Nie mogę wystartować

Szkolenie było. Tłum …

Szkolenie było. Tłum obcych ludzi, zakwaterowanie w hotelu. Jakieś przelotne, wiadomo, znajomości. Oczywiście obietnice o utrzymaniu kontaktu, ale wiadomo…
Wreszcie pora odjazdu. Gorączkowo pakowałam swoje porozrzucane po całym pokoju rzeczy, bo kolega kierowca i reszta współpasażerów busa już czekała, a ja rzekomo miałam być spakowana.
Ze zdziwieniem odkryłam otwarty plecak od aparatu. Aparat leżał oddzielnie, na innym łóżku. Z plecaka zniknął mój największy obiektyw. Najpierw ucieszyłam się, że nie „stałka” a dopiero potem zmartwiłam.
Kolega miał czekać na parkingu, tylko nie sprecyzowaliśmy na którym. Miałam żółtą torbę podróżną, plecak z aparatem, zielony plecak od komputera i jeszcze jedną torbę. Pętało mi się to wszystko, ciążyło, spadało z ramion generalnie sprawiając, że zamiast dziarskim marszem wlokłam się noga za nogą. Słońce świeciło i było zielono i ciepło. A jeszcze dzień wcześniej leżał śnieg. Wiosna przyszła tak nagle?
Po drodze była przepiękna, stara fontanna, której wcześniej nie zauważyłam. Spieszyłam się, bo na mnie czekali i nie zrobiłam jej zdjęcia. A tak pięknie lśniła w słońcu.
Wreszcie ich znalazłam. Znaczy busa. Pełno było w nim ludzi, dostałam miejsce z tyłu. Usiadłam wreszcie i mogliśmy jechać. Tylko teraz to kolega kierowca zniknął.
Potem ujechaliśmy kawałek. I znowu postój: ktoś z kimś chciał się pożegnać. Z budynku na wysokim wzgórzu wysypała się kolorowa gromada dzieci. Ktoś częstował piernikami o niesamowitych kształtach. Pieski, kotki, koguty, kaczki…Cała menażeria!  Ludzie się gdzieś rozleźli…A mnie się spieszyło. Wszak miałam być zaraz w domu.
Chodziłam i szukałam ich, ale ciągle kogoś brakowało. Na koniec okazało się, że nie ma busa i kierowcy. Wystraszyłam się, że pojechał bez nas.
Wreszcie byłam w domu.
Odkryłam znajomy bałagan i ją, śpiącą w rozgrzebanym łóżku.
-Znowu piłaś…- powiedziałam zrezygnowana.
Podniosła na mnie nieprzytomne oczy…

…i wtedy się obudziłam.
Byłam tak zmęczona, że aż mi się ciężko oddychało. Oto efekty nadmiaru szarlotki przed snem. Oraz sertraliny. Efekt uboczny, który zazwyczaj bardzo lubię. Sny fabularne, w dodatku nawiązujące do snów śnionych przed kilkoma nocami, bardzo spójne, a nawet logiczne. Poprzednim razem śniłam historię miłosną…w odcinkach i od tyłu! Mam nawet spisane te odcinki, coś niesamowitego. Aż żałowałam, że nie dośniłam do końca ( kuracja się skończyła, a sny nie były codzienne) bo byłaby z tego cudna opowieść.

A sen o podróży czyli nawiązujący do pracy.
Znalazłam środek lokomocji, ale on nie jedzie.
Mój niepokój związany z tym, że zamiast księgować robię inne rzeczy. Instaluję programy itp.
A potem pojazd znika.
Mój niepokój związany z niespodziewanym wolnym. I w ogóle z niepewnym jeszcze statusem. Czy praca zniknie?
Ale do domu docieram…A to rzadko mi się zdarza w snach o podróży.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s