.
A tu SIURPRAJS! Tola leżała na trawniku na przeciw ich balkonu, w cieniu jarzębiny. Ja zmęczona proszeniem jej, usiadłam obok. (Tola generalnie się słucha, jak się powie „chodź do domu” to posłucha w końcu, nie trzeba jej przypominać co półgodziny). I tak sobie siedziały- i leżałyśmy. Sąsiad zapytał czy Tola opala brzuch, bo swoim zwyczajem leżała rozwalona na grzbiecie, a jego matka zza uchylonych drzwi balkonowych pytała jaka to rasa.

…Kupa szczęścia. Tyle, że czasem z przewagą kupy.

Skupiam się na psie, bo życie daje mi mocno w kość.
Nie chce mi się publicznie ran rozdrapywać więc tylko wypunktuję:
-Awantura Yankiego z ojcem, w efekcie której mam zadanie wysłać komputer i kilka osobistych rzeczy do Sztokcholmu, co nie jest zadaniem łatwym jak się nie chce wydać 2tys koron, bo się nie ma
-biznesplan złożony,oczekiwanie aż się uleży z przekonaniem, że i tak żadnego wsparcie nie dostanę, bo wszak pracuję. Co z tego, że jako sprzataczka, co z tego, że nawet nie na ćwierć etatu.
-w akwarium zastój, kompletnie nic do księgowania. A mój obecny status wydaje mi się nieco niejasny
-potrzebuję biurka, najlepiej w kolorze mahoniu, dużego i najlepiej taniego
-potrzebuję także komputera, drukarki, monitora oraz jakichś 50tys koron, żeby przetrwać kilka miesięcy.
-wiem wreszcie ile mojej matce zostawało z emerytury po zapłaceniu wszystkich rat. Tylko rat, bez opłat. 200złotych. Dwieście, kurwa, złotych!Nie wiem na kogo mam być bardzije wściekła. Na tych co pompują w ludzi drogie kredyty czy na własną matkę.
– telefony od Pani Prezes, które naprawdę możnaby uznać za nękanie. Nieszczęściem TP SA wprowadziła jakieś tanie rozmowy zagraniczne, szlag by ich trafił! I po co to komu? Pani Prezes, która pomaga nieco mojej matce, uznała za swój obowiązek informowanie mnie szczegółowe to stanie mojej matki. Czekam kiedy zacznę dostawać raporty o tym jakiego koloru są wypróżnienia.
– choroba eM.

itd. itd…

Nie chcę o tym myśleć.
W sobotę koncert Metallicki. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s