Merry Christmas czyli żona Świętego Mikołaja

(Znalazłam! Przy …

(Znalazłam! Przy okazji odkryłam, że ta bajeczka obchodzi jutro swoje dziesięciolecie. Pamiętam nawet z jakiej okazji ją napisałam. Z zemsty, na potrzeby ad hoc zawiązanego Klubu Poszkodowanych Przez Mikołaja którego założycielką była niejaka Becia a członkami Klubu były zdaje się między innymi madika oraz iksińska. Klub został powołany jako wyraz głębokiego rozczarowania i zdegustowania zawartością butów w dniu 6/12/2004. W późniejszych miesiącach Klub zmienił nazwę na Klub przy Polu Maków obierając sobie makowe pole za herb…ech…łza się w oku kręci…)

Nick obudził się. Za oknem świeciła uliczna latarnia, obok niego rozlegało się miarowe pochrapywanie. Suchość w ustach sprawiła, że leniwie zwlókł się z szerokiego łóżka i poczłapał w poszukiwaniu jakiegokolwiek napoju. Na stole, wśród pełnych popielniczek i brudnych talerzy walały się resztki chleba i wędlin oraz puste puszki po piwie i butelki po wódce Stolicznej i napojach. Zrezygnowany ruszył na poszukiwanie kuchni w nadziei, że kran okaże się sprawny. Był, ale to, co z niego ciekło, tylko w przybliżeniu można było nazwać wodą. Jednak płyn ten, obok wielu innych walorów zwierał jeden, najistotniejszy: był mokry… Nick z obrzydzeniem przełknął to rzadkie świństwo i nieco oprzytomniał. Znalazłszy nadłamanego papierosa zapalił łapczywie. Dym wypełnił jego płuca. Przysiadł na stołku. Chwile rozkoszował się bezruchem. Pomyślał , że imprezka musiała być niezła, skoro nawet nie pamięta ani gdzie jest ani jak się tu znalazł. I ciekawe gdzie jest jego przyjaciel Wańka. Mętnie przypomniał sobie bujną blondynę, która wdzięczyła się do Wańki. Jak ona miała na imię? Chyba jakoś Lola, czy Lala… Nieważne, no ale ten cyc to miała, no! Niechby Maryśka zobaczyła i pozazdrościła. Podniósł się ze stołka z mocnym postanowieniem odnalezienia przyjaciela. Odnalazł go śpiącego w tym samym łóżku, z którego przed chwilą sam wstał. Nagle jego wzrok padł na stojący na komodzie zegar z kalendarzem. I aż go zatrzęsło z przerażenia
– Wańka!- rzucił się do przyjaciela – Wańka! Kurna! Zaspaliśmy! Popatrz! Wstawaj! Matko, Stary nas z roboty wyrzuci tym razem ! – wołał szarpiąc kumpla za ramię. Spod kołdry wyłoniła się rozczochrana blond głowa.
– Jezuuu ! Czego się drzesz, Nick?- wymruczała Lala – Zabieraj tego niedojdę, Wańkę i spadajcie, spać mi się chce.
Nick z odrazą przesunął wzrok z kobiety.
Jak mogłem ją porównywać z Maryśką, musiałam być dobrze pijany- zdumiał się. Jego wzrok powędrował ku koledze, który niezgrabnie gramolił się z łóżka. Jaki on stary- pomyślał nagle- ten wystający brzuch, ta skołtuniona broda…
– Wańka!- warknął niecierpliwie – Rusz ten gruby zad!
– A twój to jaki?- odciął się Wańka – Zresztą nie musisz na mnie czekać. Idź, sam sobie dam radę. I tak idziemy w innych kierunkach – zaniósł się kaszlem nikotynowym. Nim skończył, Nick był już za drzwiami. Na szczęście pamiętał, gdzie zostawił swój środek lokomocji. Rozpaczliwie machał na nieliczne samochody. W końcu jakaś taksówka litościwie się zatrzymała i zawiozła go tam, dokąd poprosił. Rudolf tkwił w miejscu w którym go zostawił. Nick ciężko usiadł w fotelu.
– No stary, jedziemy do domu- rzekł, ale Rudolf ani drgnął.
– Nie rób mi tego- prosił go Nick- Nie dziś, proszę cię! Maryśka mi głowę urwie jak wylecę z roboty.
Rudolf nadal stał w miejscu jak przymurowany.
– Rudi, skarbeczku kochany- nie ustawał w prośbach Nick- wszystko zrobię, garaż ci odnowię… No wiem, że mi się trochę przeciągnęło z Wańką, ale wiesz, sezon nowy, strategię trzeba było opracować, konkurencja nie śpi..
– Dobra, te bajki to do Mary- burknął Rudolf – Ja za stary jestem…- i jak nie ruszył, aż Nicka wgniotło w siedzenie. Pruł naprzód z takim wigorem, że w parę sekund byli pod domem. Nawet się Nick nie zdążył zastanowić nad tłumaczeniem dla żony.
– I czego tak szybko?- fuknął do Rudolfa, podenerwowany nieco perspektywą stanięcia oko w oko z małżonką.
Może śpi- pocieszał sam siebie bez sensu. Wiedział, że nie śpi. Nigdy nie spała.
A co mi tam! – pomyślał straceńczo – Najlepszą formą obrony jest atak.
Wszedł z trzaskiem do domu.
– Maryśka!- wrzasnął. I znieruchomiał przerażony własną odwagą. Mary stała w korytarzu, a jej złote loki połyskiwały złowrogo. Tak jak i błękitne oczy. Zmieszał się pod jej zimnym spojrzeniem, poczuł niepewny i zagubiony…Żeby dodać sobie ważności warknął:
– Co tak stoisz, kobieto? Dawaj szybko świąteczne ubranie! Spóźnię się!
– Tak? Trzeba było wcześniej zakończyć tę naradę z Wańką – powiedziała słodko Mary- Już nawet Stary się dopytywał czy jesteś gotów…
– Stary?- zaniepokoił się Nick – Odzywał się?
– A pewnie, pewnie…- ze złośliwą uciechą raportowała Mary – Pytał o ciebie i Wańkę: też mu się ta wasza komitywa nie podoba. Mówi, że Wańka na pewno był w KGB.
– Wańka? W KGB? Dobry dowcip – zaśmiał się nieszczerze – Przecież dobrze wie, że sam bym nie dał rady wszystkiemu. Wańka zajmie się wschodem, a ja zachodem- Nie wiadomo dlaczego się usprawiedliwiał przed ta drobną kobietką.
„Zgniótłbym cię w garści” przemknęła mu myśl i sam się jej przestraszył.
– Gadasz i gadasz- warknął znów- a tu czas mi ucieka. Dawaj to ubranie..
– Sam sobie weź, wisi w szafie od dawna. I wykąp się, bo klientów wystraszysz.
– Głodny jestem i herbaty bym się napił – powiedział pokornie
– Było wrócić do domu jak człowiek. Teraz czas minął. Ja oglądam serial, sam sobie radź i nie zawracaj głowy- ucięła.
– A jak wrócisz to pogadamy o tej Lali- dodała złowrogo
– No coś ty, Dorotka – próbował ratować sytuację – jaka Lala?
– Dobra, dobra, Dorotką mi oczu nie mydl. Co myślisz, że ja taka ciemna jestem?? Zbieraj się do roboty, ale już! Bo jak cię Stary wyrzuci to się będziesz miał z pyszna!
Nick poczuł, że narasta w nim bunt. Dość! Dość tej tyranii! Więcej nie zniesie jej pouczeń, tego traktowania go jak smarkacza.
– Zachowujesz się ja smarkacz to cię tak traktuję- doleciał z sypialni głos żony. Skulił się w sobie na te słowa. Zawsze podejrzewał, że czyta jego myśli. Spojrzał tęsknym wzrokiem w stronę łoża. Ech…jakby się teraz wyciągnął na nim, w tej czystej pościeli, w Maryśką u boku. Już on by jej pokazał, że wcale nie jest takim smarkaczem… Przestąpił z nogi na nogę, przełknął ślinę.
– Marysiu- poprosił nieśmiało.
– No, co tam znowu? – zapytała zniecierpliwiona.
– Jakoś źle się czuję. Tak mnie trzęsie, chyba grypa mnie bierze. Wiesz, myślę, że kieliszeczek koniaku dobrze by mi zrobił…
– Tak, klinika?- zakpiła – Żebyś znów spaprał kampanię? Jak poprzednio? Zapomnij! Po powrocie pójdziesz na odwyk. A Wańkę sama przegonię…No już! Na co jeszcze czekasz? Myślisz, że Stary cię wyręczy?
Z przygarbionymi plecami, ze spuszczoną żałośnie głową podreptał do łazienki. Naprzemienny prysznic, raz zimny, raz gorący wypłukał z niego resztę alkoholu. Wyszorował zęby pastą o długotrwałym działaniu, przystrzygł i uczesał srebrną brodę. Siwe włosy nie wymagały specjalnych zabiegów, ale czubek głowy zaczynał niebezpiecznie błyszczeć. Jeszcze rok, dwa, będę całkiem łysy – pomyślał. Owinąwszy się czerwonym szlafrokiem pomaszerował po ubranie. Po drodze, w jadalni minął barek. Niepewnie zerknął w stronę drzwi. Z sypialni dobiegały odgłosy serialu „ ależ Diego, przecież nie możesz mnie kochać, bo jestem twoją siostrą”. Na paluszkach podszedł do barku. Ujął kluczyk w dwa palce i ostrożnie przekręcił…
– Tego szukasz?- Mary stała w drzwiach trzymając butelkę w dwóch palcach. Podskoczył.
– Do zawału mnie doprowadzą te twoje szpiegowskie sztuczki! – Wybuchnął pamiętając zasadę: najlepszą formą obrony jest atak. Nic sobie nie robiąc z jego wściekłości pomaszerowała do kuchni , gdzie z satysfakcją wylała zawartość butelki do zlewu. Po czym oddała mu puste naczynie ze słodkim
– Proszę –
Już nie zwlekając ubrał się szybko, żeby jak najprędzej opuścić dom, bo bał się, że zrobi coś złego tej wiedźmie. Nie przyznawał się nawet sam przed sobą, że goni go jeszcze coś. Bał się, że Mary i to odkryje. Dopiero w stajni, gdy odgarnął zwiezione tego lata siano odnalazł swój skarb. Odetchnął. Była tam, Maryśka jej nie wywęszyła. Jaka ulga! Przycisnął do siebie butelkę Stolicznej. Wańka mu ją kiedyś podarował „na czarną godzinę” i oto godzina nadeszła. Odkręcił korek i przytknął szyjkę do ust. Pociągnął zdrowy łyk. Ciepło rozlało mu się po wnętrznościach, pobudziło krew do krążenia. Poczuł radość.
– O ho ho!- zakrzyknął w ciemne niebo. Na ten okrzyk z nieba jak na zmówienie posypały się białe płatki. Najpierw było ich niewiele, ale z każdą chwilą stawało się ich coraz więcej i więcej. Ale fajnie- pomyślał-przemknę bez trudu. Może choć raz szybciej wrócę do ciepłego łóżka…
Jeszcze raz pociągnął z butelki.
– Dobra Rudolf, wołaj resztę- powiedział raźno do stojącego nieopodal renifera- Czas na nas…
Mknął srebrzysty zaprzęg po niebie, po ziemi, wśród lasu czarnego i milczącego, po skrzypiącym śniegu dwa ślady znaczyły płozy sań. Aż znalazły się pod samotną chatką w lesie. Nieduży, pyzaty staruszek w czerwonym kubraku spoglądał przez szybę w oknie na stojącą w salonie ogromną, kolorową choinkę. Przy choince, w blasku ognia z kominka stała złotowłosa dziewczynka i recytowała wierszyk:
W dzień wigilijny, gdy mrok zapada
Święty Mikołaj do sanek wsiada
I wstrząsa lejcami:
No, wio mój mały,
bo będą na nas dzieci czekały
Mknie po obłokach koniczek dziarsko,
Wesoło parska
Już jest na ziemi, już mknie po śniegu
A wtem Mikołaj zatrzymał go w biegu
Bo oto w lesie stoi chatynka
A w tej chatynce mieszka dziewczynka
Mała Dorotka, śliczna Dorotka
Święty Mikołaj wchodzi do środka
Stuk-puk! A kto tam? Otwórzcie proszę:
To ja, Mikołaj, Dorotce lalkę niosę
Dorotka dziękuje i pięknie się kłania
A Święty Mikołaj dalej mknie w swych saniach

Zapatrzył się Nick razem z Rudolfem
– Dorotka- szepnął rozmarzonym głosem
– Dorotka- potwierdził renifer – Taka sama jak Twoja, pamiętasz?
Trwali długą chwilę w zapatrzeniu. Obudził ich głos dobiegający z radia umieszczonego w saniach
– A teraz specjalnie dla Państwa nasze wesołe przedszkole odpowie nam na pytanie: co to jest Merry Christmas ?
– Mary Christmas – powiedział sepleniący pięciolatek- to żona Świętego Mikołaja
– Tfu! Na psa urok!- splunął ze zgrozą Nick. – Chodź, Rudolf, nic tu po nas…To właściwie teren Dziadka Mroza. Hehe- zaśmiał się złośliwie- Niech się teraz Wańka zajmie Dorotką.
07.12.2004

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s