Fantastyczne życie

<span …

Czytałam wszędzie. W szkole na przerwie i pod ławką jak lekcja była nudna ( poza polskim, rosyjskim i historią do XX wieku, wszystko było nudne). Czytałam w kolejce po mleko w stołócwe szkolnej i w kolejce po chleb w piekarni. 

Próbowałam czytywać nawet w drodze do domu ze szkoły, ale kilkukrotne spotkanie ze słupem lub drzewem odwiodło mnie od tych planów. Czytałam za to w drodze z biblioteki, bo ta leżała tylko trzy domy dalej, chodnik przy wewnątzrosiedlowej uliczce był prosty, bez przeszkód w postaci latarni czy drzewa, przechodzić przez ulice nie musiałam, więc czytałam. 
Jak podrosłam, odkryłam, że niektórzy, nieliczni, osobnicy rasy ludzkiej moga być równie zajmujący jak książki. Violka.Albo taki na przykłąd Wojtek W. z podwórka, brunet z niebieskim oczami i rzęsami, że wszystkie dziewczyny powinny były go nienawidzić a nie kochać się w nim. Że nie wspomne o Adasiu Z. geniuszu matematycznym z ławki z tyłu.
Ograniczyłam czytanie do jednej książki na mniej wiecej dwa dni. 
Owszem. Pisałam bezbłędne, logiczne zdania. Owszem zasad gramatyki nie znałam bo ich nie potrzebowałam. Owszem wiedziałam różne rzeczy i miałam ogromny zasób słów niekoniecznie potrzebnych takich jak interlokutor czy ansa. To wszystko dawało mi ogromne fory u nauczycieli. I robiły tyły u kolegów z klasy w szkole rolniczej. Bo kto to widział czytać dobrowolnie cokolwiek i jeszcze na przykład się z tego śmiać. Takie zachowania na długie lata ubrały mnie w etykietkę „dziwadła”. Można mi wierzyć, lub nie, ale naprawdę spotkałam się ze słowami, że jakbym tak nie czytała to bym była całkiem fajna…
Lata minęły. 
I oto okazuje się, że wielu książek po prostu nie pamiętam! Pamiętam główny motyw, ale autor i tytuł uleciały gdzieś w mrok niepamięci.  A jeszcze niektóre fabuły zlepiają się ze sobą.
I tak na przykład co rano, gdy wracam z Kupa, z pewnym niepokojem obserwuję rój czarnych punkcików na niebie. Rój faluje, oddala się, przybliża. Przybiera postać chmury, by za chwilę zmienić się w smugę, ze smugi w kreskę, która przepada gdzieś w oddali, a po chwili wraca. Do roju co rusz dołączają inne czarne punkciki, rój rośnie, rozsypuje się po całym niebie,  zasłaniając je coraz bardziej. Nad całym miastem spowitym w resztkę mroku, unosi sie jednostajny dźwięk „kja, kja, kja” albo jakos tak. 
Zawsze wtedy czuję dziwny, nieuzasadniony lęk. Szczególnie gdy rój nadpływa tuż, tuż nad moją głowę. 
I przypomina mi się wtedy opowiadanie. Kto to napisał? Gdzie to czytałam? U Lema czy w Fantastyce? O tym jak Rój otoaczał głowę człowieka i robił mu coś w rodzaju formatowania dysku. Lecz wiedza, jaką ten człowiek posiadał, nie ulatywała w powietrze tylko zostawała w Roju. A człowiek stawał się „tabula rasa” jak nowo narodzone dziecko. Bez elemtarnej świadomości. 
Była na to rada. Hełm jakiś czy coś, ale nie pamiętam. Należałoby przeczytać żeby wiedzieć. Choć rój kawek nad głowę bardziej powinien się kojarzyć z Hitchkokiem, prawda? Ale czym skorupka za zmłodu…”Ptaki” oglądałam już jako całkiem dorosła osoba a fanatstyką zaczytwałam się od zawsze. I ze zdumieniem spostrzegam jak wiele tych opowieści wtedy fantastycznych teraz stało się rzeczywistością. 
Pamiętam opowiadanie Mutanci, o Isi, która była zbyt inna by móc funckjonować w społeczeństwie i specjaliścia zalecali jej oglądanie telewizji na wyrównanie poziomu do innych dzieci. Tylko, że w przypadku Isi było to równanie w dół. I jeszcze takie opowiadanie o przyjaźni chłopca z lasu i dziewczyny z miasta. Dziewczyna mówi z dumą, że już wkrótce dostanie własne okablowanie, które podłączy ją do wirtualnego społeczeństwa. 
A my to mamy na co dzien, nawet dzieci, i to bez kabli.
Kosmos panie. Kosmos. Czy ja chcę wiedzieć co będzie dalej? Bo nie wiem czy mam wracać do Lema co mi się ostatnio marzy. 
Kosmos.
W bibliotece nie trzeba już książek wpisywać na kartę a potem dopisywać daty zwrotu. Nie. Wystarczy  na stoliczku karte biblioteczną i stosik książek położyć a system w jednej sekundzie zarejestruje co wypożyczasz. Gdy zwracasz – odkładasz książki na półkę, która robi to samo tylko w odwrotną stronę. 
I co pan na to, pani Lem? Podoba się panu?
Bo mnie…nie bardzo.
Bo już nie zostanę bibliotekarką. Nawet jesli szybko dorosnę. A to było mój wymarzony zawód. 
I zawód. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s