Z pracy

To jest tak: mam masę…

To jest tak: mam masę do zrobienia, lecz to wszystko jest zależne od czterech klientów. A klienci mają to w..głębokim poważaniu.
Szef pojechał daleko. A ja siedzę, trwoniąc czas i pieniądze szefa.
Chyba jutro sobie z nim utnę pogawędke, że to bez sensu. Najpierw kręcę się w kółko bez sensu kopiąc w papierach, a potem siedzę po godzinach. Więc może lepiej żebym wzięła wolny dzień a jak klient się zjawi to popracowała więcej.

A ciągnie mnie do domu, bo wymysliłam sobie nową zabawkę.
Robię album fotograficzny. Kupuję specjalne, czarne kartki na których mocuję zdjęcia. Potem opisuję zdjęcia datą, miejscem, imionami osób, okazją…Do tego ozdabiam ukradzionymi Zuzi naklejkami. Zaczęłam od ostatnich zdjęć Zuzi i z Zuzią, ale chciałabym wszystki fotografie jakie mamy ułozyć chronologicznie w takich ładnych albumach z opisami. Póki pamietam…Wczoraj wpadłam na pomysł, że wyciągnę z blogów, albo z własnej głowy wszelkie rodzinne anegdoty, wydrukuję i powpinam w odpowiednich okresach. Zamiast martwego albumu zrobię coś w rodzaju kroniki.
I jeszcze na czarne, smutne segregatorowe okładki nakleje materiał albo uszyję okładkę…

Za oknem wiatr wieje jak szalony. Otwarte, niebieskie, stare markizy łopoczą i tylko czekam kiedy moje Akwarium odfrunie na skrzydłach.
Horyzont jest szary, jezioro zlewa się w oddali z niebiem, Kinnekulle schowane za chmurami.
I znowy pada…

Wczoraj świętowaliśmy z Zuzią Dzień Dziecka. Poszłam po nią przedszkola, do jej grupy motylki.

Motyl to po szwedzku fjäril.Zuzia w szatni oświadczyła mi:
-Babciu, a Fledlik powiedział, że ja jestem „veckans fjäril”
-A co robi taki motylek tygodnia?
-Duka. Z fröken. I puka do drzwi, czy możemy wejść/
-Ale gdzie wejść?
-Do köket.
– Aaaaa, nakrywasz stół z panią apotem idziecie do kuchni po jedzenie, tak? – przetłumaczyłam.
Heh. Będzie weoło jak dzieciak pojedzie do Polski i zacznie opowiadać takie rzeczy.
Wyszłyśmy.
-Pocekaj! Musę Fledlika potulić! -rzuciła mi biegnąc ile sił w nogach do Pana.
Pan oczywiście złapał na ręce, przytulił, dał buziaka.
Bo Anjelika jest kochana. I inne panie też. Ale Fredrik jest najkochańszy. Dzień w przedszkolu bez Fredrika się po prostu nie liczy.

I dlatego dzieciaki tak lubią być w przedszkolu. Starsze robią rodzicom awantury, albo się chowaja, żeby nie iść jeszcze do domu.

A my za tydzień idziemy na przyjęcie z okazji zakończenia szkoły średniej tzw studenten do Reginy córki, Izy.
I synek wraca do domu w przyszły weekend…
Lato idzie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s