Dziecko się rodzi…

ale jakoś mu (jej) …

ale jakoś mu (jej) się nie spieszy.
Siostrzyczka Zuzi, ale nie moja wnuczka.
Więc Tymka, przyszłego starszego brata, który nie jest moim wnukiem, przywieziono mi wczesnym rankiem.
Taki skomplikowany melanż rodzinny jak w to patchworkowej rodzinie.
I tak sobie tkwimy dziś razem.
Jest trudno…Bo w nocy spałam może ze 4 godziny, a Tymek choć sześcioletni, jednak pochłania uwagę. Choć szczerze i dobrowolnie przyznaję, że mniej niż sądziłam. Ale jednak. W sumie młodzieniec jest całkiem fajny, ale ja i tak nie lubię dzieci.
A czeka mnie jeszcze jutro zapewne…
Była Zuzia na godzinkę i narobiłam im zdjęć. Niektóre cudne!
Zuzia marudna i jęcząca, oj chyba zazdrosna o uwagę. Nie chciała iść z powrotem do mamy.

W pracy maszynę szlag trafił, na szczęście już na sam koniec.
Ale do jutra mi nie naprawią. Będzie ciężko jutro.

…matko, jaka  jestem zmęczona…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s