Chmura ksiąg czyli Akwarium

Wychodząc przed …

Wychodząc przed chwilą z pokoju po kawę zdziwiłam się panującym w przedpokoju mrokiem. Dopiero co obudzony umysł z trudem skojarzył sobie trzy fakty: ciemność w przedpokoju = zamknięte drzwi pokoju na przeciwko = SYNEK W DOMU.
Prawda! Synek w domu! Hurra.
I to właściwie mógłby być koniec tego wpisu, ale domyślam się nieskromnie, że są tacy, co czekają na dalszy ciąg wieści z Krainy Trolli*.
Wiem, wiem, wiem. Zaniedbuję bloga okropnie.
Zdaje się, że to przesilenie wiosenne, połączone z nadmiarem zadań oraz chronicznym zapaleniem zatok sprawia, że gdy już wreszcie ogarnę wszystkie obowiązki, to zalegam na łóżku z książkami i komputerem, ale nie ma we mnie weny twórczej a jedynie myśl- cytat z pana Dulskiego „a dajcież wy mi wszyscy święty spokój”.
Moja żona narzeka, że nic nie robię. Żona sprząta, gotuje, chodzi po zakupy i gdera. Jak to żona. Że co? Że nie mogę mieć żony? Dlaczego? Mamy równouprawnienie, co? Skoro przyjęło się sądzić, że mąż chodzi do pracy a po powrocie zalega na kanapie, no to ja właśnie tak robię. Z tą różnicą, że zalegam na ławce w kuchni w dni słoneczne, lub na łóżku w moim pokoju w dni deszczowe. A żona robi całą resztę i narzeka, że znów telerzyk w zlewie, a nie w zmywarce, że obiad wystygł, i trzeba było zadzwonić, że się spóźnisz, a buty to się stawia na półce…
Podczas gdy moja żona zajmuje się przyziemnymi sprawami, ja coraz częściej czuję się jak Superbohater co chwila ratujący czyjeś życie. Ja niestety wciąż ratuję życie jednej osobie. Mojej żonie.  Ratuję poprzez wstrzymywanie oddechu i liczenie do dziesięciu. W sumie to zamiast narzekać, żona powinna ( żon, powinien) być wdzięczna, że trzymam się z daleka od kuchni w której jest co najmniej dziesięć narzędzi, które mogłyby stanowić dla niej zagrożenie. Czyli ratuję życie nie tylko wstrzymywaniem oddechu i liczeniem, ale także trzymaniem się z dala od przedmiotów niebezpiecznych.
Po kolejnej dawce remicade oraz włączonej do leczenia azatioprinie (AZA) istnieje pewna szansa, że po świętach żona przestanie być żoną i znów wróci mój eM. Spokojny, nie za bardzo upierdliwy człowiek, cierpliwie godzący się z faktem, że codzienne odkurzanie podłóg uważam za wymyślną torturę a codzienne gotowanie obiadu za wielkopańską fanaberię.
Tymczasem w Szemranej Spółce, której prawdziwą nazwę można tłumaczyć jako Chmura ksiąg, zaszła kolejna zmiana adresu.
Szfak.
Było dobrze, dobrze było! Nie, co poniektórym nie spodobał się zapach w biurze. Że czuć pleśnią. Że wilgoć. No dobra, mogę się zgodzić, że spływająca po ścianie i rozlewająca się w kałużę na środku pokoju woda mnie też nie specjalnie się spodobała. Ale to było tylko raz! 
Nie, nie, nie. Znaleźli inne miejsce. I zamiast mieć pracę pod domem teraz mam pracę prawie na krańcu miasta. Czyli po powrocie z Kupy o 7.10 muszę się umyć, przebrać, zjeść i jeszcze mieć co najmniej 15 minut na dojechanie rowerem na miejsce. Nie wiem czy to się uda, a naprawdę już mi się nie chce znów przestawiać czasu pracy…
Szef się ostatnio zdziwił, że nadal pracuję rankami. Byłam bezczelna i odpowiedziałam, że będę się tej pracy trzymać póki nie dostanę od niego umowy na stałe. Zapomniałam dodać, że prócz na stałe to jeszcze i na cały etat…
– Podpiszemy po świętach – obiecał mi.
Nowe biuro mieści się w opustoszałym biurowcu, którego my jesteśmy teraz jedynymi użytkownikami. Zajmujemy ostatnie piętro a powierzchni mamy tyle, że chyba sobie hulajnogę albo rolki sprawię.
Długi, przeszklony korytarz z ciągiem pokoi. Na dwóch krańcach korytarza dwa duże pokoje z trzema oknami na trzech ścianach. Szef zajął pokój w głębi, najdłuższa ściana wychodzi na północ czyli na jezioro i Kinnekulle, dwie pozostałe na wschód i zachód. Za jednym z okien ma metalowo-ażurowe schody ewakuacyjne, co podejrzewam skłoniło go do takiego a nie innego wyboru. Jest palaczem i dzięki owym schodom nie będzie musiał schodzić na dół na każdego papierosa.
Mój pokój, który docelowo mam dzielić z kimś jeszcze, okna ma na wschód, południe i zachód. Stąd nazwa Akwarium. Już zaczynam się obawiać o warunki pracy w letnie upały oraz w zimowe mrozy. Fakt – okna mają zewnętrzne, automatycznie regulujące się markizy, to może rozwiązać problem nadmiaru światła na monitorze. Ale czy pomoże na rozgrzany (lub zamarznięty) dach? Oraz nie ogrzewane pomieszczenia pod podłogą? Jest coś, co mnie zadziwia w szwedzkich budynkach. Niemal wszędzie, nowo montowane okna nie mają zawiasów z boku lecz…z góry! Okna nie da się więc otworzyć, można je tylko uchylić. Czasem widuję okna, które zawiasy mają po bokach, na środku. Wtedy otwarcie okna jest zabawne – okno zamienia się w półkę zamontowaną w połowie otworu okiennego. Tak, tak. Nie ma to jak szwedzka myśl techniczna. Nie wiem jak będzie z przepływem powietrza w Akwarium.
Posmatrim-uwidim. Jakby co, daję sobie prawo do narzekania.
W temacie pracowym pozostając chciałabym jeszcze wspomnieć o szwedzkiej organizacji pracy. Naprawdę, ktoś powinien to zjawisko zbadać i opisać, bo szwedzka organizacja pracy to kuriozum na miarę szwedzkiej myśli technicznej.
W Kupie na stałe sprzątają trzy osoby. Monika i ja sprzątamy rano sklep, magazyn, chłodnie i szatnie. Kolega Liban sprząta piekarnię oraz tzw delikatesy czyli dział z owocami morza, grillowanym mięsem i wędliną krojoną na życzenie. I oto któregoś dnia kolega Liban zachorował. Wieczorną zmianę przejęłyśmy my -Monika, Regina i ja, oraz Gabrysia w sporadycznych przypadkach. Trwało to z miesiąc, może trochę dłużej, same między sobą ustalałyśmy w tym czasie grafik, bez pytania szefowej o zdanie. Na koniec lutego miał wrócić nasz kolega. Ale jak się okazało – nie wrócił. Żadna z nas o tym nie wiedziała, dopiero gdy dziewczyny z delikatesów poprosiły nas o sprzątnięcie okazało się, że kolega się nie pojawił. Zaalarmowana szefowa najpierw wyraziła zdumienie, że jak to? Nie przyszło jej do głowy zadzwonić wcześniej i sprawdzić czy kolega wraca do pracy.
Zrobiła się trudna sytuacja, bo Regina pracuje w kilku miejscach i Gintas jej wreszcie zabronił brać kolejne zastępstwa, Monika akurat zapadła na babskie przypadłości i wylądowała na zwolnieniu, ja z racji pracy w Szemranej Spółce nie dałam rady latać na mopie wczesnym rankiem i późnym wieczorem bo potem bym nad biurkiem drzemała. Zmianę Moniki wzięła Gabrysia, zmianę kolegi – jej syn.(Też cała epopeja, ale może innym razem). Skończył się marzec. Zaklepałam sobie wolne na święta już w lutym, żeby nie było i tylko odliczałam dni.
Pierwszego kwietnia okazało się, że nikt nie był poprzedniego wieczora. Drugiego także. Piekarni nie mogłyśmy sprzątnąć, bo tam już praca trwała na dobre. Delikatesy sprzątnęłyśmy, dopisując sobie odpowiednią ilość czasu. Pracownik nie przyszedł, znać chyba nie dał, zastępca też widać nie specjalnie się pracą przejął, bo w zasadzie 31 marca to jeszcze on powinien był pracować.
We czwartek byłam ostatni dzień w pracy. Monika zastanawiała się, kto będzie jej pomagał w czasie świąt. Wreszcie wieczorem zadzwoniła i …okazało się, że nikt nie przyjdzie za mnie. Monika będzie miała czas swój i mój czyli zamiast półtorej godziny, będzie pracowała trzy. W święta. Dobrze, że zadzwoniła, bo nikt nie raczył  jej poinformować, że o pytaniu o zdanie nie wspomnę. A tymczasem okazało się, że wieczorna zmiana nadal jest nie obsadzona. Tym sposobem Monika została wrobiona w pracę niemal przez całe święta. 
Szefowa nie odpowiada na telefony, ani smsy, ani maile.
Mam wyrzuty sumienia, że powinnam w takim razie zrezygnować z wolnego i wziąć choć te wieczory, ale z drugiej strony właściwie dlaczego? Dlatego, że czuję się odpowiedzialna? Bo mam świadomość, że zawalone sprzątanie może skutkować wymówieniem umowy przez Kupę? Czyli tym, że to MY w razie czego najwięcej stracimy.  A szefowa nie jest tego świadoma? To nie ona w pierwszym rzędzie powinna się o to troszczyć?
I tak to sprawy pracowe psują mi nieco świąteczny nastrój.

Wesołego Jajka!

*młodszemu pokoleniu, wychowanemu na internecie wyjaśniam, że przed dobą internetowych trolli, istniały trolle – człekopodobne stworki zamieszkujące głównie Skandynawię. Były małe lub większe, ale wszystkie brzydkie, złośliwe oraz skąpe. I o takie trolle chodzi mi w adresie bloga. 
Hm. Po namyśle stwierdzam, że to byłaby dobra informacja na stronę otwierającą bloga.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s