Zindoktrynowałam się

Zapisałam się do …

Zapisałam się do partii socjal-demokratów, to chyba mówiłam?
Ale to dawno było, jeszcze wiosną.
Miniony weekend spędziłam na szkoleniu partyjnym. Szkolenie było na wyjeździe. Niedaleko, 60km od domu, ale organizatorzy zaproponowali nocleg w hotelu, więc czemu nie? W szwedzkim hotelu jeszcze nie spałam.
Grupa liczyła sobie jakieś 30 osób. Liczba cudzoziemców -12. Liczba kobiet -8. Przedział wieku od 25 do 65 lat. 5 osób z mojego miasta. W tym wszystkim oczywiście ja.
Sobota była ciekawa, bo szkolenie polegało w dużej części na pracy w grupach, żeby na przykład odpowiedzieć na pytania czym jest demokracja lub jak można wywierać wpływ.
Rewolucji nie zrobiliśmy, każda grupa opisując demokrację podkreślała równość wszystkich ludzi, jednakową ich wartość.Prawo do opieki zdrowotnej, prawo do pracy i wykształcenia etc etc itd…
Były dwie kobiety z mojego miasta, jedna na oko w moim wieku. Zagadnęłam ją na przerwie.
(Przerwy były średnio co 1,5 godziny z kawą i rozmaitym jedzeniem). Zagadnęłam na temat pogody, coś mi odpowiedziała, przedstawiłam się, przypomniałam, że jesteśmy z jednego miasta…Widać, to nie zrobiło na niej wrażenia, odpowiedziała coś zdawkowo i szybko poszła gadać z kimś innym.
Przy pracy grupowej dołączyłam do niej. Nie protestowała, ale do końca kursu nie nawiązywała ze mną kontaktu. Ze mną nie. Z innymi rozmawiała, śmiała się i żartowała.
Podczas kolejnej pracy w grupie chciałam się dosiąść do starszych panów, ale zaoponowali mówiąc, że mają już czwartego…Teoretycznie grupy miały być czteroosobowe, ale bywały mniejsze i większe…
Z innych grup nikt mnie nie wyprosił, ale też i nie zaprosił.
Arabi jak zawsze trzymali się razem. Norweżka i Indyjka pracowały z innymi cudzoziemcami.
Szwedzi mając do wyboru grupę – wybierali Szwedów. Tyle w kwestii równości. Szkoda tylko, że nie wpadło mi do głowy by się z nimi wszystkimi tą refleksją podzielić ad hoc.
W dodatku naraziłam się. Bo powiedziałam, że nad wykształceniem w Szwecji trzeba naprawdę popracować. Bo pomiędzy Szwedem, który skończył szkołę średnią a Szwedem, który skończył studia jest przepaść intelektualna. Przeciętny Szwed nie ma kompletnie wiedzy ogólnej! Nie zna geografii, kultury ani sztuki nie tylko innych państw ale i własnego kraju.
W zamian za to, w czasie lunchu, kolega Alfred z mojego miasta pochwalił się, że był w Polsce.
– Gdzie? – zapytałam
On nie wie. Gdzieś pomiędzy Szczecinem a Gdynią.
– No wiesz, to jest dystans około 400km, wiesz może jakie było miasto w pobliżu?
– No Gdynia i Szczecin… Ale jedzenie było…- zrobił dramatyczną pauzę a ja uśmiechnęłam się zarozumiale – jedzenie było ok-rop-ne!
Szczęką prawie wytrąciłam sobie kubek z kawą z ręki.
Co jadł zatem? Nie wie. Wie, że było okropne. Zemścił się na mnie za krytykę szkolnictwa. Tak to odczułam.
Potem już skrupulatnie mnie omijał, nie rozmawiał i był w grupie tych, którzy mnie nie chcieli.
Myślicie, że się przejęłam? Było kilka osób, z którymi dało się pogadać. Dwaj młodzi, bardzo zaangażowani ludzie, Adam i Mikael. Glenn, na oko 40-letni przystojniak, Pether, żywa kopia brata mojej matki, Britt, która prywatnie jest medium i organizuje seanse spirytystyczne, Helene – Syryjka oraz jej przyjaciel, którego imienia nie poznałam, Toril – Norweżka, która rozpoznała we mnie żonę mojego męża, który latem leżał w szpitalu w jednym pokoju z jej mężem…
Wieczorem była wspólna kolacja. Część rozjechała się do domów. Reszta zasiadła przy dwóch stołach. Pewni ludzie daleko od pewnych ludzi. (ironia)
Miło było…Do chwili gdy na stół wjechała przekąska.
O losie przeklęty! O karmo! Psia twoja mać!
Przekąską był kawałek łososia na słodkim ciemnym chlebie ze słodką musztardą…
Zjadłam chleb, dekorację z zieleniny, łososia z trudem hamowanym wstrętem odsuwając na bok. Natychmiast zainteresowali się mną moi sąsiedzi czy Pether i Glenn.
– Nie jestem entuzjastką łososia – wyjaśniłam.
Jakieś pół godziny i pięć modlitw „tylko nie stek, tylko nie stek” później, na stół wjechało danie główne. Adam, siedzący na przeciwko wybrał chyba wersję bezmięsną. Dostał kartofle i śledzia…
Inni: stek z polędwicy wołowej grilowany. Jedni dostali mniej inni bardziej krwisty. Zgadnijcie kto dostał bardziej krwisty? Ostrożnie odkroiłam kawałeczek, rozgryzłam. Fuuuuj…żywe, surowe mięso! Połknęłam nim urosło mi ustach. Połknęłam następny kawałek i…odkryłam jak bardzo krwisty jest mój stek.
Nie, nie. To było już ponad moje siły. Zjadłam kartofelki ( tzw gratäng z ziemniaków, pyszne i lubię) oraz całą dekorację, starannie omijając wzrokiem kawałek zwierzęcia na moim talerzu.
Sąsiedzi znów się zainteresowali. Miałam wrażenie, że z żalem patrzą na mój talerz. Prawie cały stek!
– Jesteś wegetarianką?
– Nie, po prostu nie lubię niczego co ma oczy – starałam się być dowcipna. – Nie zamawiam wegetariańskiego jedzenia, bo to dopiero może być niespodzianka – dodałam wyjaśniając. Adam potwierdził.
– Nigdy nie wiesz co kucharz myśli o diecie wegetariańskiej.
Taaaa…w czasie obiadu wersją bezmięsną była paella z owocami morza…To już wolę kartofelki z surówką.
Posiedzieliśmy do dziewiątej, a potem każdy grzecznie poszedł spać.
Niedziela był ciężka.
Historia ruchu robotniczego w Szwecji. Procesy legislacyjne na poziomie komuny, regionu, kraju…
Zaszyłam się w kąt, gryzmoliłam, trochę słuchałam, ale uwaga mi uciekała, trochę grzebałam w telefonie i odliczałam czas do końca.
Mimo wszystko to było pouczające szkolenie.
Już wiem, że muszę pójść na najbliższe spotkanie w mieście. Opowiem jak wygląda ich równość w oczach cudzoziemca. I sprzedam anegdotkę, którą z wersji polskiej przetransformuję na szwedzką:
Siedzi Sven i rozmyśla.
Siedzi na fotelu wyprodukowanym w Polsce. Przed nim stoi koreański telewizor. Sven ma na sobie dżinsy z Tajlandii i koszulkę z Chin. W ręku trzyma kieliszek wyprodukowany na Węgrzech, a w kieliszku wino z Kalifornii. Wszystkie te rzeczy przyjechały do Szwecji chińskimi ciężarówkami. Telewizja wyświetla reality show z USA, ale Sven nie zwraca na to uwagi bo zajęty jest myśleniem: „Dlaczego do cholery nie mam pracy?!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s