Pan Kotek i inne sprawy

W piatek po poludniu,…

W piatek po poludniu, po kolejnych przeswietleniach, kolejnym badaniu Kocio dostal tabletki przeciwwtmiotne. Od soboty jedziemy na tychze. Kocio nie wymiotuje. Pije umiarkowanie. Ja malutko i wybrednie. Dietetyczne jedzonko od pani doktor moge se jesc sama. Kocio nie zamierza. Za to malutka , chyba 50g, puszeczka tunczyka od Sheba to moze byc. Kocio pochlonal lyzeczke jedzenia, wylizal miske…i bez awantury sie oddalil. Ze dwie godziny potem zawolalam go na karmienia, ale cwanie zmieszalam tunczyka z jedzonkiem dietetycznym. Bo jednak powinien, bo to dobre dla brzuszka i jelit powiedziala pani doktor.
…Ta pogarda! Ten wyraz pelnego wyzszosci politowania na pyszczku! Ogon w gorze, i odwlok zwrocony w strone miski wyraznie mi powiedzial co moge zrobic z taka mieszanka. Na wszelki wypadek Kocio przez kilka godzin do miski nie zagladal.
Jak juz w koncu zajrzal to poddalam sie. Niech je nie-dietetyczne, byle jadl.
Minela niedziela, minal poniedzialek. Kocio w ciagu calego dnia zjada maksymalnie 100 g jedzenia. Dzielac to na kilka czesci.
Nie wymiotuje. Ale tez i nie zalatwia sie. I to mnie martwi. Dzis ostatni dzien tabletka. I zobaczymy co dalej. Ale niepokoje sie. 
Kocio normalnie, jak dotad posypia przez caly dzien. Inne jest to, ze nie miauczy bez przerwy i nie leci do kuchni na kazdy dzwiek dobiegajacy stamtad. Choc od wczoraj zaczal sie interesowac tym co je kto inny, a nawet probowal mi odebrac beza z reki. Ale jak mu dalam okruszek to powachal i nie zjadl, a zwykle musialam sie prawie o bic o te ciastka.

A poza tym…leje. Codziennie, po kilka godzin. Nocami sie wypogadza, pokazuja sie gwiazdy. Temperatury glupieja. Raz +7 raz -3. No i wieje. Nawiewa chmur i znow leje. Mimo to nadal Komarek wozi mnie do prac. Tyle, ze kilka razy zastrajkowal i nie odpalil, wiec stawiam go do garazu. 

W niedziele poszlismy z na lyzwy. Maz i ja. Maz stwierdzil, zeokolo 30 lat nie jezdzil, ale to przeciez chyba tak samo jak na rolkach. Ledwie wyskoczyl na lod stwierdzil, ze to jednak NIE TO SAMO.
Ja tez nie jezdzilam 30 lat. Tylko, ze ja nigdy nie jezdzilam perfekcyjnie: lyzwy mialam przez dwa  krotkie sezony, potem wyroslam i sie skonczylo. Przy czym i ja i Baska bylyusmy wybitne antytalnety do wszelkiego sportu. To co inny zalapywali w minute nam zajmowalo kilka dni. Niektorych dzien nie opanowalysmy nigdy, mimo bardzo sprzyjajacych warunkow. Takie plywanie na przyklad. Az dziwne, bo ojciec byl sportowiec: siatkarz, pilkarz, wioslarz, plywak. A jego obie corki kaleki. Nie wiem co sprawia, ze tak jest. Strach przed upadkiem? Przed uszkodzeniem sie? Czort wie…
teraz wyszlam na lod i…masakra. Nie puscilam barierki ani na chwile. Nie umialam wprawic sie w ruch. Choc po 30 minutach odnioslam pierwszy sukces: umialam stanac na lodzie. Po nastepnych dwudzestu udalo mi sie za dwa razy odepchnac prawa noga i pojechac kilka centymetrow. Nadal trzymajac sie barierki, ale juz nie odpychajac od niej. W takim tempie to zima sie skonczy nim ja od tej barierki odjade. 
Dobra: kupie sobie lyzwiarski kask, tu wszyscy nosza kaski na lyzwach. Wezme meza ochranicze rolkowe, moze to sprawi, ze mniej sie bede usztywniala?
Ale naprawde…To takie deprymujace widziec smigajacego na lyzwach najdalej trzylatka a samej trzymac sie kurczowo barierki. Na szczescie w Szwecji nauczylam sie NIE MYSLEC, ze jak ktos na mnie patrzy to tylko po to by sie w duchu ponabijac, ze jestem taka kaleka oraz usmiechy sa wyrazem zyczliwosci a nie wyzszosci. To pomaga. 
Niestety lodowisko mam dostpne tylko w niedzle, moze czasem w soboty. Tak to jest tutaj urzadzone.

A po cichu, w glebi duszy mysle, ze jeszcze bym chciala zobaczyc jak bym sie poczula na nartach biegowkach. Ale to kiedys, kiedys jak…

W pracy, u pilkarzy zastoj. Nie ma treningow, nie ma za bardzo co robic. Troche pomoglam wczoraj Johnny’emu, ale dzis gdy przyjechalam zameldowal mi, ze skonczyl bez mnie.
Johnny jest mily. I cierpliwy. Cierpliwie slucha jak sie rozgadam, cierpliwie podpowida mi slowa gdy mi braknie. Wysoki, bardzo szczuply, z bialymi wlosami i ladnym smiechem. Zauwazylam, ze wielu Szwedow ladnie sie smieje. Tak normalnie „ha, ha” a nie jakims zduszonym chichotem. 

Zuzi nie widzialam tydzien. I tesknie. 
Zuzia ma lyzwy. Musimy kupic jej kask i bedziemy mieli alternatywe dla basenu.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s