Przepraszam

ale złapałam jakąś …

ale złapałam jakąś zawiechę. Nie zaglądam do moich zakładek, nie piszę, nie komentuję.
Żyję. Łykam posłusznie sertralinę, teraz już po 2 tabletki dziennie, dzięki czemu chyba nareszcie śpię. Wprawdzie zasypianie zajmuje mi jeszcze sporo czasu, ale noce przesypiam jednym ciągiem. Problem w tym, że jak o 7 wracam z porannej przebieżki zwanej inaczej pracą sprzątaczki to padam jak kawka, zasypiam po ok. 40 minutach i śpię do 11 albo i nieco dłużej. Zależy od Kocia jak szybko dojedzie do wniosku, że Pańcia powinna już wstać, bo w misce żałośnie mało. Siada koło mnie i mruczy.Im dłużej tym głośniej. Jak mruczenie nie skutkuje dodaje inne bodźce w postaci zimnego nosa do ucha na przykład. Problem w tym, że to drugie wybudzanie się zajmuje mi mniej więcej tyle samo czasu co zasypianie.
A wieczorami znowu mam zajęcia sportowe bo kolega sprzątający inne części sklepu zachorował i ktoś musi go zastępować. W tym tygodniu padło na mnie.
Mówię zajęcia sportowe bo praca to jest nic w porównaniu do trudów dotarcia do pracy.
Komarek jako środek lokomocji niestety nie wchodzi w grę. Pogoda funduje nam takie jazdy jakich jeszcze tutaj nie było.
Przede wszystkim jak zaczął wiać…co to było? W Szwecji Egon, w Polsce chyba Feliks, tak nie może się uspokoić do dziś. Jak jeden dzień jest spokojniej to zaraz woda przyniesiona przez Egona/Feliksa zamienia się w ślizgawkę równą warstwą pokrywającą zarówno chodniki jak i jezdnie. Władze miasta olewają ekologię solanką, bo ekologia i degradacja środowiska to groźba dość wirtualna a tymczasem istnieje realne groźba, że się dzięki tej ślizgawce zagęszczenie w mieście zmniejszy. Zagęszczenie tak samochodowe jak i ludzkie. Pomimo kolcowatych opon.
Komarek opon z kolcami nie ma, bo niefrasobliwie uznałam, że po co. W sumie naprawdę: po co? Po lodzie jednośladem? To chyba nie jest dobra kombinacja. A jak nie ma lodu to wiatr spycha z drogi. Zatem jako środek transportu zostaje mi rower i nogi.
Po miesiącu, jak wiatr boczny, albo wcale go nie ma, przejeżdżam już całą drogę. A będzie tego za trzy kilometry. W jedną stronę. I tak dwa razy dziennie w tym tygodniu. No dobra. Bądźmy szczerzy. Wieczorami wozi mnie mąż samochodem bo mu mnie szkoda, że nie dość, że muszę pracować to jeszcze walczyć w pogodą. Znowu nasuwa mi się niezbyt miła refleksja, że mąż ma lepszy charakter niż ja. No ale to facet, to musi, nie? Faceci mają tyle na sumieniu, że muszą być charakterologicznie lepsi, żeby nam rekompensować. 
No i jeszcze jest jedno coś, co zastanawiam się czy napisać. Bo jak się okaże, że coś tam, to będzie mi wstyd się przyznać do porażki.
A dobra! Co mi tam!
W poniedziałek zaczynam kolejną półetatowa przygodę z księgowością. Koleżanka z Fotoklubu skontaktowała mnie ze swoim znajomych…I zaczynam.
Nic więcej nie powiem, bo nie chcę gadać za wiele. Już raz miało być tak pięknie a wyszło jak wyszło.
Będzie trudno, wiem to. I się boję czy podołam bo będę się musiała dużo nauczyć i to samodzielnie, bo mentora tam nie będzie. Będę ja i Szef, który o księgowości wie mniej niż ja.
Ale nie mam nic do stracenia, prawda? Pracy sprzątaczki nie zostawiam. Najwyżej stracę trochę wolnego czasu. I poczucia własnej wartości.
Agnieszka mówi, że jestem z tych myślących więc sobie poradzę. Oby.
O. Słońce!

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s