Nie czekać

Po dziewięciu …

Po dziewięciu godzinach snu, przerwanego tylko jedną pobudką na siku i piciu, świat jest zdecydowanie bardziej przyjazny. Zupełnie nie wiem po co się męczyłam te dwa miesiące. Mam więcej energii i znowu się śmieję. A to zaledwie tydzień. Lekarze przestrzegają, że w ciągu pierwszych dni brania leków, symptomy mogą się pogłębiać. Ja mam chyba na odwrót- możliwe, że jestem na lekkim haju. To jest całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę doświadczenia z dni ostatnich. Umęczona do granic, pierwszego wieczoru łyknęłam sobie tabletkę nasenną. Nie zanotowałam, albo lekarka to pominęła, że antydepresanty łyka się rano. I wzięłam na wieczór obie. Noc była koszmarem. Z jednej strony coś mnie szarpało w górę, z drugiej coś innego ciągnęło w dół.
Nadszedł wczesny (bardzo wczesny) poranek, powlokłam się do roboty, potem spałam chyba 3 godziny, potem godzinę się wybudzałam ale kiedy wreszcie się ocknęłam zaczęłam zgłębiać przyczynę. Zaczepiłam znajomą psychiatrę i potwierdziłam podejrzenia, że sertralinę to powinno się rano.
A! To tłumaczy nocne ekscesy.
Następną noc przespałam jako tako czyli godzina-dwie do zaśnięcia, pobudka co godzinę, pół godziny wiercenia się i znów sen.
Następny (bardzo wczesny) poranek. I dzień spędzony głównie na odpędzaniu snu. Bo oczywiście mogłabym się położyć, ale wtedy w nocy na bank w ogóle nie będę spała. O 20.30 kąpiel i do łóżka. Wywietrzony pokój. Strzepana pościel. Komputer pod łóżkiem, do poduszki książka o treści pogodnej i niepodniecającej. Oczy zaczynają się kleić, jest 21.15. Gaszę światło. Układam się wygodnie, jeszcze czekam na delikatne stąpanie kota, zimny noc do nosa, kocie układanie się po prawej stronie mojej głowy, jeszcze ostatnie pogłaskanie mięciutkiego brzuszka, coraz cichsze mruczenie…Zasypiam…
Mniej więcej po półgodzinie pobudka. Wiercenie się, drzemka, pobudka. O 22.30 znów tabletka na sen.
Odetchnęłam z ulgą, że teraz wreszcie zasnę.
Akurat!
Nieco spokojniej niż owej pierwszej nocy, ale znowu to samo. Z jednej strony nieprzytomna senność, z drugiej rzuca mnie coś co chwila o łóżko. Jakbym żyła 200 lat wcześniej ani chybi wezwaliby egzorcystę.
Następny dzień jak wyżej.
Chyba trzeba by z lekarką pogadać o tych tabletkach…
Ale. We czwartek wieczorem zasnęłam normalnie, ale za to obudziłam się  godzinę przed pobudką i już nie mogłam zasnąć. W pracy byłam prawie pół godziny wcześniej.
A wczoraj przespałam całe 6 godzin! Calutkie! Jednym ciągiem! W pracy byłam szczęśliwa i życzliwie nastawiona do świata.
No i dziś.

Do tego perspektywa wolnego przez najbliższe dwa tygodnie! Żadnego rannego wstawania. Żadnej porannej przebieżki do pracy ( Komarek od czasu upadku stoi w garażu, bo nie znasz dnia ani godziny kiedy grudniowy deszcz zamieni się w ślizgawkę).

I tak sobie myślę, że niepotrzebnie czekałam owe dwa miesiące. Ale wciąż miałam nadzieję: a to PMS, a to święta, a to matka…Dobrze, że nie czekałam jak poprzednio kilka miesięcy, w czasie których doprowadziłam i siebie i bliskich do granic wytrzymałości. Bo oczywiście z samym sobą możemy robić co nam się żywnie podoba, ale jeśli nasze jazdy odbijają się na najbliższych to zwlekanie z wizytą u lekarza jest bardzo samolubne. Więc jeśli od jakiegoś czasu nie jesteś sobą, nagle nie masz apetytu albo masz go w nadmiarze, jeśli unikasz ludzi, których przecież lubisz, nie robisz tego, co zazwyczaj sprawia ci ogromną przyjemność,  jeśli do tego albo nie śpisz albo śpisz bardzo dużo- skontaktuj się z lekarzem. To może być depresja. Nieleczona depresja jest chorobą śmiertelną! I nawet jeśli nie doprowadzi do śmierci fizycznej – zabije w tobie tę osobą którą jesteś, zabije twoje związki z ludźmi dotąd ci najbliższymi.
Czy warto płacić taką cenę za jakąś chorą ambicję „poradzę sobie sam”?
Jeśli masz wątpliwości – przeczytaj jeszcze raz mój post „Rollecaster”. To jedna z twarzy nieleczonej depresji. Zastanów się. Chcesz tego dla swojego współmałżonka, dzieci, wnuków? Sam sobie możesz być obojętny, ale pamiętaj, że wokół ciebie są ludzie, których twoja choroba może dotknąć dużo bardziej niż ciebie. Zatrzymaj się, póki jeszcze przynajmniej oni ci nie zobojętnieli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s