Światła w Alingsås

okazały …

okazały się…rozczarowaniem roku.
Wielokrotnie słyszałam, że piękne, że o wiele więcej niż na Festiwalu Światła nad Nossanem, w naszej sąsiedzkiej gminie.
Pojechaliśmy zatem.
Już przy wysiadaniu z auta trafił mnie jasny, nagły szlag!. Okazało się, że mocowanie aparatu od statywu nie jest na swoim miejscu. Na statywie znaczy. Nie było tego też w pokrowcu na statyw. Ja ostatni raz używałam statywu jakoś wczesnym latem. Potem używał go chyba synek…W jego pokoju, gdzie mam tymczasową szwalnię wihajsterek nie rzucił mi się w oczy…Wniosek: ustrojstwo na bank jest razem z synkiem w Sztokholmie.
Dwa razy wkładałam aparat do samochodu i dwa razy wyjmowałam.
Moje rozczarowanie zagłuszyło nawet złość na dziecko.
No trudno…Będę szukać nieruchomych punktów podparcia. Oraz użyję takich ustawień, które wyciągną tyle ile się da ze światła, a potem obrobię w programie. Zdecydowałam.
W biurze festiwalu tłum ludzi, miła obsługa (jak niemal zawsze i wszędzie w Szwecji), obdarowano nas folderkiem z mapką. Postanowiłam skorzystać z toalety na zapas. Ruszyłam dziarsko na stronę…gdy mnie zatrzymało.
Pod oknem, w całkiem pustym korytarzyku siedziało sobie dwóch młodzieńców z gitarami.
Ach! Gitara w ręku młodego człowieka! Klasyczna gitara! Zapomniany to widok. Niewidziany od dawna. W moim mieście chłopaki jakoś się nie garną do tego instrumentu, nie ma ulicznych grajków. Kilka razy zdarzyło mi się widzieć występy jakichś dziewczyn, ale boże drogi…Siedzi panna, brzdąka niemrawo w struny i słabiutkim głosikiem coś tam wyciąga…Nie, nie, to nie to.
A młodzieńcy tak sobie siedzieli wespół w zespół. I nie brzdąkali. O nie.Jeszcze nim rozum pojął i nazwał serce mi zadrgało, dusza westchnęła.
Chłopaki grali


Czyli Is There Anabody Out There
Wystarczy obejrzeć początek filmiku, niecałe 2 minuty.
Tuż koło mnie przystanął pan w szarym swetrze, z natchnionym wyrazem twarzy kiwający głową. Po chwili dołączył inny, o wyglądzie starego rock and roll-owca. Jak na chwilę czas stanął i zamknął nas pięcioro w swojej kapsule. Znikł tłum, znikł hałas setek głosów. 
Skończyli. Każde z nas podziękowało chłopakom po swojemu. A we mnie zakiełkowała nadzieja, że może jednak nie jest tak źle z tą szwedzką młodzieżą skoro jeszcze zdarzają się egzemplarze znające Pink Floyd.
Poszliśmy na zewnątrz choć cała ma dusza hamowała ze wszystkich sił i ciągnęła w stronę gitar. Może przeczucie..?
Tematem festiwalu był Edward Grieg i „Per Gynt”.
Na telebimie zilustrowano historię opowiadaną w tym utworze. Niestety – zilustrowano na własny, żeby nie powiedzieć szwedzki sposób czyli dość dosadnie.
Postaliśmy chwilę, popatrzyli, a potem poszli w w trzy i pół kilometrową wędrówkę. Już po pierwszym kwadransie zaczęliśmy zdradzać objawy rozczarowania.
Zdjęć zrobiłam może ze sto. Sto zdjęć w czasie ponad dwugodzinnej wędrówki to mało. I, uwierzcie mi, to nie brak statywu był przeszkodą. Po prostu – naprawdę nie było co. Ile razy można fotografować podświetlone na kolorowo kępy drzew? Z setki zdjęć zostawiłam zdjęć 20. Resztę wywaliłam bez żalu. Z tej dwudziestki- poniżej sześć najciekawszych.

alingsas1

alingsas2

alingsas3

alingsas5

alingsas6

alingsas4

Do samochodu wróciłam z nowym pęcherzem na pięcie.
Ech. Może jednak lepiej było zostać przy gitarach….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s