Zamiast drzemki

Padam na twarz, ale …

Padam na twarz, ale nie mogę teraz pójść spać, bo potem znowu nockę zarwę a rano będzie koszmar ze wstawaniem.  Jeszcze tylko jutro bowiem i wreszcie tydzień urlopu. Jadę do Polski i zamierzam się tarzać na łonie matczynym, przyjaciół oraz znajomych królika.
Ostatnie dni u Piłkarzy to szaleństwo. Sezon się zaczął, wszyscy trenują, nowi gracze przychodzą, inni odchodzą, jeszcze inni odeszli dawno ale nie poinformowali wtedy tylko robią to teraz, gdy dostali faktury, inni się namyślili żeby zmienić formy płatności a ja po całych dniach rejestruję, wyrejestrowuję, wystawiam faktury, anuluję faktury, koryguję faktury. Prócz tego odpowiadam na tysiące maili i telefonów pod tytułem „a kiedy zaczynają się treningi dla grupy takiej a takiej?” Zajrzyj na stronę, mówię, jest zakładka dla każdej drużyny, a tam schemat. No tak, patrzą, ale napisane, że tak i siak i czy to się zgadza. I tak w koło macieju.
Prócz tego rozgrywki ligowe, więc trzeba było gonić z listą sponosorów, żeby wiedzieć czyje loga maja się znaleźć na programie. Oczywiście Christer nie zaskoczył nikogo i tydzień po terminie nadal nie podał swojej działki listy. Za to przedostatniego dnia przed pierwszym meczem (za)dzwonił do mnie ( z komórki, stojąc na zewnątrz, z wiatrem huczącym w mikrofonie) „Znajdź mi telefon do Iksa. Zaznacz, że Ygrek bierze udział, ale Zet to już nie. A znajdź mi telefon do KowalskiEntreprenad. A przy okazji zadzwoń do JureksBoatar i przypomnij, że logo mieli wysłać. Acha a do Hotelu Miejskiego wyślij zdjęcie starego programu, bo chcą wiedzieć jak to wygląda”.
I tak co kilka minut. Zaczynam coś robić, odkładam, bo telefon, załatwiam, k..a mać, za dupka sprawy, bo on aktywista, wszędzie jest aktywny i w footbolu i w bandy i w kościele pewnie też i jeszcze w stu innych organizacjach. No żesz…Przekleństwo z takim aktywistą…
Wreszcie, pół godziny przed końcem pracy powiedziałam, że sorry, ale dziś już mu nie pomogę więcej, bo muszę skończyć to co robię inaczej pół dnia roboty pójdzie w powietrze.
– No ale ja myślałem, że możesz mi pomóc – kwas w jego głosie
Szlag, szlag, szlag! Nie znam słowa „wyręczać”, bo bym mu powiedziała, że ja go wyręczam, a nie pomagam.
Na drugi dzień Pelle z lekko kwaśną miną, z lekkim oporem mówi, że tak, owszem, rozmawiał z Christerem i tam na biurku mam listę…
Pół dnia szukam listy, Annette bombarduje mnie mailami, że gdzie, że on przysięgał, że dawał Pellemu, że musi być. Idę do Pellego…SUPRISE! Owa lista to kropki na starym programie przy tych sponsorach, którzy chcą uczestniczyć w zabawie i w tym roku. Nowe kropki mieszają się ze starymi, z wczoraj. Na szczęście mailowałam to do Annette więc po spunktowaniu wyławiam nowości. Grrr. Kolejne pół dnia poszło się paść przez niezorganizowanego cymbała…
Jeszcze ustal skład obu drużyn, z tym, że oni skład zazwyczaj ustalają w ostatni wieczór przed meczem, więc mogę je mieć najwcześniej albo późnym wieczorem w przeddzień, albo wczesnym rankiem w dzień meczu.A drukarnia drukująca program musi mieć dane najpóźniej rano, w dzień meczu, żeby na popołudnie przygotować wydruki. Ja zaczynam pracę o 12. Pat.
Nie zrobię tego z domu, to trzeba na szablon nanieść, a mój komputer go nie wczytuje. 
Prosto z Kupa lecę do Piłkarzy…Siurprajz! Goście swój skład przysłali, ale nasi wciąż nie.
Dzwonię, David słysząc
– Hej, tu Katarina- kaja się , że już, już, jeszcze mała chwilka.
Wreszcie wszystko mam, wysyłam. Zawiadamiam Annette, że trzeba będzie odebrać, bo ona pracuje w tym samym budynku co drukarnia.
Do końca dnia gaszę kolejne pożary, a sterta spraw do załatwienia rośnie. Dzwonię, piszę maile, rozmawiam na żywo. Wszystko to po szwedzku i już w nosie mam jak brzmię, dziwnie, nieczysto, twardo po polsku, składnię olewam, mylę zaimek „wasz” z „ich”, ale KURDE!!! załatwiam wszystko co trzeba i we wlaściwym czasie.
Do domu wychodzę po 4 godzinach, nie ma głupich, za nadgodziny nikt mi nie zapłaci, mam to w umowie. W domu panikuję, bo przypominam sobie, że kurde drukarnia mi nie potwierdziła, ze dostali zamówienie.
Potem święta pełne Zuzi. Potem powrót do pracy, koniecznie chcę przed urlopem rozładować ową kupkę, ale znowu mecz u nas, znowu przygrywka pod tytułem PROGRAM …

Jest wietrznie, słonecznie, złociście-zielono-niebiesko, choć chłodno. Marznę w pracy w rękę, te od myszy i stopy.
Dziś miałam chwilę paniki. Nie zdążę, cholera, nie ogarnę, zapomnę. Ale ja to lubię! I będzie mi tego brak!
Może dlatego noc w noc śni mi się wojna albo pożar.

…A jeszcze zdjęcia z wyprawy z fotoklubem czekają na wrzucenie na bloga….
Aaaaale na razie idę popodglądać pasące się łosie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s