Jak wpłynąć na pogodę i nie tylko

No bo lało. Lało i …

No bo lało. Lało i lało i lało. Nawet dla takiego deszczoluba jak ja było tego jakby trochę za dużo. W dodatku w pracy było zimno. Tak to jest ze starym budynkiem. Kaloryfery na 25 stopni a ja marznę w stopy i ręce.
Mąż któregoś dnia zażyczył sobie mojego towarzystwa przy zakupach. Nie było innego wyjścia- musiałam założyć gumowce, bo buty moje jedyne przemokły mi prawie w drodze do domu.
Gumaki kupiłam jakiś czas temu, coś około półtora roku temu, jak sądzę. Ustawiłam je pieczołowicie w garderobie…A potem nie było okazji ich założyć. Najpierw było za zimno, bo przyszła zima. Potem była wiosna, ale dość sucha, potem uszkodziłam nóżkę, potem było lato, w końcu jesień i zima, ale wtedy już zapomniałam, że mam. Teraz mi się przypomniało. Założyłam owe gumowce, wyszłam z domu i po kilku krokach wiedziałam czemu o nich zapomniałam!
Gumowce kupiłam za namową męża w sklepie z odzieżą roboczą między innymi. Guma jest twarda i sztywna a jeden gumowiec może spokojnie robić za narzędzie obrony, choć może lepiej nie, bo mogą oskarżyć o przekroczenie granic obrony koniecznej. Ale jako narzędzie fitnes, może być. Na przykład zamiast rzutu młotem rzut gumakiem. Nowa dyscyplina olimpijska.
Przeszłam kilka kroków od domu do samochodu. Potem kilka kroków od samochodu do sklepu, potem do drugiego…O matko kochana! Jakbym w dybach chodziła. Nóżka sfatygowana prawie rok temu od razu wyraziła swoje zdecydowane poglądy na owe buty.
W drugim sklepie tuż obok był obuwniczy. Tylko miałam zerknąć…
Wyszłam z parą gumaków Crocks. Tylko 50kr droższe od zwykłych! Idealnie dopasowane do stopy, miękkie, lekkie. Niestety…RÓŻOWE! Jedyny kolor jaki był. Naprawdę to samo tak wychodzi! ładnie się komponują z kurtkę w różowe kwiatki, której używam jak jeżdżę Komarkiem.
No.
Zmieniłam buty w samochodzie a potem radośnie wchodziłam w każdą kałużę. I tyle było mojej radości.
Nazajutrz, wbrew prognozom, deszcz się oddalił w nieznanym kierunku. Prognozuję dość suchy najbliższy okres. Oraz spodziewam się dość suchego lata.
M. sobie w grudniu kupił narty i proszę jaka zima była.
W ogóle mam wrażenie, że los mi zawsze robi na przekór.
Może teraz też?
Wysłałam podanie o pracę ale w duszy mam dylemat szczęścia i obowiązku. Bo już mam plany na pierwsze dni bezrobocia. A praca byłaby dojazdowa, więc raczej mało czasu po południu zostawałoby mi na rozrywki. I od zaraz. No ale praca…
I tak z jednej strony myślę, e, lepiej nie, z drugie, oj tak, lepiej tak.

Wróciłam z pracy zmarznięta. Bo słońce – słońcem, a wiatr północny swoje robi. W dodatku w nocy wybudza mnie ze snu paskudny, suchy kaszel, który jedyne co uspokaja to cukierki vick. Błe. Rano się budzę i mam smak cukru w ustach. Fuj! W dodatku niewyspana, bo budzi mnie kilka razy. Ki grzyb? Może alergia na litozin? Słyszał kto o tym? łykam od przyjazdu z Polski. Łokieć mnie nie boli! Wcale nie boli. Prawy nadgarstek ze wszystkim stawami palców -trochę, ale dużo mniej niż przedtem.
O. I właśnie mi się przypomniało, że muszę złożyć wniosek o odszkodowanie za tę nózkę co ją sobie uszkodziłam prawie rok temu.
Boli, lekko puchnie od czasu do czasu, nie toleruje chodzenia boso, ani w ciężkich butach, więc wkładkę od ortopedy mogę se wsadzić wszędzie, ale nie w buty. Sandałków też nie lubi. Ani szybkiego marszu.
To idę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s