Pokazać język zimie

  <span …

  Jeszcze w połowie grudnia spierali się meteorolodzy. Jedni mówili, że miast zimy będzie u tych drugich wielki potop. Ci drudzy prognozowali, że wcale, że nie, że zima będzie i to tak ostra, że ci pierwsi  wymarzną. I jedni i drudzy wieszczyli z zapałem skłaniającym do zastanowienia ile w tym rzetelenej prognozy, a ile pobożnych życzeń.

Zima, nie słuchając meteorologów, konskewentnie nie nadchodziła tam, gdzie miała nadjeś a pojawiła się tam, gdzie miało jej nie być. W Egipcie na przykład. Bo w Europie Północnej temperatury były odpowiedniejsze do egipskiej pory deszczowej.
Kurtki zimowe staniały w miejscowych sklepach, a właściciele zimowych obiektów sportowych rwali włosy z głów oraz upijali sie tyleż z nudów co i z rozpoczy spowodowanej wizją bankructwa. Pod koniec grudnia z cenowego tonu musiały spuścić też inne sklepy sprzedające zimowe akcesoria.
Ludzie chodzili, oglądali, kiwali głowami i narzekali:
– Tak, teraz jak zimy nie ma, jak można w grudniu niemal w japonkach chodzic, to buty zimowe tańsze od owych japonek. I na co nam to?
Większość tak robiła. Znalazła się jednakże co najmniej jedna osoba, które nauczona doświadczeniem życiowym, trwała w przekonaniu, że nawet jak nie teraz, zaraz, to wkrótce zima nadejdzie. W głowie owej osoby nie panowało szczególne przywiązanie do tej pory roku. Ba! Nieuchronność nadciągnięcia mrozów, białego świństwa zalelegającego na chodnikach, przeroczystych sopli zwisających z dachów jakby w oczekiwaniu na odpowiednią ofiarę była dla owej osoby źródłem goryczy i poczucia niesprawiedliwości dziejowej bowiem to wszystko było tym, czego nie znosiła najbardziej na świecie. Świecie, w którym żyła tu i teraz, bo w innych okolicznościach prztyrody równie żywiołowo nie znosiła jadowitych pająków, tudzież nadmiernych teperatur, zatem wyprowadzka w inne rejony też by niczego nie zmieniła.
Tą osobą była niejaka KasiaP.
 
Na przekór sporom meteorologów KasiaP. była przekonana, że zima nadejdzie i będzie taka, jak być powinna, przynajmniej  wedle niektórych. Nadejdzie, żeby jej, KasiP zrobić na złość, utrudnić życie i udupić w domu.
 
Nic więc dziwnego, że z takim nastawieniem do zjawisk meteorologicznych KasiaP z niejakim entuzjazmem odniosła się do obniżki cen odzieży zimowej. Szczególnie przecena pewnych butów bardzo przypadła naszej bohaterce do gustu. Nie bacząc na nadchodzące święta oraz doroczny obowiązek obdarowania prezentami najbliższych, KasiaP. postanowiła, że buty owe kupi. I tak uczyniła.
Mąż popatrzył ironicznie gdy przytargała karton do domu, ale w obawie posądzenia o skąpstwo nie skomentował. Pomyślał tylko „I po co? Zimy ma nie być, a jakby nawet tych kilka płatków spadło, ma buty ubiegłoroczne”.
Tymczasem KasiaP. popatrujac każdego dnia na zalane deszczem okno czy też ocierając deszcz z szybki kasku od Komarka, rozmyślała, czy aby na pewno dobrze zrobiła, bo może jednak miast w buty zimowe, piękne co prawda,  było lepiej zainwestować w łódź albo porządny parasol?

Aż do ostatniej niedzieli, kiedy zbudziwszy się rankiem zobaczyła dziwnie jasne światło sączące sie spod niedokładnie zamknietych żaluzji. Przekręciła je i…powstrzymała się brzydkiego słowa. Zamiast tego wybrała klasyka.
„Spadł zdrajca noca i cicho legł.”
 Westchnęła ciężko.
 Zaznaczyć należy, że Kasia P nie jest osobniczką pozbawioną wrażliwości estetycznej. Siedząc w domu obiektywnie stwierdzała urodę namalowanych na szybach mroźnych kwiatów, tudzież miękkiego, białego puchu skrywającego brzydotę i łagodzącego kanty. Obiektywnie, bo subiektywnie nadal nie lubiła. Najbardziej nie lubiła brnięcia w śniegowej, rozdeptanej masie, często wymieszanej z solą pod którą czai się zwykle zdradliwy lód. A taka perspektywa czekała ją od nastepnego dnia. Ba! Od następnego, bardzo wczesnego ranka.
I tu na KasięP spłynęło olśnienie. BUTY! Przecież ma BUTY. Buty, który mają GWOŹDZIE!


Gdy następnego dnia rano, wrócała z pracy do domu nie mogła się oprzeć pokusie. Już popychając drzwi do klatki, odwróciła się i przez ramię  pokazała język w całej jego krasie. Oraz zagrała na nosie. Innych gestów zaniechała, bo w porę zauważyła na schodach swą malutką, dwuletnią sąsiadkę, która jak zawsze rano przyglądała się całemu światu z wyraźną niechęcią. Ożwiona dwukilometrowym marszem, KasiaP miała odczucia odwrotnie proporcjonalne do odczuć sąsiadki.  
– Piękna zima, prawda – rzuciła radośnie.
Dziecko popatrzyło na nią z pogardą.
Taka duża, a nie wie. Zima może byc fajna, ale nie po ciemku, nie w środku nocy, na litość boską!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s