Za dużo…

Kupiłam sobie …

Kupiłam sobie witaminy dla wegetarian, łykam i jakoś mnie fizycznie wzmocniło.
Ale psyche mi siada.
Za dużo tego wszystkiego.

Jakieś dwa czy trzy tygodnie przeżyłam bez słodyczy. I bez pojadania. Nie żeby jakaś dieta. Po prostu samo tak…
Zimą, w którymś momencie miałam tak, że paski musiałam zapinać na dalsze dziurki. Spadło jakieś 2,3 kilo. A potem włączyło się ssanie. Nim się zreflektowałam, już nie tylko wróciłam do starej dziurki ale też przeskoczyłam o jedną w przód.

Więc mozolnie, dzień po dniu zmaganie się z łaknieniem na słodycze, odwracanie uwagi, by wreszcie po tygodniu przestać czuć to ustawiczne ssanie. Spodnie znów zaczęły być luźniejsze.
Aż tu bach!
Najpierw mama w stanie poważnym trafiła do szpitala. Ból głowy, splątanie, brak kontaktu, w zasadzie bez siły na samodzielne poruszanie się.
Tomograf wykazał guz, który lekarz opisał jako przerzutowy.
Po serii badań, pierwotnego źródła nie znaleziono. Teraz czekamy na konsultację z neurologiem i prawdopodobnie operację.
Dzięki lekom przeciw obrzękowym stan mamy poprawił się diametralnie.

Potem szef chodził kwaśny, co u niego niezwykłe.
Wreszcie wyszło szydło z worka.
Bo on miał inne wyobrażenia. To miało inaczej wyglądać. I czy możemy przedłużyć umowę o jeszcze miesiąc. Bo on musi sobie przemyśleć, poukładać, zastanowić się. A może bym wystartowała z własną firmą? On by mi pomógł…
Chyba nie miałabym nic przeciwko temu zwłaszcza, że zachowałabym tych klientów, których teraz robię.

No i eM nadal chory. Remicade nie działa, dwa tygodnie temu znów wylądował w szpitalu. Dostał nowy lek Entyvio. Dwa tygodnie po pierwszej miała być druga dawka. Niestety w niedzielę eM zwinięty w kłębek na dywanie kaszlał tak, że się bałam, że się udusi. W poniedziałek z rana zadzwoniłam do naszych dziewczyn z IBD. Kazały mu przyjść i się nim zajęły. Porobiły badania, rentgen płuc. Nie jest źle. To TYLKO zapalenie oskrzeli. Bałam się, że powtórka z zeszłorocznej rozrywki czyli zapalenie płuc.

Bo któregoś dnia Zuzia przyszła lekko zakatarzona.
Dwa dni później rozłożyłam się ja. A ledwie wydobrzałam dopadło eMa.
Już wiem, że teraz niestety musimy Zuzię trzymać z daleka gdy ma choćby cień infekcji.

To, że zarysowałam sąsiadowi samochód to już naprawdę małe piwo.

Wczoraj zaniosłam dwóch klientów do zrobienia bilansu.
Miałam problem z zaśnięciem. Dziś ból głowy. Rozdrażnienie. I nieodparte ssanie.

Wreszcie dotarło do mnie.
Boję się.

Niby mi głowy nikt nie urwie, prawda? Ale to nie jest przyjemna sytuacja gdy szef mówi z wyrzutem „ale tam było dużo do poprawienia”. Przecież mu mówiłam, że nie mam dostatecznej znajomości przepisów szwedzkich żeby robić wszystko całkiem sama. A zapytać nie mam kogo. W internecie mogę znaleźć tylko odpowiedzi na pytania proste. Pomna obietnic wyskoczyłam z propozycją zakupu kursu…I temat umarł.

Więc owszem. On być może inaczej to sobie wyobrażał, ale obiecywał pomoc, konsultacje, kursy. A z drugiej strony – dostałam szansę, kiedy nikt inny mi jej dać nie chciał. Więc z jednej strony wdzięczność. A z drugiej -rozczarowanie.
Więc się stresuję.
I czuję jak ten stres mnie zalewa. Obezwładnia. Odbiera chęć do wszystkiego. Przytłacza.

A presja jest ogromna. Bo muszę pracować. eM ostatnio pracuje w trybie 50/50 czyli połowa miesiąca w pracy, połowa na zwolnieniu. To daje po kieszeni. A w perspektywie mam być może finansowanie leczenia matki, bo leki kosztują. Że nie wspomnę o innych kłopotach związanych z matką.
I musiałam zmienić plany urlopowe. Znów prawie dwa tygodnie urlopu spędzę sposób jakiego nigdy dobrowolnie bym nie wybrała. W mieście, pałętając się w ciasnym mieszkaniu, lub tułając u koleżanek, bez oddechu dla samej siebie, bez celebrowania wolnego tak jak lubię, po mojemu.
Żeby oszczędzić na biletach przesunęłam urlop, żeby jechać z eM. Chciałam zabukować bilet powrotny mniej więcej po 6-7 dniach. I usłyszałam, że myślę tylko o sobie.
Nawet mi się dyskutować nie chce. Ale przykro.

I tak to.

Więc jedyne czego się uczepiłam, żeby całkiem nie stracić chęci do życia to pies, psica. Zaklepana, czeka w Polsce, dostała przezwisko Szwedka. Za dwa tygodnie się spotkamy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s