Eeee, tam…

<span style="color: …

Zima. Ale nadal nie ta biała i słoneczna, nie. Wilgotna, szaro-bura w kolorycie, bezsłoneczna.Szukam sposobów na pociesznie się. Bo polubić to sie tego, co za oknem, nie da w żaden sposób. No nie da. No to sie pocieszam.
Ostatnio kupuje sobie czapki. 
Regina przy każdym spotkaniu dziwi sie spektakularnie

– Znowu nowa czapka?!
No to teraz sie zdziwi.
Bo nowa. A jakże. Kupiona na dziale dziecięcym. Włóczkowa, biała z błękitnymi i różowymi elemtami. Z nausznikami, zakończonymi warkoczykami. Dodatkowo obszyta futerkiem. Absolutne cudo! Muszę się w niej sfotografować i pokazać światu. W takiej czapce, skrywającej większą częśc twarzy, oraz karku i uszu naprawdę można się wieszać na różnych takich…Co uczynię  niebawem. Niech no się tylko jakoś ogarnę i przestanę być śpiąca.
Z tymi zdjeciami osobistymi to dziwnie jest.
Bo zawsze gdy na nie patrzę to się zastanawiam kim jest ta stara, gruba baba. Gdzie podzialo sie to sliczne, młodziutkie dziewczę, o twarzy wychudzonego szczurka? To dziewcze przecież żyje, ma się dobrze, nie dorosleje, jak widać, skoro z uporem maniaka wbija się w ciuchy przeznaczone dla dzieci, choć w rozmiarze bardzo, bardzo dorosłym.
Eech…
A ze zdjęć patrzy szara rzeczywistość, która nadal nie wie co chce robić, gdy już dorośnie.
Zima jest wstrętna. Wysysa ze mnie energie, az strach. Naprawdę coraz mocniej irytuje mnie, że własciwie moja aktywnośc sprowadza się do tego, że chodze do pracy. Wracam z jednej- śpię. Wstaję, jade do drugiej, wracam i po wykonaniu absolutnego minimum obowiązkowych czynności znowu śpię. 
Witaminy zimowe, ze specjalnym uwzględnienien D nic nie pomagają.
Yankie znowu ma sie kiepsko. W sobote skonczył z antybiotykiem na zarazę, którą sobie był przywiózł z Polski. Wczoraj wieczorem znowu go telepało. Miał sie dziś z lekarzem kontaktować, bo termin kontroli ma za tydzień. Co za cholerna bakteria mu się zalęgła. Niepokoję się.

Kocio schudł. 
Nie dostaje ciasteczek, szyneczek, kawałeczków mięska. Nawet daktyli mu na wszelki wypadek nie daję, bo cukier tuczy. Pije, sika, nie nadążam wymieniac żwiru. Ale badania dwa miesiące temu wykluczyły cukrzycę! Kocio zrobił sie wybredny do jedzenia. Puszkowane jest błeeeeeee.  Suche jest błeeee. Odkryliśmy saszetki. Na razie je. Oraz te cudowne sheba, które kosztuja drożej niż najdroższa szynka. 

Zuzia. Zuzia pyskuje. 
– Ja telas mówim!
– A w przedszkolu byłaś?
– No, nie byłam – niecierpliwi się i fuka, macha ręką, okazuje irytację moim zagadywaniem.
-Zuzia, a czemu ty się tak brzydko do babci odzywasz ? – pyta w koncu dziadek troche ostrzej.
Zuzia spuszcza główkę, i chowa się za rączkami. 
– Widzisz? Przykro ci, że na ciebie krzyczę? A  jak ty na babcię krzyczysz to babci jest tak samo przykro.
Spomiędzy paluszków łypie oczko.
Już jej nie zagaduję, jakoś mnie nie lubi ostatnio, zwłaszcza jak dziadek w pobliżu.
Oczko łypie, rączki odsłaniaja coraz więcej.
Wreszcie:
– Oooo, piesek! – cieszy się. Dziadziu zajęty prowadzeniem auta nie zwraca uwagi.
– No piesek, a tam jeszcze jeden – mówię.
– Ale ja do dziadziu mówim – bąka cichutko Zuzia.
– Dziadziu! – wołam – Zuzia ci pieska pokazuje.
Dziadziu reaguje właściwie.
– Sisiś dziadziu, ja juś ziećna eśtem – mówi Zuzia. 
Nie ma rady. Trzeba się pogodzic, że jestem numer dwa. Pozostaje nadzieja, że kiedyś sie to zmieni.

Komus sie moj fotoblog spodobal i reklamuja go na glownej. Mile.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s