Choroba jasna!!!

Zaczęło się …

Zaczęło się niewinnie.
Postanowiłam zmusić się do spacerów. Bo od jakiegoś czasu moja aktywność, poza pracą sprzątaczki, ogranicza się do spacerów pomiędzy sypialnią, kuchnią i łazienką.
Albo-albo.
Albo sertralina nie działa tak jak powinna. Albo się zwyczajnie rozleniwiłam na amen. Tak czy siak uznałam, że trzeba się zmusić, ruszyć tyłek.
Ruszyłam, a jakże.
W sobotni wieczór, tydzień temu, powędrowałam z aparatem na wieczorne zdjęcia. Ciepło było, choć wiało. Bardzo wiało. Następnego dnia też wiało, ale już nie tak ciepło. No i tadam! Wieczorem poczułam, że nos mam zatkany…Oszczędzę dalszych szczegółów. Kto wie czym jest zapalenie zatok ten nie potrzebuje opisów. Kto nie wie – niech wie, że jest szczęściarzem.
A tydzień obfitował w obowiązki.
W poniedziałek przyjechał jeden klient. Taki, co przez ostatnie trzy miesiące się nie pojawiał. Wreszcie zdecydował się, pewnie dlatego, że 15 czerwca musi złożyć deklarację. Przywiózł mi tonę papierów, ale nic albo prawie nic z tego co naprawdę potrzebowałam.
Tego samego dnia objawił się drugi klient. On też znikł na kilka miesięcy. I też termin deklaracji ma na 15.
eM w tym samym czasie znowu kolędował pomiędzy domem a szpitalem. Badania, zastrzyki, nowe leki. Rozmowy z lekarzami.
We środę córka mojej Reginy, Iza, kończyła szkołę średnią. Tutaj ukończenie szkoły świętuje się hucznie na całe miasto. Studenci świętują mnie więcej tak:

Najpierw rodziny i przyjaciele królika zbierają się pod szkołą. Młodzież, podzielona na klasy, wybiega ze szkoły, chwilę stoją na scenie, a potem idą do swoich rodzin. Rodziny odnajdują dzięki tablicom ze swoimi zdjęciem z dzieciństwa. Goście zaproszeni przez rodziców wieszają na absolwencie różne rzeczy. To mogą być małe maskotki ale i rzeczy duże. Pontony lub wielkie dmuchane koła. Dmuchana laka z sexshopu. Wszystko co tylko człowiekowi wpadnie do głowy. Nie wiem dlaczego, ale taka jest tradycja.
Potem jest uroczysty przemarsz przez miasto.

Pochód kończy się w parku. Tam młodzież oddaje wszystkie zabawki i znowu klasami wsiada na wynajęte traktory z przyczepami. Pojazdy są udekorowane oraz wyposażone w sprzęt nagłaśniający. Tymi traktorami jeżdżą potem całą noc. Piją, tańczą, odwiedzają domy swoich kolegów, coś tam jedzą i znowu wożą się na traktorach.

Dla nich zabawa zapewne przednia.
Dla mieszkańców miasta – już trochę mniej. Ale „Studenten” jest równie świętą tradycją jak picie kawy. Szwed nie jest typem rewolucjonisty, ale brak kawy lub zakaz urządzania Studenten mógłby Szweda skłonić do działań radykalnych.

Tak więc Iza woziła się po mieście,a zaproszeni gości poszli do wynajętej sali na jedzenie i picie.
Było ciekawie, bo się w jednym miejscu zgromadziła brać słowiańsko-komunistyczna. Polskojęzyczni Wilniucy, Estonka, Ukrainka, Szwed, Polka, Litwin…Rosyjski, polski, szwedzki, litewski, ukraiński mieszały się za sobą. Wieża Babel, którą jak bardzo lubię. Takie chwile, kiedy mimo braku wspólnego języka, można ciekawie pogadać.
No i gadałam, gadałam, gadałam…
O 21 poczułam, że jeśli powiem choćby jeszcze jedno słowo, to w gardle eksploduje mi kaktus.

Na ranem obudził mnie ból głowy. Normalnie mogłabym uznać, że mam kaca, ale wypiłam tylko pół kieliszka czerwonego wina.
A tu w biurze roboty huk. Bo w piątek trzeba wysłać deklaracje vat. I oddać tych dwóch ociągalskich do zamknięcia.
Lennart cały ulatany bo dorosła córka trafiła do szpitala a syn miał zakończenie roku szkolnego.

A ja prócz atrakcji w postaci braku głosu walczyłam w temperaturą. Dodatkowo usiłowałam dzwonić do Polski, bo mama w szpitalu w stanie poważnym.
Tu będzie dygresja na temat różnicy pomiędzy Szwecją a Polską.
Wiadomość o chorobie mamy dostałam w miniony weekend.
I takie w związku z tym prowadziłam rozmowy z moimi szefami.
Najpierw z Lennartem:
– Musimy porozmawiać o moim urlopie.  Moja mama jest w szpitalu i…
– Kiedy chcesz chcesz jechać?

Potem z Andreasem, nowym szefem od sprzątania
– Słuchaj, wiem, że planowałam urlop w tygodniach 30-31, ale moja mama jest bardzo chora. Czy mógłbyś znaleźć kogoś, kto w razie czego zastąpi mnie natychmiast?
– Nie martw się, rozwiążę to, tylko daj znać dzień wcześniej jeśli będziesz mogła.

W tej samej chwili przypomina się mi się moja koleżanka, której młodszy brat leżał umierający w szpitalu. Poprosiła o wolne by móc się z nim pożegnać i usłyszała „że to nie jest dobry moment”.

Prócz tego wszystkiego najpierw szukałam a potem negocjowałam zakup szczeniaka jednej z najbardziej łagodnych, choć dużych ras. Bo eM obiecał mi psa. Najpierw miało być jakieś psie nieszczęście ze schroniska. Ale potem przyszło mi do głowy, że kombinacja skrzywdzonego przez los i złych ludzi psa z dzieckiem oraz starym kotem może być nieco problematyczna. Szukałam szczeniąt, urodzonych najpóźniej w pierwszym tygodniu kwietnia. Bo piesek musi być zaszczepiony od wścieklizny co najmniej trzy tygodnie przed przekroczeniem granicy szwedzkiej.
I kiedy tak szukałam, zobaczyłam ogłoszenie o goldenach z okolic Miasteczka. Niestety nim się zdecydowałam pieski zostały zarezerwowane. Potem było jeszcze kilka innych ogłoszeń. W tym z fabryki szczeniąt, gdzie pani zażyczyła sobie prawie po tysiąc złotych za każdy miesiąc opieki nad szczeniakiem nim ten dorośnie do wyjazdu. Wreszcie trafiłam na ogłoszenie o berneńczykach, ale pan powiedział, że sunia jest już zaklepana, jest piesek. Ale my chcemy sunię. Ale właściwie…czemu nie piesek, może być piesek. Zadzwoniłam nazajutrz i okazało się, że jednak ta sunia jest do wzięcia, bo pani która ją chciała nie daje znaku życia.
Przy okazji poszukiwania szczenięcia dokształciłam się w temacie rodowodów.

Dziś mieliśmy z eM jechać do Sztokholmu po Yankiego, ale wczoraj rozłożyło mnie na amen, tak, że nie byłam nawet w stanie zadzwonić do Andreasa, że nie dam rady pracować.
Najadłam się paracetamolu, ibuprofenu oraz różnych innych takich, więc nie czuję już ani bólu głowy, ani gardła, ale w ustach mam smak starego buta, w uszach szumi, przy każdym ruchu oblewa mnie pot. A za oknem niebo zasnuwa się biela, chyba popada. Mimo to chyba się zwlokę z łoża boleści i pójdę połazikować choć trochę bo mi się marzy powiew świeżego powietrza.
eM w drodze do Sztokholmu. Będą wieczorem w domu.
Szwecja zaczęła wakacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s