Forma przetrwalnikowa

<span style="color: …

Jak jest taka pogoda to wpadam w jakiś stan hibernacji umysłowej chyba. Albo innej formy przetrwalnikowej. Byle do wiosny.

Jest szaro. Szarzej. Jeszcze szarzej.
Spadł snieg w zawrotnej ilości 3 cm. Może nieco więcej gdzie nie gdzie, może nieco mniej. Za mało by schować zimową brzydotę, wygładzic kanty, przykryc psie kupy (tak, w Szwecji też!), zaznaczyć wyraźną granicę między białym a czarnym. Miasto w zasadzie nie uzwya soli, tyle co na drogach dojazdowych głównych. W efekcie sól z przedmiescia na kołach aut, rowerów oraz na butach wdziera sie do miasta. Sprawia, że zamiast białej nawierzchni mamy nawierzcjnię częściowo czarną, częściowo szaro-lodową. Skuter zamieszkał w garażu na stałe, bo czy 3 czy 30  centymetrów śniegu, jeździc się nie da. Mróz -1 w porywach do -5. Wiatr i duża wilgotność powietrza sprawiają. że odczuwalna jest dużo niższa niż przy bezwietrznych słonecznych dziesięciu stopniach w minusie. Nie da się jeździć  skuterem. No chyba, że na zimówkach a i to jak  ktoś twardzielem jest.
Jestem?  Nie jestem.  Więc latam na piechote w te i we w te. Extra motion nazywa sie to po szwedzku, Czyli trening bez dodatkowych nakładów. 
Wieczorem czyli o 18 marze już tylko o ciple i miękkości mojego przestronnego łóżka. Z Kociem mruczącym u boku, książką o ciekawej treści oraz ciepłym tudziez rozgrzewajacym napitkiem.
Kocio ostatnio narzeka, że mu zagoraca i najchętniej poleguje na podłodze pod uchylonym oknem. 
Książki jakie ostatnio trafiają mi ręce najchętniej wywaliłabym przez owe otwarte okno po przeczytaniu, a raczej zmęczeniu połowy. Ale nie chce mi się wstawać. 
Od herbaty mam zgagę, od kakako na mleku wyspkę. Zostaje alkohol ale z tym należy ostroznie.
Że co? Że o co mi chodzi z tymi książkami?
Ludzie…Ileż razy mozna czytac to samo. Ona dzielna, w kwiecie wieku, piekna, choć zaniedbana. On ja puszcza kantem, świnia jeden. Ona cierpi,. Potem się dźwiga. Odkrywa w sobie geniusza. Albo piękną. Albo jedno i drugie. Potem spotyka jego. I żyją długo i szczęśliwie w bogactwie i szczęściu. kurtyna.
Łooo matko! Czytam pierwsze strony i wiem czym się skończy. Zmieniaja się tylko stroje bohaterek i dialogi między przyjaciólkami, które w domysłach mają byc zabawne, a są żenująco sztuczne. 
Szkoda papieru, naprawdę. Czasu szkoda. Chyba naprawdę lepiej sie upić.
Nie mówcie mi więcej „powinnaś napisac, spisac, opisać, wydać”. Nie, nie, nie. Ten blog to już szczyt grafomaństwa. Nie będę cegiłki dokładac do marnotrawstwa papieru.
Dni mijają łudząco podobne jeden do drugiego. Różnią się jedynie stopniem zabrudzenia powierzchni gładkich w Kupie. Ostatnio każdego dnia jest coraz brudniej i brudniej. Ludzie nie mają co robic to łażą po sklepach dla rozrywki. Taki sport, zamiast jazdy na nartach.

O Zuzi to innym razem 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s