Uboga krewna

Jakiś czas temu …

Jakiś czas temu Moonfairy wpisała komentarz w stylu „No to cześć” . Zapytałam czemu tak się jakoś oficjalnie żegna, ale nie odpowiedziała. Znikła.

Dziwne ludzie mają zachowania. W internecie i nie tylko.
Kilka lat temu znikł z bloxa Polarny. Pożegnał się, wyłączył komentarze i…tyle. Nie byłam z nim jakoś blisko, ale odwiedzaliśmy swoje blogi, wymieniliśmy kilka prywatnych maili. Kilka razy pogadaliśmy na mailowym czacie. Niewiele, ale jednak było to coś, co wyszło poza krąg anonimowej znajomości. A tu nagle zniknięcie bez słowa.
Nie potępiam, ale nie rozumiem. Nie potępiam, bo możliwe, że sama kiedyś kogoś postawiłam w takiej sytuacji – zniknęłam bez słowa, choć zwykle staram się powiedzieć czemu.
Ale widzę jak wielu ludzi tego nie robi. I to nie tylko w internecie, w życiu też.
Miałam innego kolegę, też poznanego poprzez bloga. Gadaliśmy, spotykaliśmy się, odwiedzali w domach. Kolega łatwego charakteru nie miał, ja też nie jestem aniołem. Zdarzyło mi się pieprznąć wirtualnymi drzwiami, a po jakimś czasie wrócić ze skruchą.
Nasza znajomość sobie trwała. Przetrwała jego wyjazd do Anglii, jego powrót, mój wyjazd do Szwecji, jego zniknięcie z bloxa, powrót na łona bloxa. Czasem gadaliśmy intensywnie, czasem kilka tygodni wcale…
W którymś momencie powiedział, że ma mi coś do opowiedzenia, ale chciałby osobiście i kiedy będę w Polsce. To było jakoś w 2011. Jechaliśmy do Pl na urlop, a przy okazji na 1 urodziny Zuzi. Płynęliśmy promem a Kolega mieszka na wybrzeżu, pomyślałam, że  będzie okazja się wreszcie zobaczyć i pogadać. Kolegę zawiadomiłam tak szybko jak tylko ustaliłam dzień wyjazdu. Dzień przed wyjazdem potwierdziłam, że się widzimy nazajutrz.
M się trochę dąsał, bo on z kolei chciał odwiedzić swojego kolegę, też w okolicy wybrzeża, no ale uległ moim perswazjom. Prosto z promu mieliśmy pojechać na spotkanie z moim kolegą.
Dopływamy, dzwonię, smsuję…, że zaraz zjeżdżamy z promu niech poda miejsce i czas spotkania. Kolega odpisuje, że teraz nie wie, że zaraz się zorientuje. Zwodzi mnie tak dość długo, wreszcie w ostatniej chwili pisze, że niestety, ale jest za miastem i nie zdąży wrócić. M robi minę obrażoną, bo gdyby wiedział toby się umówił ze swoim kolega, a teraz przecież nie napadniemy ludzi znienacka.
Przyjechaliśmy do domu, wyczekiwałam jakiegoś znaku od kolegi, przeprosin, wyjaśnień, cokolwiek…Nic. No trudno, może ma kłopoty, może coś się zawaliło i gasi pożar, w końcu znam faceta tyle lat nie będę się dąsać.
Kilka dni później miał dolecieć do PL tata Zuzi i trzeba go było odebrać z lotniska. Pomyślałam, że zapytam kolegę czy miałby czas i chęć na spotkanie to wyjechalibyśmy wcześniej, żebym się mogła z nim spotkać.
Kolega potwierdził czas i chęć. Ile mnie kosztowało, żeby najpierw namówić M na wcześniejszy wyjazd to ja wiem. Tak samo ja wiem ile mnie kosztowało znoszenie jego ironicznych komentarzy o narzucaniu się osobom, które mają cię gdzieś. M się nie zna, kolegę znam tyle lat, nikt się nikomu nie narzuca – myślałam.
Pojechaliśmy, a był to czas wielkiej budowy dróg. I do Trójmiasta zamiast 2 godziny jechaliśmy chyba 6. Czas nam topniał. Z drogi oczywiście cały czas utrzymywałam kontakt z kolegą. Że korki, że późno, że przepraszam i czy nadal ma czas się spotkać. Miał…do czasu, gdy zaczęłam się zbliżać do miejsca spotkania. Wtedy nagle okazało się, że on nie wie, że nie jest pewien, że powie za chwilę, żebym się zameldowała jak będę na miejscu.
A gdy już wylądowałam na miejscu…kolega przestał odbierać telefon. Napisałam więc sms, że jestem tu i tu, że będę jeszcze przez tyle i tyle czasu…Nie odezwał się więcej.
Popętaliśmy się po okolicy, wreszcie pojechaliśmy na lotnisko.
Kolega do dziś dnia nie wyjaśnił swojego zachowania, nie powiedział nawet „przepraszam”.
Przestałam i ja się odzywać. Poczułam się urażona, wystawiona do wiatru, zlekceważona.
Obserwowałam kolejne wpisy na facebooku, więc mniej więcej wiedziałam co u kolegi, ale kontaktu nie nawiązywałam.
Aż tu kilka dni temu na facebooku kolega wysyła mi prywatną wiadomość, że czegoś mu tam potrzeba i czy mogłabym mu pomóc…Ogarnął mnie pusty śmiech.
Wiecie co?
Zignorowałam.
Zignorowałam, bo przez ostatnie trzy lata dotarło do mnie, że już nie chcę być dla nikogo „ubogą krewną”. Mam wokół siebie różnych znajomych. Jakaś część ich to ludzie, którzy nigdy w historii naszych kontaktów pierwsi nie zainicjowali spotkania. Widujemy się, wpadamy na siebie na ulicy, wtedy mówią „koniecznie musimy się spotkać” ale nic z tego nie wynika. To ja organizowałam spotkania grupy ze szkoły: Marka, Soni, Gulsum, Vicenta. Przychodzili zawsze, zadowoleni dziękowali mi za pomysł, za zaproszenie do domu. Ale nie odwzajemniali się tym samym.
Przez cztery lata wciąż zapraszałam, albo sama wpadałam „na herbatkę” do innego małżeństwa. Z ich strony inicjatywa wyszła raz – gdy On kończył 40 lat i żona organizowała mu przyjęcie niespodziankę.
Jest jeszcze moja dawna przyjaciółka, która od roku, a właściwie od co najmniej trzech lat sama z siebie nie napisała do mnie ani słowa. Ani na facebooku, ani w mailu. Gdy ja pisałam odpowiedzi przychodziły po wielu, wielu dniach. Nie odzywa się, gdy bywam w PL o czym chyba zawsze ją zawiadamiam. Ostatni raz widziałyśmy się rok temu, było miło, bardzo ciepło, sądziłam, że coś się przełamało, ale nie. Obiecane wiadomości nie nadeszły. Nawet na komentarze na facebooku nie odpowiada. Może przestała mnie lubić.

Czy ja jestem trędowata, uboga krewna czy jakoś niepełna, że to JA zawsze mam wyciągać rękę, inicjować kontakt, podtrzymywać go potem, w zamian słysząc tylko „sorry, ale wiesz, taka jestem zajęta, nie mam na nic czasu, ale ty pisz, pisz…odzywaj się” podczas, gdy ktoś mnie olewa przez lata i odzywa się tylko wtedy, gdy mu czegoś trzeba?
Mam wiele wad, ale w przyjaźni jestem lojalna, wyrozumiała, wierna i cierpliwa. Do czasu aż mi się te zasoby wyczerpią.
Teraz postanowiłam sobie, że nic na siłę. Jeśli mam mieć koło siebie ludzi, to takich, o których wiem, że im zależy na kontaktach ze mną tak samo jak mnie z nimi. Jestem introwertyczna i dobrze mi we własnym towarzystwie. Naprawdę nie muszę wiecznie całować czyjejś klamki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s