O Szwedach słów kilka

Annette od piłkarzy …

Annette od piłkarzy poinformowała mnie, że Doroczna Impreza zwana także Zakończeniem Roku jest także dla pracowników z osobami towarzyszącymi. I żebym poszła. Będzie dobre jedzenie i będzie wesoło.
Wykręciłam się mówiąc, że mam urodziny sąsiadki-koleżanki. Nie skłamałam! Daty mi się pomieszały. Reginy urodziny świętowaliśmy wczoraj a Impreza jest za tydzień.
Ale nie szkodzi. Nie mam chęci iść. Pelle nie idzie, bo pracuje, Johnny też nie. Poza nimi prawie nikogo nie znam. A dobre jedzenie…Szwedzkie dobre jedzenie brzmi dla mnie jak oksymoron. Bo albo szwedzkie albo dobre. Oni tylko mięso, mięso, mięso, a po mięsie łosoś i śledź. Jedyne co mogłoby mnie skusić to sałatka ziemniaczana oraz ryż z pomarańczami. Ale te mogę zrobić sobie w domu. 
Wesoło będzie, mówiła Annette. Na szwedzkiej imprezie? Znów oksymoron. Albo szwedzka albo wesoła.
Wesoło to w innym gronie musiałoby być.
Wczoraj, u Reginy i Gintasa czyli Litwinów, spotkaliśmy się w gronie braci nadbałtyckiej. Litwini, dwie pary Łotyszy z dziećmi oraz my, Polacy. Istna Wieża Babel. Litewski, łotewski, polski, rosyjski, szwedzki, a w porywach nawet angielski.
Trunki nie lały się tak, jak to brać nadbałtycka ma w zwyczaju, bo dzieci, bo samochody. 
Od pierwszej chwili atmosfera normalna, rozmowy od polityki po dupę maryni. Bardzo, sympatycznie, bardzo spontanicznie.
Na uwagę zasługuje Łotyszka Kristina ( Boże, jaka piękna dziewczyna gdyby jej zdjąć okulary albo dać jakieś inne). Na początku nie wiedziałam co chodzi. Bo gadałam z Reginą po polsku a ta z promiennym uśmiechem wpatrzona w nas, coś tam cicho komentowała do męża, którego nazwisko nota bene kończy się na SKI. Ja zażartowałam, ci co zrozumieli się zaśmieli, Kristina też, choć deklarowała, że nie rozumie.
Regina wyjaśniła, że Kristina uczyła się trochę polskiego.
– Dlaczego ? – zdziwiłam się. Podejrzewałam polskie korzenie, jakąś rodzinę…Nic z tych rzeczy. Kristina uważa, że polski to piękny język. Że brzmi pięknie. Ja ją rozumiem. Wszak dla mnie melodia języka francuskiego jest czymś najpiękniejszym na świecie. No i Kristina nie jada mięsa. Ani ryb. Nie, że wegetarianka, ideologia itd. Nie lubi. Zwyczajnie. No swoja dusza, naprawdę!
Pozostali równie sympatyczni: otwarci, szczerzy, sympatyczni. Bracia Bałtowie po prostu, więc nic dziwnego a wspólny wróg w postaci Wielkiego Czerwonego Brata, choć przebrzmiały to wciąż jednoczy.
A kilka dnie wcześniej kolega miał 40 urodziny i jego żona w tajemnicy zwołała znajomych na przyjęcie niespodziankę.
Wielu nas nie było, ale znów kilka języków się plątało. Polski w większości, angielski reprezentowany przez Australijczyka i naturalnie szwedzki reprezentowany przez Szweda.
Australijczyk zaczął do mnie coś po angielsku, poprosiłam o zmianę na szwedzki, co nie bardzo mu wychodziło. W efekcie ja do niego po szwedzku, on do mnie po angielsku i tak sobie gawędziliśmy przez cały czas. Ze sobą i z innymi. Impreza była tym razem bezalkoholowa, więc to nie alkohol nam te języki rozwiązał. Po prostu australijczyk okazał się całkiem bratnią duszą, mimo że całkiem przeciwległego krańca Ziemi. Tymczasem ze Szweda jedyne co udało mi się wydusić to to, że chce herbatę. Musiał jakiś nietypowy być, bo Szwedzi tylko kawę, i tym tłumaczę jego obecność na imprezie. Bo po co iść na imprezę i siedzieć w kącie nie integrując się z nikim? No chyba, że masochista jakiś…
Brzmi jakbym  Szwedów nie lubiła. Ale to nie tak. Nie mogę powiedzieć, że ich, jako całość, nie lubię. Ale też że lubię, jakoś nie bardzo. Inni są.
Mili, uprzejmi, łatwo się z nimi rozmawia na pierwszym spotkaniu. Zadają pytania, interesują się tobą, twoja historią, z zainteresowaniem słuchają tego co masz do powiedzenia. To samo jest przy drugim i kolejnym spotkaniu. Po kilku miesiącach budzisz się i uświadamiasz sobie, że kurde, opowiedziałeś Szwedowi historię życia swojego, swoich przodków, swojego psa, plany twoje, twoich dzieci i wnuków, przerobiłeś system polityczny w Polsce i Szwecji, porównałeś ekonomie,  religie oraz omówiłeś rybołówstwo śródlądowe. Powiedziałeś już chyba wszystko co miałeś do powiedzenia, a o tej drugiej osobie wiesz tylko jak się nazywa. Nie wiesz nawet gdzie pracuje ani czy ma  dzieci. Więc przy następnej okazji postanawiasz to zmienić, zadajesz pytania, słuchasz z zainteresowaniem odpowiedzi… a po spotkaniu odkrywasz, że Szwed ci nadal nic o sobie nie powiedział. Nie wiesz co myśli, co jest dla niego ważne, co go porusza. Znasz kilka faktów w postaci dzieci i współmałżonka, ale to wszystko!  Jak oni to robią? Mistrzowie szklanej ściany, stawiają mur ale tak, że ty go nie widzisz, nie czujesz go. Chowają swoje prawdziwe ja za uprzejmym zainteresowaniem, i miłymi uśmiechami. Ile im czasu trzeba by się otworzyć? Czy w ogóle kiedykolwiek się otwierają? Nie wiadomo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s