Fotoklub

Dwa tygodnie temu …

Dwa tygodnie temu miałam ogromną ochotę po prostu …nie iść. Po co? Znów będzie nudno, a ja będę czuła przymus. Znów będę się czuła wyizolowana i nie miejscu a w każdym razie …niepożądana.
Ale poszłam.
Poszłam z nastawieniem „pocałucie mnie wszyscy  w dupę”.
Nie wiem po co poszłam. Ani dlaczego.
I stało się coś. Olałam to co sobie myślą o mnie, moim szwedzkim, mojej tam obecności. Skupiłam się na czerpaniu przyjemności oraz nauki. Ktoś pozdrowił mnie imiennie, ktoś z daleka się uśmiechnął,  ktoś, siedzący blisko zagadnął, i zawiązała nam się rozmowa. Przymus znikł.
A mnie było wszystko jedno czy się na mnie gapią jak idę po herbatę…
Moja niechęć jakby stopniała.
Bo od jakiegoś czasu czuję głęboką niechęć do kraju w którym żyję i jego obywateli z nielicznymi wyjątkami.
Ciekawa byłam czy i tym razem będzie mi tak obojętne. Więc poszłam, choć znów nie bardzo mi się chciało.
Było jak przed dwoma tygodniami. A może nawet lepiej. A potem przyszedł nasz gość wieczoru.
Fotograf, reżyser, nauczyciel w gimnazjum. Uczył mojego syna, a zatem pośrednio i mnie podstaw fotografii.
Calle Borg.
Calle pokazywał swoje zdjęcia. Opowiadał o nich ze swadą, dowcipnie i ciekawie. To nie było żadne „taki czas, taka przesłona” ani tym bardziej  „a to tu i tu”. Nie. On opowiadał co lubi w danym ujęciu, jaka historia stoi za zdjęciem. No i tematyka.
Najbliższy wschód – Rosja, Bałkany, Ukraina, skrawek Polski. Oraz Ludzie i ich psy.
Dla mnie podwójnie ciekawe, bo na wielu fotografiach klimaty jakich wciąż jeszcze pełno na wschodniej stronie Polski. Klimaty, jakie zawsze wydawały mi tak mało interesujące, takie zwykłe jak zdjęcia zachodu słońca. 
– A umiesz mówić po rosyjsku? – zapytałam (mądrala – ciemno było i nikt mnie nie widział ).
Umie! jego zona jest Rosjanką. I nawet czyta cyrylicą. Nie jakoś tam nadzwyczajnie, zastrzegł, ale trochę. Udowodnił to.
Oglądałam zdjęcia pomników Lenina, obrazy ze Stalinem, wielkopłytowe bloki i małe drewniane, zapadające się chałupki, pięknie zdobione ościeżnice ich okien. Ludzie. Wymalowane na modłę lat 70-tych damy, szczerbaci panowie. Kicz i swego rodzaju urok…
Po pokazie, który trwał chyba z 90 minut, bo gdy Calle chciał kończyć rozlegały się głosy protestu, podeszłam do niego. Pochwaliłam nietypowe ujęcie Żurawia Gdańskiego (nocą, od frontu, z widoczną w tle panoramą) podziękowałam za fantastyczną podróż i otwarcie oczu.
Dostałam…uścisk.Takiego niedźwiadka. Pozdrowienia dla syna.
I wiecie co?
Po 16 latach w ogóle.
Po 6 w Szwecji.
Spotkałam człowieka, który mnie urzekł. Człowieka, którego chciałabym znać bliżej, z którym chciałabym móc choćby od czasu do czasu rozmawiać. Ktoś taki….do kogo muszę znowu sięgnąć na paluszkach, ale nie na tyle odległy bym uznała, że to niemożliwe. Człowieka – wyzwanie, człowieka, który mógłby sprawić, że znów poczuję, że się rozwijam.
Dawno nie spotkałam kogoś takiego. I nawet nie wiedziałam, że tak bardzo mi tego brak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s